Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Kilka tygodni temu doszło do krachu na chińskiej giełdzie. W sieci krążą różne opowieści na temat ludzi, którzy sporo stracili, doszło nawet do jakiś samobójstw i innych tragedii. W najgorszej sytuacji znaleźli się ludzie, którzy brali kredyty hipoteczne, aby kupić akcje. Niektórzy w ten sposób stracili własne mieszkania. Jedna z naszych znajomych straciła też sporo oszczędności. Podobna sytuacja była wiele lat temu, gdy jeden z polityków powiedział, że akcje są przewartościowane. Najwyraźniej Chińczycy zapomnieli o tamtej lekcji i wrócili do 'robienia pieniędzy'. Dla wielu to sposób na życie: rezygnują z pracy, siedzą przy komputerze i kupują/sprzedają akcje, obserwują sytuację rynkową. Niestety prowadzi to często do uzależnienia, a po pierwszych zyskach chętnie angażują coraz większe pieniądze. Taka gra wciąga wiele osób, stają się od tego uzależnieni. Na pewno szanse zysku są większe niż gra w kasynie, ale mimo wszystko trzeba się orientować w sytuacji finansowej i w odpowiednim momencie się wycofać. Zaślepieni możliwością zysku Chińczycy brną w ryzyko giełdowe i popadają w coraz większe długi. Według specjalistów cały rynek chińskich akcji jest przewartościowany i nie ma fizycznego pokrycia. Typowa ekonomiczna bańka mydlana. Jak zwykle na koniec odpadają płotki, a zostają rekiny finansowe - niestety ogromna większość Chińczyków to właśnie takie giełdowe płotki, tracą sporo pieniędzy.
W Chinach można kupić wszystko, nawet dziecko... W ostatnim czasie nasiliła się liczba porwań. Nie chodzi bynajmniej o porwanie dla okupu, ale porwanie dla handlu, przekazanie dziecka nowej rodzinie. Ułatwieniem dla całego procederu jest brak dokładnej ewidencji ludności, nie ma czegoś takiego jak numery PESEL. Wiele dzieci pochodzi z wielodzietnych rodzin i rodzice często ich nigdzie nie rejestrowali, żeby na przykład nie płacić kary za kolejne dziecko lub nie narażać się na aborcję. Jak później szukać dziecka, o którym nie ma żadnej oficjalnej informacji, żadnego aktu urodzenia, żadnego rejestru, wpisum, czy nawet oficjalnego imienia i nazwiska? Są też rodziny, które po prostu sprzedają własne dzieci. Porwane i sprzedane dzieci są przekazywane rodzinom spoza Chin za pośrednictwem chińskich sierocińców. Zdarzają się porwania na zlecenie, rodzina określa płeć, wiek, wygląd dziecka. W Kraju Środka działa już wiele gangów, które trudnią się w obserwacji dzieci i ich rodzin, w porywaniu, transporcie do innych prowincji i sprzedaży - coraz częściej oferty są wysyłane przez internet. Szacuje się, że w Chinach porywa się nawet 400 dzieci na tydzień! Społeczeństwo się bogaci i wiele bezdzietnych par gotowych jest zapłacić każdą sumę za potomka. Chińskie społeczeństwo kładzie nacisk na posiadanie syna, dlatego chłopcy osiągają wyższe ceny (zwykle 10-15 tysięcy USD), chociaż jest też zapotrzebowanie na dziewczynki. Wygląda na to, że problem wymknął się spod kontroli i władza musi coś zrobić, bo społeczeństwo jest coraz bardziej oburzone tym procederem. Zapewne zakończy się to kilkoma karami śmierci dla liderów przestępczych grup trudniących się w porwaniach dzieci.
Ludzie w Chinach mają coraz częściej wrażenie, że pieniądze nie mają już wartości. Wszystko bardzo szybko drożeje, dotyczy to głównie dużych miast, ale także prowincji. W Kraju Środka to już nie jest kwestia posiadania pieniędzy, tylko posiadania ogromnych pieniędzy. Wielu zwykłych ludzi pracuje bardzo ciężko, ale trudno im uzyskać status klasy średniej. Z drugiej jednak strony jacyś właściciele fabryk, firm z pomysłem, właściciele portali internetowych są po prostu niewyobrażalnie bogaci. Coraz częściej młode pokolenie nie musi nawet pracować, bo ich rodzice zapewnili im już byt. Widać coraz większe rozwarstwienie społeczeństwa. Inflacja postępuje, a na rynku dzieją się dziwne rzeczy. Sąsiadka naszej znajomej rok temu nie mogła sprzedać mieszkania za 3 miliony RMB, w tym roku sprzedała je za 5,5 miliona RMB (10 lat temu cena byłaby 10 krotnie niższa). Pojawia się coraz więcej eksluzywnych restauracji z wymyślnymi daniami, ale obok istnieją nadal bary, gdzie można zjeść obiad za 10-15 RMB. Prawie obok siebie parkują czasami jakieś trójkołowce, chińskie auta rodzinne i importowane Maserati. Trudno pojąć dokąd zmierza chińska gospodarka. Władza próbuje ją jakoś wyhamować, ale nie mają wpływu na wszystko.
Mam ostatnio do czynienia z chińską firmą, która zajmuje się dekoracją wnętrz i wykańczaniem biur/mieszkań. Przyznam, że byłem pod wrażeniem ich projektów. O gustach i stylach nie będę dyskutował, ale jeśli chodzi o bogactwo, przepych - to na pewno zachwyca. Pomyśleć, że jeszcze 20-30 lat temu większość ludzi mieszkała w prostych domkach wiejskich lub też zwykłych mieszkaniach z białymi ścianami. Teraz mają wykończenie w stylu 'późne rokokoko' jakby to powiedział bohater naszej komedii. Meble w stylu Ludwika XVI, żyrandole jak z europejskich hoteli, drewniane drzwi z płaskorzeźbą, do tego jakieś cegiełki, obniżane sufity, tapety, obrazy itd. Po prostu bajka. Teraz się tak zastanawiam (może trochę złośliwie) jak Ci ludzie się tam czują - szczególnie to pokolenie z lat 1940-1970. Są to ludzie, którzy trzymali wszystko w jednej szafie, spali na twardym łóżku, a jedynymi meblami w sieni (bo nie było raczej pojęcia salonów) były drewniane stołki i stół - surowe, niepomalowane drewno. Zastanawiam się, czy odnajdują się w tych luksusach XXI wieku, czy czują się nieswojo, ale muszą żyć na pokaz?
Zachwyca mnie ostatnio chińska siła nabywcza. W zasadzie w każdym mieście i miasteczku można już znaleźć każdą światową markę - dotyczy to głównie odzieży i torebek, ale także elektroniki, zegarków, samochodów itd. W Chinach jest po prostu coraz więcej ludzi, których stać na produkty luksusowe, a także specjalne usługi. W Polsce wszystko jest kwestią ceny, a tam coraz częściej cena nie odgrywa żadnej roli. Zazdroszczę im tej siły nabywczej i nie chodzi mi tutaj o to, że mogą iść całą rodziną do McDonalda, ale bardziej o to, że codziennie kupują przeróżne produkty i usługi. Nie muszą jakoś specjalnie planować domowego budżetu, bo gospodarcze realia kraju w jakim mieszkają pozwalają im na pewnego rodzaju rozrzutność.
