Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Od kilku miesięcy mówi się o imigrantach głównie z Syrii i zagrożeniu z tym związanym w Polsce i Europie. W zasadzie, gdyby Chińczykom bardzo zależało to mogliby już teraz zdominować niektóre kraje Europy. Wielu ludziom wydaje się, że w Chinach jest jak w Korei Północnej i nikt nie ma paszportu ani prawa opuszczenia kraju. Tak jest w przypadku mundurowych, ale miliony Chińczyków mają paszporty, wizy i podróżują po całym Świecie. Mój znajomy regularnie jest w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech, bywa w Polsce, w RPA i Kanadzie. Inna znajoma Chinka korzysta z wizy do Australii i Nowej Zelandii, co ciekawe nie ma męża, nieruchomości i nie jest przywiązana do Kraju Środka - zwykle takim osobom trudniej uzyskać wizy, a jednak podróżuje. Była też w USA. Wydaje mi się, że wielu Chińczyków jest po prostu przywiązanych do swojej ojczyzny, swojej kultury, jedzenia i trybu życia. Potrafią emigrować, ale najlepiej czują się na pewno w swojej społeczności, czyli w dużych metropoliach, gdzie jest typowe China Town. Inaczej czują się po prostu obcy. Warto też zaznaczyć, że wiele osób (szczególnie starszych) ma swoje przyzwyczajenia jedzeniowe. Może trudno to sobie wyobrazić, ale niektórzy nie przetrwają dnia bez potrawy z ostrą, czerwoną papryką. Inni prawie codziennie jedzą świeże owoce morza, które w wielu krajach są po prostu niedostępne. Chińczycy od czasu do czasu mogą zjeść hamburgera i stek, ale na pewno nie będą żyli przez lata na kotletach i pierogach. Jeśli już decydują się na życie w innym kraju to organizują sobie 'chiński' styl życia w większym gronie importując jednocześnie chińskie produkty i półprodukty spożywcze.
Gdyby ktoś chciał urodzić dziecko w Chinach i dysponowałby nadmiarem gotówki to może skorzystać z oferty specjalnej kliniki. Za symboliczne 25000 PLN można po porodzie spędzić 40 dni w specjalnym ośrodku dla mam i noworodków. To właśnie tam uśmiechnięte pielęgniarki pokażą jak dziecku ma się odbijać, nakarmią maluszka, przewiną, wykąpią. Oprócz tego jest specjalny program dla mamy i dziecka... zastanawiam się tylko, jak miesięczne dziecko może uczestniczyć w jakichkolwiek zajęciach/ćwiczeniach? Jest tam na przykład pływanie?! Co robi w tym czasie mama, głównie odpoczywa, zajmuje się dzieckiem, ale ma pomocne położne 24/dobę. Mieszka w specjalnym pokoju przystosowanym dla dziecka. Zastanawiam się tylko, jak czuje się mąż i pozostałe dzieci, jeśli mamy nie ma ponad miesiąc od porodu i mogą ją tylko odwiedzać w tym ośrodku? Trochę dziwne rozwiązanie, bo zwykle rodziny chcą być jak najszybciej razem po pobycie w szpitalu. Co kraj to obyczaj...
Znowu długo się nie odzywałem, po prostu nadmiar zajęć. Nie wspominałem chyba jeszcze o zmianie polityki jednego dziecka. Teraz chińskie przepisy stały się bardziej liberalne i wiele rodzin ma prawo do drugiego dziecka. Problem polega jednak na tym, że życie w chińskich miastach jest bardzo drogie i wielu par nie stać na drugie dziecko. W Chinach takie przedmioty jak pieluchy, mleko w proszku, kremy, oliwki to ogromny koszt - dlaczego? Możecie o tym poczytać w poprzednich wpisach. Wiele małżeństw jest też zbyt dojrzałych, żeby decydować się na drugie dziecko. Jest jeszcze problem wychowawczy - pierwsze dzieci przywyknęły, że są na świeczniku, że wszystko im się należy i niczym nie muszą się dzielić, chodzi również o kwestię dziedziczenia majątku. Kiedy pojawia się drugie dziecko, uroczy maluch - wówczas starsze dzieci odczuwają zagrożenie. Doszło z tego powodu już nawet do samobójstw. Styl życia, ciągła presja, nadgodziny, stres, pogoń za pieniędzmi, życie w zatłoczonych i zanieczyszczonych metropoliach też zbytnio nie sprzyja powiększaniu rodziny. Według niektórych ekspertów chińskie władze spóźniły się ze zmianą polityki, bo lada moment będzie brakowało siły roboczej, a społeczeństwo chińskie bardzo szybko się starzeje. Dodatkowo nadal w wielu rejonach Kraju Środka są duże dysproporcje płci z przewagą mężczyzn. Niestety tak kończy się ingerencja w podstawową jednostkę społeczną. Najpierw za czasów Mao, w okresie wojny domowej zachęcano do powiększania rodzin, później zakazano posiadania drugiego dziecka, a obecnie jest to dopuszczalne. Wspomnę jeszcze, że przepisy nie są zbyt liberalne dla samotnych matek.
8 lutego rozpoczął się w Chinach Rok Małpy. Przyznam, że nie jest to mój ulubiony rok. Dokładnie 12 lat temu (poprzedni Rok Małpy) miałem sporo problemów i spotkałem wtedy bardzo niebezpieczną osobę. Może ktoś pamięta jeszcze moją poprzednią stronę www Pamiętniki Wygnańca? Wiele się wtedy wydarzyło. Liczę na to, że ten rok będzie spokojniejszy. Przede wszystkim otaczają mnie teraz zupełnie inni ludzie, jestem bardziej doświadczony i mądrzejszy o 12 lat. Większość naszych znajomych Chińczyków wyjechała w różne rejony Chin, a nawet do Australii czy na Malediwy. Coraz częściej Chińczycy starają się w okresie Chińskiego Nowego Roku spędzić kilka dni z rodziną, a kolejne kilka/kilkanaście dni podróżując w różne rejony Kraju Środka i do innych państw. Szkoda tylko, że w tym samym czasie podróżuje kilka milionów ludzi, bo w niektórych miejscach robi się zbyt tłoczno i zbyt głośno.
Zastanawiam się, jak w Polsce działa system emerytalny? Ludzie płacą całe życie, miesiąc w miesiąc, rok w rok, przez 40-45 lat, a na koniec nie mają nawet pieniędzy na życie, na lekarstwa, na prywatną opiekę itp. Moi chińscy teściowie otrzymują emeryturę, chociaż nie istniał wcześniej żaden system emerytalny. 10 lat temu z pomocą dzieci JEDNORAZOWO wpłacili w przeliczeniu 3000 PLN na fundusz emerytalny, a teraz CO MIESIĄC otrzymują około 1000 PLN (na dwie osoby). Jak na chińskie realia, proste życie na wsi to są całkiem przyzwoite pieniądze, bo oni nawet je oszczędzają! Całe życie byli rolnikami, więc oprócz tego mają jeszcze dochód ze sprzedaży warzyw. Oczywiście takie rozwiązania nie dotyczą całych Chin, zależy to od specyfikacji danego rejonu. Biorąc jednak pod uwagę to, że nie było w ogóle żadnego systemu emerytalnego, a starymi ludźmi opiekowały się po prostu ich dzieci; w zamian dziadkowie opiekowali się wnukami. Obecnie realia są trochę inne, bo ludzie już nie zajmują się tylko gospodarstwem rolnym, ale zdobywają wykształcenie, pracują w firmach, korporacjach i nie mieszkają w wielopokoleniowym domu na wsi jak dawniej. Kraj Środka po prostu gwałtownie się wzbogacił i chociaż pojawia się teraz widmo kryzysu pewne aspekty życia zostały w dużym stopniu usprawnione: wspomniany system emerytalny, szkolnictwo, opieka zdrowotna, dostępność mieszkań, ogólna jakość życia. Nie piszę tego pod wpływem propagandy, bo wiadomo, że system nie jest idealny, ale od 12 lat osobiście obserwuję te zmiany i jestem pod wrażeniem. Widzę, że władza komunistyczna po prostu robi coś dla ludzi, daje coś w zamian. Za ten program 500+ w Polsce to i tak zapłacimy my wszyscy, a nie władza. Jedną ręką dadzą, a drugą zabiorą w formie różnych podatków, cen paliw, opłat, zusów itd. Ten program pewnie i tak padnie, bo będzie coraz większy debet w budżecie. Za kilka lat władza po prostu oświadczy, że pomysł był dobry, ale ludzie niegotowi i źle dysponowali pieniędzmi.
