Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Pisałem czasami o cenach nieruchomości w Chinach. Dla mnie było dosyć zrozumiałe, że nowe mieszkania w dużych miastach kosztują coraz więcej - w przeliczeniu nawet 15-20 tysięcy PLN za 1 m2. Oczywiście są też dużo droższe apartamentowce, zamknięte osiedla, z basenami itd. Zdziwiłem się jednak będąc w JiaXing, mniejszej miejscowości w prowincji Zhejiang. Tam mieszkania znacząco podrożały, ale co szokujące również takie na dosyć obskurnych osiedlach. Wyobrażacie sobie czarno-szare od brudu klatki schodowe, wiszące wiązki kabli i przewodów przy bramach wejściowych, brak wind, drewniane schody, brak miejsc parkingowych i ogólny syf dookoła. Nawet takie mieszkania kosztują 5000-7000 PLN za 1m2. Często jednak ludzie decydują się na taki zakup, bo jak wiecie w Chinach ważne jest miejsce zameldowania. Ułatwia to dostęp dla dzieci do przedszkoli, szkół, opieki zdrowotnej, spraw urzędowych itd.
Kojarzycie pojęcie "bosych lekarzy" z Chin? W latach 60-tych w Kraju Środka wybrani rolnicy przechodzili kilkumiesięczne kursy medyczne. Celem tych kursów było stworzenie punktów medycznych w każdej wiosce. Chiny to wielki kraj, a po wojnie dostęp do pomocy medycznej był bardzo ograniczony, w zasadzie tylko w miastach i miasteczkach była jakaś realna opieka zdrowotna. Ludność wiejska leczyła się u lokalnych znachorów lub domowymi sposobami, oczywiście śmiertelność była duża (inna powód to oczywiście głód i eksperymenty z rolnictwem). Władza postanowiła przeszkolić większą liczbę osób, aby pomagać pospolitym rolnikom i robotnikom. Oczywiście kończyło się to różnie, chociaż w niektórych przypadkach lepsza była taka pomoc niż żadna. System "bosych lekarzy" przestał istnieć dopiero w latach 80-tych. Chociaż nadal w wielu wioskach są tacy lekarze lub lepiej wykształceni lekarze, którzy kontynuują tradycje swoich rodziców lub dziadków. Sam miałem okazję odwiedzić takiego lekarza i żyję ;-). Patrząc na obecną sytuację z koronawirusem w Polsce obawiam się, że niedługo i nasza władza wprowadzi kursy medyczne. Już teraz brakuje lekarzy, pielęgniarek, anestezjologów, osób do obsługi respiratorów, ratowników. Kierują przymusowo do pracy, szukają wśród studentów medycyny, a wkrótce może wprowadzą kursy dla "bosych lekarzy"?! Oby nie... ale źle to wygląda. Naszej władzy brakuje konsekwentnych działań i właściwego planu. To jest wszystko na "łapu-capu", zawsze jesteśmy kilka kroków z tyłu, za koronawirusem - a powinniśmy być przed nim. W Chinach jest to ułatwione, bo z władzą się tutaj nie dyskutuje, nie ma zgody na żadne odmowy czy protesty. To już temat na dłuższy felieton.
W Polsce mamy częściowy lock-down i spacery w maskach, a w tym samym czasie w Guangzhou zorganizowano maraton z tysiącami uczestników. Oczywiście bez żadnego obowiązku noszenia masek. Albo Kraj Środka naprawdę doskonale sobie radzi z tym wirusem, albo czegoś nie wiemy?!
