Chinka - wykorzystana i porzucona

Bartłomiej Magierowski

Ich małżeństwo przetrwało zaledwie kilka lat. Ona - trzydziestoletnia Chinka, on - pięćdziesięcioletni Amerykanin. Mają małego synka, który został teraz z mamą. Dlaczego się rozeszli? Jego chińska żona nie znosiła tego, że każdego wieczoru jej biały mąż przesiaduje w barze z kolegami. Popija piwo, ogląda mecze, zachowuje się tak, jakby nigdy się nie ożenił, jakby nigdy nie zakładał rodziny, ignorował ją, jej problemy, jej potrzeby. Miała dosyć.

To i tak dosyć przyzwoity przykład. Najgorsi są obcokrajowcy, którzy przylatują do Chin na kilka dni, tygodni lub też co kilka miesięcy. Czy to na szkolenia, seminarium, czy w sprawach biznesowych. Co bardziej perfidni chętnie rozglądają się za młodą, naiwną Chinką. Niekoniecznie biedną, niekoniecznie muszą ją sponsorować. Zwodzą dziewczynę przez kilka miesięcy, nigdy nie traktując takiego związku poważnie.

Najlepszym, a może raczej najgorszym przykładem jest związek dwudziestoośmioletniej Chinki z pewnym czterdziestoparoletnim Kanadyjczykiem. Poznali się na chińskim internetowym czacie. On często bywał w Chinach. Dłuższe pobyty biznesowe, kilka razy w roku. Jak sam mówił: „Nie jestem żonaty…”, po chwili dodawał z ironicznym uśmiechem „w Chinach”. I rzeczywiście, w Kraju Środka czuł się wolny, wyswobodzony spod jarzma żony i dzieci, które zostały w Kanadzie. Przykładny tatuś i mąż zwodził Vivian przez rok. Sypiał z nią za każdym razem, gdy tylko zjawiał się w Shenzhen. Gdy miał czas, zapraszał ją na kolację, po kolacji obowiązkowo seks. Vivian była nim oczarowana. Zakochana w brzuchatym Kanadyjczyku liczyła na to, że ożeni się z nią i osiedli się tutaj, albo może wyjadą wspólnie do Kanady. Kiedy spotkali się po raz ostatni, on ją po prostu wykorzystał w hotelowym pokoju, bez żadnych czułości, uniesień. Ona płakała, ale on pozostał niewzruszony. Vivian była już wtedy żoną starszego, niskiego Chińczyka. Był to akt desperacji, a może próba szantażu. Kanadyjczykowi to nie przeszkadzało, by nadal z nią sypiać. Kilka dni później w swojej ojczyźnie był już idealnym tatusiem i mężem. Do dziś można go spotkać na internetowym czacie. Za każdym razem, gdy jest w Chinach, zaprasza jakieś dziewczyny na kolacje, co na deser... możemy się tylko domyślać.

Wina leży po obu stronach, choć chyba w dużo większej mierze po stronie białych mężczyzn. Większość z nich wykorzystuje fakt, że dla każdej Chinki są chodzącymi bogami. Biała cera, niebieskie oczy, długi i prosty nos, blond włosy to ideał, a gdy dodać do tego młody wygląd, atletyczną budowę, to po prostu ideał, który większość Chinek będzie podziwiać, kochać i zgadzać się na wszystkie jego potrzeby i zachcianki. Na ulicach Szanghaju, Hongkongu, Pekinu, Shenzhen czy Guangzhou można czasem spotkać przedziwne pary. Stary, garbaty, brzydki obcokrajowiec, a obok niego piękna wysoka Chinka, która w zasadzie mogłaby być jego córką. Powód takiego związku? Jeden to pieniądze, a drugi - zaślepienie.

Niektóre Chinki, jak dwudziestodziewięcioletnia Mei twierdzą po prostu, że biali faceci są lepsi w łóżku i bardziej romantyczni. Trzeba jednak przyznać, że jej pierwszy biały partner - trzydziestoparoletni Holender - nie był zbyt romantyczny. Zawsze skarżyła się, że nie idzie obok niej, nie trzyma jej za rękę, a w upalny dzień nie zaproponuje jej nawet wody. Zapewniał ją, że jest w separacji z żoną, mają córkę, mieszkają razem, ale nic ich nie łączy. Dosyć naiwne tłumaczenia, ale Mei długo w to wierzyła, a Holender ufał, że zawsze może liczyć na dobry i darmowy seks w Chinach, bo tylko to go interesowało. Nigdy nie związał się z Mei na dłużej. Ostatecznie ta Chinka, która ceniła tylko białych kochanków, poznała pewnego Nowozelandczyka - zamożnego handlarza meblami. Nie przeszkadzało jej, że ma pięćdziesiąt lat, żonę i trójkę dzieci. Zapewnił ją, że w ciągu trzech lat uzyska rozwód, zamieszkali razem w Chinach. Czy do dziś są razem? Trudno powiedzieć. Ona wierzy w różne historie, jest naiwna, a on cieszy się, że ma młodą, seksowną żonę, która zawsze spełni jego wszelkie zachcianki. Może więc są nadal razem i taki związek im odpowiada.

