Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Polska obudziła się po 12 latach... przypomnieli sobie, że są Chiny! Odwiedzili prezydenta Xi Jinpinga, a teraz on odwiedza Polskę. Mam wrażenie, że w tej chwili współpraca będzie się odbywała na warunkach chińskich. Kraj Środka może wybierać i przebierać w partnerach. Doskonale współpracują z Niemcami i Francuzami od dekady. Zastanawiam się, komu zależało na tym, żeby Polska nie aspirowała do roli chińskiego partnera w Europie? Nie będę wprost oskarżał, ale mam swoją koncepcję. Niemcom na pewno nie jest na rękę import/eksport bezpośredni z Chin i do Chin. Na pewno nie jest im na rękę rozwój linii kolejowej z Chin do Polski (chociaż jest to dużo droższy transport niż morski). Na pewno też nie jest korzystny rozwój polskich portów. To wszystko było przez lata wyhamowane. Teraz działania są po prostu spóźnione. Dużo zależy od władz Chin, a my co najwyżej możemy inicjować współpracę, bo wiadomo, że w oczach przeciętnego Chińczyka nie jesteśmy silnym krajem w Europie. Niestety sami na to zapracowaliśmy od 1989 roku.
Po wizycie prezydenta Xi Jinping rozgorzały dyskusje na temat eksportu polskich wyrobów na rynek chiński. Oczywiście szans i możliwości jest wiele, ale znając życie wiele zostanie zmarnowanych. Eksporterzy mogą się cieszyć, ale nie wiem czy przeciętny Polak powinien być szczęśliwy. Rynek chiński jest bardzo chłonny. Już teraz w niektórych krajach wprowadzono limity na sprzedaż i eksport mleka dla niemowląt. Chińczycy wykupują coraz więcej produktów spożywczych pochodzących spoza Azji. Cena w zasadzie nie gra roli. Jeśli eksport z Polski do Chin ruszy pełną parą to niestety, ale niektóre produkty mogą po prostu zdrożeć tutaj w Polsce. Producentom, hurtownikom i eksporterom będzie się opłacało wysyłać towary z zawyżoną ceną do Kraju Środka niż sprzedawać je taniej na rodzimym rynku. Oczywiście wszystko zależy od skali eksportu i ilości, ale Chińczycy na pewno doceniliby jakość polskiego mleka i produktów mlecznych, mięsa, owoców, przetworów owocowych, słodyczy itp. Do tej pory eksport był śladowy, często przez pośredników w innych krajach Europejskich, przez agentów w Hong Kongu czy na Tajwanie. Teraz będzie to bardziej bezpośrednie i zapewne na dużo większą skalę. Jak to wpłynie na nasz rynek - okaże się w ciągu kilku lat. Na pewno apetyt i zapotrzebowanie rynku chińskiego będzie stale rosło. Tam cena po prostu nie gra żadnej roli, bo zawsze znajdą klienta. Za mleko dla niemowląt płacą dwa lub trzy razy więcej niż w Polsce. Z wieloma innymi produktami może być podobnie.
Czasami już nie nadążam nad tym, gdzie i kiedy podróżują moi znajomi Chińczycy. Przyznam, że dla wielu osób dalekie podróże stały się codziennością. Chińczyk, który prowadzi swoją firmę handlową podróżuje cały czas do krajów europejskich, Kanady, Afryki i USA (wcześniej także Bliski Wschód). Zarówno służbowo jak też prywatnie z rodziną. Inny kupił już mieszkanie w Dusseldorfie, bo prowadzi interesy z Niemcami, a jego dzieci uczą się już w Niemczech. Koleżanka regularnie lata na egzotyczne wyspy takie jak Phuket, Bali i Malediwy (można pozazdrościć), prowadzi kilka biznesów: agencja reklamowa i salon SPA. Inna znajoma pochwaliła się, że leci z USA do Niemiec na jakieś forum. Kolejna Chinka, kiedyś moja modelka bywa często w Australii i USA. Pieniądze i wizy nie stanowią już problemu. Zaznaczę tylko, że aby otrzymać wizę często muszą pokazać jakim majątkiem i jakimi oszczędnościami bankowymi dysponują. W tej chwili wielu Chińczyków mieszkających w średnich i dużych miastach może pochwalić się znaczącym majątkiem. Jeszcze w latach 90-tych takie podróże byłyby w ogóle niemożliwe. Wówczas podróżowali tylko politycy, znaczący biznesmeni i niewielka ilość studentów na wymiany z uczelniami najczęściej z Ameryki Północnej i Europy. Oczywiście wielu Chińczyków w czasie tych podróży zakupuje znaczące ilości mleka w proszku, markowych czekolad i whisky.
Zapewne trudno to sobie wyobrazić, ale znam Chińczyka, który przeprowadził się z Szanghaju do Niemiec, bo tam życie jest tańsze! To uświadamia, ile kosztuje życie w wielkim chińskim mieście. Za prywatną szkołę swojego syna płacił w przeliczeniu 15000 Euro za semestr. Teraz w Niemczech edukację ma praktycznie bezpłatną. Mieszkania w Szanghaju są w zasadzie 2-3 razy droższe niż te w Essen czy Dusseldorfie. Poza tym życie w Niemczech nie jest aż tak trudne, bo wyemigrowało tam wielu Chińczyków. Mają sklepy z azjatycką żywnością, jest wiele chińskich restauracji. Oczywiście w Szanghaju wyżywienie czy taksówki będą tańsze, ale już niektóre usługi i edukacja są dużo droższe. Ogólny bilans i jakość życia przeważają jednak na stronę niemieckiego miasta. Oczywiście Polska też im się podoba, ale jednak Niemcy to dla nich i ich syna po prostu lepsze perspektywy i większe możliwości rozwoju biznesu/handlu. Szkoda, że Polska dopiero teraz zaczyna dostrzegać siłę chińskiego kapitału.
Dawno się nie odzywałem i dłuuugo nie dodawałem nowych zdjęć. Mogę się ponownie wytłumaczyć nadmiarem obowiązków. Poza tym rozpocząłem współpracę ze znaną agencją fotograficzną i staram się dodawać zdjęcia, które będą miały zastosowanie w prasie, książkach, wszelkich publikacjach. Czytając książkę "Zdobyć zdjęcie. Moja historia fotografii prasowej" Johna Morrisa uświadomiłem sobie, jak dużą wagę mają zdjęcia (nie chodzi mi o rozmiar plików w MB ;-) ), jak ważną rolę odgrywają w świecie. Większość zdjęć, które tutaj prezentuję opowiadają jakąś historię. Na tym etapie to są moje historie i moje wspomnienia, chociaż chciałybym się nimi podzielić na większą skalę. Wspominałem kiedyś o tym, że manipulując opisem do zdjęcia, kadrując je odpowiednio można uzyskać zamierzony efekt. Tego oczywiście nie lubię. Zdjęcie powinno być autentyczne, prawdziwe. Słowo 'obiektywizm' i 'obiektyw' (aparatu) są bardzo zbliżone. O ile dźwiękiem, obrazem, treścią tekstu można manipulować, kłamać (co możemy codziennie oglądać w polskich mediach) o tyle zdjęciem jest trudniej manipulować i korzystać z niego w sposób subiektywny. Tym samym zdjęcie nie jest narzędziem, ale utworem, wyrazem czegoś, dowodem. Lubię określenie 'fakt autentyczny', chociaż językoznawcy się z tego naśmiewają. Wydaje mi się, że autentycznych faktów w mediach jest coraz mniej, natomiast mamy wiele faktów przekręconych, zmanipulowanych, które obecnie służą przede wszystkim rozbiciu polskiego społeczeństwa, podtrzymywaniu napięć i kłótni. W Chinach działa cenzura i jest tylko jedna słuszna wersja wszelkich wydarzeń. Jest to zakłamanie, ucisk, ograniczenie wolności, ale jednocześnie blokuje podział społeczeństwa, naród jest jednolity i w pewnym sensie zgodny (oczywiście pokrzywdzone są tutaj wszelkie mniejszości mieszkające w Kraju Środka). Wracając do istoty mojego wpisu - fotografia kształtuje światopogląd, opowiada różne historie i chciałbym, żeby moje zdjęcia były bardziej przydatne. Planuję także zeskanować wszystkie zdjęcia archiwalne z Chin z lat 2003-2006, może wówczas znajdę jeszcze jakieś 'perełki', którymi podzielę się na tej stronie.