Patrząc na sytuację w Hong Kongu, informacje medialne, ale także jakieś wiadomości od znajomych - aż trudno uwierzyć, że to przejęcie Hong Kongu przez Chiny zdarzyło się tak przypadkowo. To wszystko było zaplanowane od wielu lat, a Chińska władza pogwałciła ustalenia z 1997 roku, bo przecież przez 50 lat, do 2047 roku Hong Kong miał być niezależny od władzy w Pekinie: "jedno państwo, dwa systemy". Kiedy myślę, o całej infrastrukturze w Shenzhen, sposób w jaki stworzone jest metro, przejścia graniczne z Hong Kongiem, drogi, tunele, nowe mosty - to można dojść do wniosku, że to wszystko było stworzone, by połączyć się z Hong Kongiem. W latach 2010-2015 granica była bardziej liberalna, wiele osób z Chin kontynentalnych (szczególnie z Shenzhen) coraz częściej pomieszkiwało w Hong Kongu, nocowali w hotelach, robili zakupy, zakładali firmy/oddziały/biura, kupowali wiele markowych towarów: zegarki, złoto, odzież, torebki, perfumy, wysyłali dzieci do międzynarodowych szkół i przedszkoli w Hong Kongu. Mieszkańcy Hong Kongu organizowali nawet protesty przeciwko Chińczykom z Shenzhen, którzy po prostu zachowywali się głośno, niezbyt kulturalnie w Hong Kongu. Potrzebowali ich pieniędzy, ale drażnił ich sposób bycia "sąsiadów". Później protesty w Hong Kongu, ograniczanie swobód, zmiany prawa, nowy szef policji itd. Bardzo szybko Hong Kong został poddany transformacji przez władze komunistyczne... szkoda. Wiele osób będzie emigrowało, a Hong Kong straci swój urok, miasta wolności, demokracji, miasta wielu kultur. Na pewno nie było to idealne państwo-miasto, ale jednak wydawało się, że sprawiedliwość ma tam jakieś znaczenie. Teraz będzie inaczej. Ciekawe, jak to wpłynie na handel, eksport, współpracę międzynarodową?
Obserwuję, jak bardzo w ciągu zaledwie 17 lat zmieniły się Chiny. Shenzhen praktycznie nie do poznania, żałuję nawet, że nie robiłem więcej zdjęć, bo od tego czasu wyrosło wiele nowych drapaczy chmur. Na prowincji - tam gdzie kiedyś jeździłem skuterem polnymi drogami są teraz szerokie ulice, nowoczesne hotele, sklepy, fabryki. Ludzie także się zmienili. Kiedyś dziewczyny w Chinach nie używały w ogóle kosmetyków lub używały bardzo kiepskich i tanich produktów, które wręcz niszczyły cerę. Chińczycy kupowali na straganach, w małych sklepikach - niemarkowe paski, zegarki, podróbki torebek. Dla większości ludzi logo, nazwa, marka nie miały znaczenia, miało być tanie. Pamiętam, gdy w podróży, w samolotach czy pociągach Chińczycy używali jakiś starych toreb (jak z targowiska), pakowali rzeczy do jakiś uszkodzonych bagaży, worków. Teraz wiele osób wyróżnia się markowymi torebkami, torbami. Wielu mężczyzn kupuje teraz przyzwoite paski, naprawdę drogie zegarki, jadeitową biżuterię itd. Nie tylko światowe firmy odgrywają role, ale też pojawiło się wiele chińskich marek, które są doceniane i drogie. Pamiętam, jak kiedyś te marki miały drobne sklepiki na placu Dongmen w Shenzhen. W Ningbo był firmowy sklep producenta koszul Youngor, kupowałem tam piękne koszule za około 80-120 RMB, a teraz to ekskluzywna marka oferująca elegancką odzież męską. Kiedyś biali ludzi w miastach chińskich to była atrakcja sama w sobie, ludzie się ze mną fotografowali, zagadywali do mnie, uśmiechali się, dzisiaj na każdym kroku widać obcokrajowców z Europy, USA, Afryki. Chińczycy (przed pandemią) bardzo dużo podróżowali, kupowali ekskluzywne dobra w całej Europie, w Ameryce. Zmienił się ich światopogląd, stać ich na coraz więcej przyjemności. Wiele osób nie tylko pracuje, by zapewnić byt, ale coraz częściej może sobie pozwolić na wakacje, podróże z całą rodziną czy jakieś nietypowe hobby. Internet odgrywa też coraz większą rolę - nawet rolnicy sprzedają swoje warzywa na różnych platformach online korzystając ze smartfonów. Oczywiście zmienił się cały świat w ciągu tych dwóch dekad, ale tempo zmian w Kraju Środka szokuje. Wystarczy popatrzeć na moje zdjęcia z lat 2004-2006, żeby to zrozumieć.