Codziennie jednak zdarzają się bardziej banalne historie, a naiwność młodych Chinek po prostu zadziwia.

Annie ma dwadzieścia cztery lata, wyjechała do pracy do prowincjonalnego miasteczka ZhuHai nad Morzem Południowochińskim. Szybko zaczęła doskwierać jej samotność. Poznała sześćdziesięcioletniego Włocha, biznesmena. Mieszkał tam na stałe, ale niespecjalnie mówił po angielsku; trudno im było się dogadać. Oczywiście w łóżku nie było z tym problemów. Po kilku tygodniach zdecydowali się zamieszkać razem, ona była w nim zakochana i już planowała małżeństwo. Szybko zmieniła plany, gdy uświadomiła sobie, że on ciągle szuka innych młodych i urodziwych Chinek. Tłumaczył jej swoje wypady do baru tym, że po prostu szuka dziewczyny dla kolegi.

Angela wyruszyła z Shenzhen do Kantonu w poszukiwaniu miłości. Poznała na czacie młodego Hiszpana, który zaprosił ją do siebie na kilka dni. Powiedział, że ją kocha, że jest cudowna, piękna i inna niż wszystkie. Wyznał jej, że po prostu potrzebuje seksu. Że miał kilkadziesiąt kochanek w Chinach, ale chodziło tylko o seks. Z nią miało być inaczej, w niej się zakochał. Angela nocowała u niego przez kilka dni. Później wróciła do Shenzhen i oznajmiła wszystkim, że ma teraz białego chłopaka. On oczywiście zaprasza ją na stałe do siebie. Ona mu wierzy, nie przeszkadza jej, że miał tyle kobiet w przeszłości. Może nawet jest gotowa na wszelkie ustępstwa i zaakceptuje codzienne zdrady swojego chłopaka? W Chinach to możliwe.

Od zarania chińskich dziejów zdrada była na porządku dziennym. Poczynając od cesarzy, monarchów, którzy mogli mieć nawet trzysta sześćdziesiąt pięć żon, a kończąc na dzisiejszych parlamentarzystach utrzymujących swoje kochanki poznane gdzieś w klubach karaoke. Może zdrada i poligamia są po prostu wpisane w specyfikę tej kultury?

Oczywiście większość Chinek jest wierna swoim mężom. Z mężczyznami bywa różnie. Zawsze ciągnie ich do klubu KTV czy na masaż. W wielkich metropoliach nie brakuje jednak samotnych kobiet i dziewczyn, które są wykształcone, mówią po angielsku, mają dobrą pracę, a często też ze względu na charakter pracy (wystawy, handel międzynarodowy, transport) spotykają obcokrajowców. Problem w tym, że stają się łatwym łupem dla białych mężczyzn w średnim wieku, którzy są w Chinach tymczasowo i szukają jedynie przygód seksualnych. „Chciałbym spróbować taką Chineczkę” to typowe stwierdzenie biznesmenów, którzy przylatują tu po raz pierwszy. Ci, którym brak czasu na romanse, po prostu korzystają z usług prostytutek. Wizytówki agencji dostają na targach czy w hotelu. Inni, którzy mają świadomość jak bardzo Chinki ich ubóstwiają, idą na dyskotekę, do jakiegoś baru, czy klubu i po prostu podrywają skośnooką piękność szukającą przygodnej miłości. Nie ma tu żadnych niedomówień. Wielu obcokrajowców chciałoby jednak mieć stałą kochankę w Azji – myślą już o kolejnych wyjazdach, spotkaniach, targach.

Chiny stają się coraz bardziej otwarte, a temat seksu nie jest już takim tabu jak niegdyś. Nie brakuje młodych dziewcząt, wtulają się w ramiona raz jednego, raz drugiego obcokrajowca. Chodzą razem na imprezy, biali mężczyźni tatuują sobie jakieś chińskie znaczki, młode Chinki czują się przy nich wyzwolone. W większych miastach Chin można już nawet spotkać całe osiedla czy ulice takich par. Chinki nie rozpaczają, gdy obcokrajowiec je porzuci. Wiedzą, że dzisiaj kochają się z Rosjaninem, za tydzień z Niemcem, a za miesiąc z Kanadyjczykiem. Godzą się na wszystko, w rachubę wchodzi nawet seks grupowy.

W internecie pojawiają się blogi i strony internetowe założone przez facetów, którzy wręcz szczycą się liczbą Azjatek, z którymi sypiali. Inni traktują swoje strony w sposób informacyjny i chętnie radzą, gdzie udać się w poszukiwaniu seksu. Jeszcze inni wyśmiewają te opisy i chwalą się, jak to wszystkie Chinki ich pożądają, wystarczy, że idzie na dyskotekę i wraca do hotelu z trzema dziewczynami. Oczywiście są to różne naciągane historie, ale jest w tym też sporo prawdy. Jednym blogiem zainteresował się nawet pewien chiński profesor. Stronę założył obcokrajowiec, który jest nauczycielem angielskiego w Chinach. Co kilka dni opisuje seksualne podboje ze swoimi studentkami i innymi Chinkami. Już teraz poczuł się zagrożony i zablokował dostęp do strony hasłem. Chińczycy już dowiedzieli się, że chodzi o pewnego Brytyjczyka ze znanego uniwersytetu w Szanghaju, jego dni w kraju środka są więc już chyba policzone.

Przeciętny biznesmen przegląda takie strony i pobudza swoją wyobraźnię, planując wyjazd służbowy do Kraju Środka. Do seksualnych podbojów mogą też zachęcać setki stron pornograficznych, na których rzekomo prezentuje się zdjęcia młodych Chinek. Tak naprawdę w większości są to Japonki i Tajki, co nie zmienia faktu, że biały mężczyzna już marzy o młodej, filigranowej Azjatce.

Nie każdy związek Chinki z obcokrajowcem jest poważny i nie każdy kończy się małżeństwem. O ile większość białych facetów ma tego świadomość i o przyszłości myślą raczej ze swoją rodaczką, w swojej ojczyźnie, o tyle większość Chinek żyje z naiwną nadzieją. Zdarza się, że rozbijają jakieś małżeństwo i oczarowany młodą Azjatką obcokrajowiec pozostanie z nią na dłużej, większość jednak to tymczasowe i przypadkowe związki bez żadnej przyszłości.

Felieton pochodzi z portalu O2.PL

[ link do publikacji prasowej lub internetowej]

KOPIOWANIE, PRZEPISYWANIE, CYTOWANIE, PUBLIKOWANIE CAŁO¦CI LUB FRAGMENTU TEKSTU BEZ ZGODY AUTORA JEST ZABRONIONE!!!

Koniecznie dodaj komentarz do tego tekstu!

Autor komentarza:

Komentarz (do 250 znaków, dane obowiązkowe):

Przepisz kod weryfikacji (obowiązkowo):


Piotr

komentarz z dnia 16.9.2012, godz. 17:36

Rewelacja wlasnie jestem w Chinach wiecej prosze takich poradnikow , czy ktos sie zastanawia gdy Pisze taki artykul , to tak jak dac komus instrukcje obslugi

gosc

komentarz z dnia 17.11.2011, godz. 02:09

U nas jest tak samo.Dodam cos jeszcze. Piekna,madra,wyksztalcona chinka czesto tez nie chce wiazac sie z bialym.Czemu? Bo tu nie ma przyszlosci, rodzina nie zaakceptuje i rodzi to za duzo problemow.Czasami prosciej byc chinczykiem.

gosc

komentarz z dnia 17.11.2011, godz. 02:03

W Polsce identycznie.Krolowie tez tak mieli.Kobiety i mezczyzni zdradzaja a prostytucji jest tye, ze mozna miasto z nich zbudowac.Malo u nas dziewczyn leci na dziadzia z duzym portfelem?A jak w Polsce kobieta reaguje na obcokrajowac?

lolek_79

komentarz z dnia 7.9.2011, godz. 20:00

bylem w chinach 2 razy, po kilka dni na wyjazd (sluzbowo) - nie bylo dnia, zebym czegos nie wyhaczyl - a raczej to ja bylem wyhaczany ;) a kobietom sie nie odmawia, prawda?

uwodziciel

komentarz z dnia 24.11.2010, godz. 22:10

duzo w tym prawdy co opisuje autor powyzej ,bo bylem wlasnie w chinach w tym roku ,naprawde tak jest.

normalny

komentarz z dnia 21.3.2010, godz. 13:30

To jest chore i beznadziejne w taki sposób postępować i wykorzystywać naiwność i łatwowierność innej osoby, która obdarza takiego typa uczuciem. Takiego to wysłać na BIAŁE NIEDŹWIEDZIE.

threeq

komentarz z dnia 7.1.2009, godz. 20:56

żenujące


 

 

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone