Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Sobota, 24 listopad 2007 godz. 02:47

Mój znajomy Chińczyk opowiedział mi coś o naszym wspólnym koledze (Alexie), też Chińczyku (pracują w tej samej firmie). Otóż ten kolega uwielbia mówić po angielski i w ogóle zachwyca się Ameryką. Kiedy kierowca z firmy, gdzieś z nim jedzie, wsiadają do windy i są tam jakieś dziewczyny (zwykle Chinki) Alex lubi przyszpanować. Wyciąga swój telefon, dzwoni do kogoś (albo tylko udaje) i mówi po angielsku przez parę minut. Kierowca zawsze się wkurza i żalił się temu drugiemu koledze: "Cholera, Alex znowu gadał po angielsku". Oczywiście kierowca nic z tego nie rozumie. Nie wiem, czy Alex poderwał jakąś dziewczynę w ten sposób, ale na pewno nieźle się wygłupia udając takiego światowca.

Środa, 7 listopad 2007 godz. 01:49

Byliśmy w prowincjonalnym miasteczku w prowincji Zhejiang na dużej dyskotece i wyobraźcie sobie... trzy razy leciały jakieś zmiksowane hip-hopowo dancowe polskie kawałki. Niesamowite... raz mogło się to zdarzyć, ale trzy zupełnie inne utwory w ciągu 2 godzin? Bardzo dziwna sprawa. Jedna z tancerek w tym klubie to biała dziewczyna, oficjalnie Rosjanka, ale może ze względu na tą muzykę to jednak Polka?

Poniedziałek, 22 październik 2007 godz. 03:45

Straciłem właśnie apetyt na śniadaniu, w porządnym hotelu Best Western w prowincji Fujian w restauracji pojawiła się ciekawa para. Gość około 60 lat, obleśny, gruby (jak się domyślam) Amerykanin lub Kandyjczyk, a z nim młoda Chinka, w wieku około 25-30 lat. Świetna parka! Na domiar złego zaczęła go przytulać przy stoliku. Nic do nich nie mam, ale tracę apetyt jak to widzę, mogliby te swoje zaloty zachować na później i zabrać z sobą do pokoju.

Czwartek, 11 październik 2007 godz. 03:30

Jaka to jest ironia... znam osobiście i z opowieści rozpieszczone dziewczyny z bogatych rodzin, które na własną prośbę rezygnują ze studiów, czy nawet z liceum. Chcą być dorosłe i ruszają w świat. Później gdzieś dorywczo pracują i szukają wrażeń. A w tym samym czasie, gdzieś na wsi ich rówieśnicy nie mają możliwości zdobycia żadnego wykształcenia. Na prowincji nie ma wspaniałych szkół, a edukacja (nawet podstawowa) wiąże się z ogromnymi kosztami. I tak to już jest, ktoś kto ma możliwość studiowania rezygnuje z tego, a ktoś inny, kto chciałby zdobyć wykształcenie nie ma nawet takiej szansy.

Wtorek, 11 wrzesień 2007 godz. 13:56

Dzisiaj w księgarni anglojęzycznej młody Chińczyk pyta mnie po angielsku oczywiście, czy interesuje się rugby, bo tam fajna książka jest. Później pyta mnie skąd pochodzę? Gdy odpowiedziałem, że z Polski. Po chwili namysłu powiedział "Dzień dobry". Poszedł nawet krok dalej - "Mam na imię Tadeusz". Okazało się, że rok temu spotkał w Shenzhen jakieś polskie modelki i jedna zawróciła mu w głowie. Zwariował na tyle, że kupił sobie VCD i uczył się polskiego. Niestety dziewczyny wyjechały... ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Polski może się jeszcze czasami przydać!

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone