Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Piątek, 10 luty 2012 godz. 10:55

W Hong Kongu doszło już do tego, że zamożne chińskie rodziny decydują się rodzić dzieci w Hong Kongu. W szpitalach brakuje czasem miejsc dla legalnych, ubezpieczonych mieszkańców Hong Kongu. Sale położnicze i łóżka zajmują kobiety z Chin, które za dosyć duże pieniądze mogą urodzić w Hong Kongu, zapewnia to teoretycznie lepsze warunki porodu, ale przede wszystkim inne obywatelstwo dla dziecka, więcej przywilejów i wolności. Niestety ludzie z Hong Kongu zaczynają na to narzekać. W prasie pojawiły się nawet komentarze porównujące Chińczyków do karaluchów, którzy wszędzie się pchają. Chińczycy z Hong Kongu piszą, że jest im ich żal, nie mają wolności, nie mają żadnych praw i swobód, ale zaczynają zbytnio panoszyć się po Hong Kongu. Z jednej strony cieszą się, że zarabiają na turystach, z drugiej jednak strony nie chcą widzieć ludzi z Chin kontynentalnych w swoich urzędach i szpitalach. Ot, konflikt interesów. Pieniądze z Chin lubią w Hong Kongu, ale ludzi z Chin już nie!

Czwartek, 12 styczeń 2012 godz. 11:05

W niektórych rejonach Chin jest taka tradycja, że osoby starsze (nawet nie tak sędziwe) organizują sobie wcześniej trumny. Powiedziałbym, że to taki lekki hardcore. Co prawda u nas też są ludzie, którzy wcześniej rezerwują sobie miejsca na cmentarzu. Teściowie mojej przyjaciółki w tym roku będą organizować sobie trumny, a mają około sześćdziesięciu lat. Później te trumny będą trzymali w domu. W sumie taka trumna codziennie przypomina - "czekam na ciebie, może już czas? Nie masz ochoty się położyć? Przymierzyć chociaż?". U nas emeryci chcą żyć jak najdłużej, lokaty zakładają, wycieczki, pielgrzymki, opieka nad wnukami. Chociaż w Kraju Środka starsi ludzie też są aktywni i żywotni, wystarczy na moje fotki popatrzeć, te wszystkie ćwiczenia, tańce, śpiewy... Ale tak jest w dużych miastach, na wsi chyba jednak jest inaczej. Tam życie płynie wolniej, są pewne zasady, tradycje, reguły, których się nie zmienia. W miastach staruszkowie chcą się wyszaleć, pograć w mahjonga, karty, obstawiać wyścigi konne, umawiać się na spotkania w parku itp. Poza tym w miastach mają zwykle mniejsze mieszkania to trumien nie mają gdzie wstawiać. Co kraj to obyczaj...

Piątek, 6 styczeń 2012 godz. 11:27

Parę dni temu w pewnym nowoczesnym biurowcu w Shenzhen wydarzyło się coś tragicznego. Na piętro jakiejś firmy wkroczył mężczyzna z kanistrem benzyny. Jak się okazało były chłopak właścicielki firmy. Złapał ją i trzymał przy sobie, odpalił benzynę. Nie znam szczegółów, ale były jakieś ofiary i biuro zostało zniszczone. Najciekawsze jest to, że w budynku jest wielu ochroniarzy, recepcja i bramki przed windami - obcy muszę się rejestrować, a pracownicy mają karty zbliżeniowe do wchodzenia i wychodzenia. Obawiam się, że w dużych miastach będzie coraz częściej dochodziło do podobnych incydentów. Osamotnieni młodzi ludzie, bez rodziny, rodziców, wynajmujący mieszkania lub żyjący w hotelach robotniczych, czy nawet Ci bogaci posiadający mieszkania na własność - w momencie jakiejkolwiek porażki życiowej stają się niebezpieczni. Strata pracy, jakaś ujma na honorze, zawód miłosny, codzienna niesprawiedliwość społeczna wszystko to wzmaga frustrację. Dodatkowo w dużych miastach nie można odpocząć, wyciszyć się, hałas i tłumy ludzi (już teraz nawet w parku) powodują, że rodzi się jakaś chora agresja. Wystarczy do tego dołożyć zawiść, brak zrozumienia, odrzucenie przez jakąś grupę i tragedie mamy gotowe. Podobnie było z atakami na przedszkola. Sam też byłem świadkiem takich nagłych wybuchów agresji. Ogólnie Chińczycy są spokojni, życzliwi, zadowoleni, ale niektórzy są jak bomby zegarowe - wystarczy drobiazg by ich frustracja wybuchła, pojawia się wtedy taka niesamowita agresja, nienawiść, widać wręcz jakieś szaleństwo w ich oczach.

Czwartek, 5 styczeń 2012 godz. 12:18

Wygląda na to, że znowu wzrośnie populacja Chin. Wiele młodych małżeństw już teraz stara się o dziecko, żeby urodziło się w szczęśliwym Roku Smoka. Będzie podobnie jak w 2007 - Rok Świni. Wtedy 2006 rok był Rokiem Psa, dobry do zawierania małżeństw i to mogę potwierdzić. A od razu po ślubie można było starać się o dziecko na Rok Świni. Mimo wszystko nawet młodzi ludzie są pod silnym wpływem takich wierzeń, obyczajów. Co ciekawe dotyczy to zarówno bogatszych jak i biedniejszych ludzi. Nigdy nie jest tak, że dobrze sytuowana rodzina nie przywiązuje wagi do dat, symboli, nazw, imion. Rok i wybór imienia dla dziecka są bardzo ważne w Kraju Środka. Wierzy się, że to decyduje o losie tego malutkiego człowieka już od samego dnia narodzin.

Wtorek, 3 styczeń 2012 godz. 13:59

Nasza znajoma Chinka, dosyć niewinna, spokojna dziewczyna została zaproszona na 'imprezę wigilijną' do jakiegoś Amerykanina w Shenzhen. Problem w tym, że ten gość nie zaprosił jej bezpośrednio. Tak więc przyszła ta Chinka, która znała Amerykanina i jeszcze przyprowadziła dwie koleżanki. Jak się okazało Amerykanie nie są zbyt gościnni. Powiedział coś w stylu "ale czemu je przyprowadziłaś do mojego małego mieszkania, tu już jest sporo znajomych!". Pamiętam jak na początku mojego pobytu w Chinach na wigilię ktoś dodatkowo zaprosił parę zupełnie mi obcych Chińczyków. Zgodziłem się na to i nikogo się nie czepiałem, mimo że dla nas wigilia jest bardziej osobista, rodzinna. Dla nich to była ciekawostka, a ja ich ugościłem jak umiałem. Przez tego Amerykanina moja znajoma średnio się poczuła. Posiedzieli tam chwilę i jak to na typowej amerykańskiej wigilii poszli do baru. Ona zbyt rozrywkowa nie jest i po 22:00 poszła do domu. Jak sama stwierdziła to może wypadało nie komentować tego, że przyszły dodatkowe koleżanki i gdzieś między sobą wyjaśnić, żeby lepiej nikogo w przyszłości nie przyprowadzała. Takie to są różnice kulturowe i tak wygląda amerykańska gościnność.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone