Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Dzisiaj jeden Chińczyk zapytał mnie, czy trudno w Polsce dostać paszport... no ciekawe... może on jeszcze myśli o naszym poprzednim systemie. Teraz już wszyscy uciekają z Polski i wystarczy tylko dowód. Dobrze, że nie pytali mnie, jak tam zdrowie Bieruta. Widzicie, jak Polska jest postrzegana za granicą, nic o nas nie wiedzą. Zdania typu "Chopin był Polakiem?" (niektórzy myślą, że to Francuz), "Kopernik, a tak uczyliśmy się w szkole o nim" (bez większego entuzjazmu), "Papież - a co to jest?", "Warszawa (po chińsku HuaSha), nie znam", "A Polska ma dostęp do morza?" - to już jest na porządku dziennym, niejeden Chińczyk tak mnie pytał, albo się dziwił. Polska nigdy nie potrafiła się promować, a przecież mamy ciekawą historię, wiele sławnych postaci, ciekawe książki, sukcesy naukowe (ostatnio programiści komputerowi), odkrycia, dobre filmy i dobrą muzykę, a ile atrakcji turystycznych, piękna przyroda, morze, góry, tysiące jezior, o muzeach, kościołach i katedrach nie wspominając.
Jeździłem w Chinach różnymi pojazdami, taksówkami i autobusami, dzisiaj na przykład 5 godzin nowoczesnym i bezpiecznym autobusem Volvo. Ale zanim dotarłem na stację autobusową w prowincjonalnym miasteczku, do którego nie docierają często biali ludzie, przejechałem się super starą taksówką. Pojazd był tak wysłużony, że kierowca (kobieta) podjechała po nas z wielkim trudem i ostrożnie, tak żeby samochód się nie rozpadł na kawałki. Gdy chciałem wsiąść okazało się, że klamka jest wyłamana z zewnątrz. Na każdym skrzyżowaniu, gdy pani wrzucała na luz, aż cała deska rozdzielcza podskakiwała od pracy silnika. Dobrze, że nie musieliśmy za daleko tym klekotem jechać.
26 letni Chińczyk rozmawiał ze mną podczas wizyty w jego firmie (małe miasteczko w Guangdong) na temat pracy w Polsce, naszej historii, jedzenia, kultury itp. Nie mógł mi uwierzyć, że moja pierwsza praca to wynagrodzenie 500 PLN/miesięcznie. Po prostu jak mu to przeliczyłem to się śmiał, tu są oczywiście i niższe pensje, ale porównując to relatywnie do wykształcenia, umiejętności, wiedzy i charakteru pracy to była po prostu śmieszna pensja. W Chinach na tym samym stanowisku można zarobić na pewno dwa, trzy razy tyle.
Od kilku dni oglądając relacje polskich mediów dochodzę do wniosku, że mam kolejny, cholernie dobry powód do tego, żeby żyć w Chinach i z tym krajem wiązać swoją przyszłość. Ten powód, argument nazywa się Andrzej Lepper, który pewnie w kolejnych wyborach zostanie prezydentem. Z drugiej jednak strony zawsze podziwiam takich ludzi, można się od nich uczyć - jak zrobić karierę w oparciu o nic, zaczynając od niczego, jak wejść na salony i rządzić, mimo, że nie ma się ku temu żadnych predyspozycji.
A w Gazeta.pl znalazłem taki opis do zdjęcia: 'Robotnik w fabryce elektroniki w Shenzhen - pokazowym mieście chińskiego cudu gospodarczego'. Pokazowe miasto? Jaki tekst... żeby w Polsce było chociaż pół takiego 'pokazowego miasta'. Można się uśmiać. Facet, czy kobieta odwiedzili jedną fabrykę i podniecają się, że ktoś tam płytki PCB obcina dzień i noc. Ile ja już fabryk odwiedziłem! Różnych robotników widziałem, w różnych warunkach, ale lepiej jak praca w ogóle jest, niż jak ktoś z głodu zdycha, jak miało to miejsce w latach 50-tych. Ci ludzie po prostu tego nie rozumieją. Niech się wybiorą do polskich fabryk, kopalń, hut i napiszą coś... ale co - o braku rentowności, braku zamówień, bezrobociu? No tak, ciekawiej pisać o tym, jak w Chinach się wykorzystuje 'tanią' siłę roboczą, której pensje tak naprawdę coraz częściej są podobne do tych w Polsce. Niech się do Turcji wybiorą, albo do Indii (tam pracują dzieciaki, w Chinach nigdy tego nie widziałem)!
