Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W przypływie świątecznej atmosfery poszliśmy dzisiaj do kościoła katolickiego w Shenzhen (Meilin). To był przykry widok... Ogromny budynek, nowoczesny, krzyż na wieży, żadnych witraży. W środku ogromna sala na 500 osób, ławy bez klęczników, w środku może 200 osób. Żadnego ołtarza, tylko scena, jakiś przykryty suknem fortepian, mównica z symbolem krzyża, obok fotel. Nic poza tym - żadnych obrazów, żadnych figur, żadnych świeczników, po prostu białe, gołe ściany. Tragedia! A najgorsze, że nie było nawet żadnego duchownego, czy siostry zakonnej. Leciało jakieś kazanie z filmu na projektorze, na ekranie, który był tam rozwinięty zamiast ołtarza. I to ma być kościół w czasie świąt?! Wstyd! Nie było nawet prostej choinki i żadnej dekoracji. Jeśli tam w ogóle jest jakiś żywy ksiądz (nie ten z telewizora) to powinien być za to odpowiedzialny, wysłałbym go na szkolenie do Europy.
W Chinach też da się zorganizować przyzwoitą Wigilię i Święta Bożego Narodzenia. Wystarczy trochę chęci, umiejętności kulinarnych i klika półproduktów z Polski. Ja szykuję galaretki z kurczaka, rybę w galarecie (żelatyna z Polski), barszcz z uszkami (koncentrat barszczu z Polski), sałatkę warzywną, kapustę z grochem i oczywiście smażoną rybę. Co więcej mam dostawę karkówki, szynki i bigosu z Polski. W zasadzie to dobrze, że święta są w pewnym sensie komercyjne. Dzięki temu nawet w kraju środka są wszędzie choinki, ozdoby świąteczne, a obsługa w marketach, restauracjach i innych punktach usługowych ubiera czapeczki Mikołaja. Oczywiście duża większość Chińczyków nie zna żadnych tradycji bożonarodzeniwych... no może tylko te z amerykańskich filmów typu jedzenie indyka i skarpety przeznaczone na prezenty. Poza mieszkańcami Hong Kongu raczej nikt nie ma wolnego ze względu na święta.
Szykuje się otwarcie nowego salonu masażu. Nie przesadzę jeśli powiem, że zatrudniono tam około tysiąca osób: kelnerzy, stójkowi, portierzy, podawacze ręczników, masażyści stóp, masażyści ciała, konserwatorzy itp. Wczoraj na osiedlowej scenie zebrali się wszyscy, bo szykują jakieś przedstawienie na otwarcie salonu. Udało mi się tam zaczepić i zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć. Było wesoło, działo się, oj działo! Był nawet chiński Michael Jacskon i taniec z wachlarzami. I oczywiście cała armia pięknych masażystek. Jak tylko uporam się z zaległymi fotkami to dodam te nowe.
Według pewnej japońskiej agencji statystycznej Filipińskie pokojówki (opiekunki do dzieci) zarabiają w Hong Kongu średnio 3500 HKD miesięcznie (1094 PLN) plus oczywiście pokrycie kosztów mieszkania i wyżywienia. Okazało się jednak, że w Shenzhen Filipinki zarabiają około 4000 RMB (czyli 1318 PLN). Jest ich jeszcze niewiele tutaj, w Hong Kongu znacznie więcej, ale mimo wszystko - ludzie z Chin kontynentalnych, mieszkający w Shenzhen są gotowi płacić więcej swoim służącym, najwyraźniej są bogaci i chcą pokazać, że stać ich na służbę w domu.
Chiny to jednak ubogi kraj, ubogi w tradycje. Nie mają oczywiście Dnia Świętego Mikołaja... Ile oni tracą?! O ile Boże Narodzenie stało się tutaj bardzo komercyjne - wszędzie choinki, ozdoby, wszystko oczywiście kojarzy im się z Ameryką, to nasza tradycja wkładania upominków pod poduszki jest im oczywiście zupełnie obca. Jedna koleżanka myślała, że sam sobie kupuję prezent i wkładam pod poduszkę, nie zrozumiała trochę sensu tej tradycji. Moja żona uwielbia Mikołaja i Święta w ogóle, nie tylko prezenty, ale całą otoczkę, zamieszanie i tą wyjątkową atmosferę.
