Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W tym roku chińscy dostawcy, przedstawiciele firm w Chinach handlujących z Europą, Polską byli wyjątkowo aktywni w przesyłaniu świątecznych życzeń. Jak się domyślam kryzys daje się we znaki - mają mniej pracy, mniej zamówień, mniej produkcji. Święta to okazja, żeby wysłać kilkanaście, kilkadziesiąt emaili, e-kartek, życzeń świątecznych do wszystkich klientów, którzy obchodzą Święta Bożego Narodzenia. Jest to okazja, żeby o sobie przypomnieć i dyskretnie polecić swoje produkty, zapytać może o nowe zamówienia. A te nowe zlecenia i tak będą musiały poczekać, bo wkrótce Chiński Nowy Rok. Zaczynamy Rok Smoka, powinien być szczęśliwy!
Wizyta prezydenta Komorowskiego w Chinach nie ma dużego znaczenia w Kraju Środka. Zastanawiam się nawet, gdzie była Polska dyplomacja przez 14 lat? Gdy Chiny były na topie i dosłownie rozkwitały, cały świat robił z nimi interesy a Polska była najbardziej obrażona. Teraz podpiszą trzy umowy, wymienią więcej studentów i ma być pięknie. Ale mnie najbardziej rozbawia fakt, że Polacy jadą tam przekonać Chińczyków, że w Polsce warto inwestować! Tak, świetny moment - światowy kryzys, niepewne kursy walut, niestabilna sytuacja ekonomiczna. Na pewno jest to najelpszy moment by inwestować w małym, nieznanym kraju takim jak Polska - bo tak postrzegają nas Chińczycy. Do tego doszła jeszcze śmierć Kim Dżong Ila i Chińczycy najbardziej zajmują się tym problemem. Wizyta Komorowskiego jest mało znacząca, już bardziej liczą się małe państwa afrykańskie - bo tam są złoża, nie ma praw człowieka i Chinom łatwo sprzedać coś bez certyfikatów i norm jakości. Odnośnie praw człowieka - znowu wspomniano o tym w polskich mediach. Dlaczego Polska ma rozliczać Chiny z przestrzegania praw człowieka? Tam praw człowieka jako takich w ogóle nie ma - po co o nie pytać? Tylko Polska dyplomacja może z czymś takim wyskoczyć.
Znajomy z Hong Kongu powiedział mi przedwczoraj, że przed kryzysem ratują ich szalejący na zakupach Chińczycy z Chin kontynentalnych. Ponoć rządzą w firmowych sklepach Prady, Gucciego, LV, Coco Chanel, Apple... Bogaci Chińczycy mają już wszystko - mieszkania, samochody, kochanki, karnet na siłownię i do SPA, osiem kont bankowych teraz to wszystko trzeba ładnie oprawić markowymi przedmiotami. Mogą sobie kupić praktycznie wszystko, ale wiecie czym możemy się pocieszać? Kupią wszystko oprócz... WOLNOŚCI!!! A tak na marginesie - jak to się historia obróciła o 180 stopni. Dawniej to ludzie z Hong Kongu mogli kupić wszystko w Chinach za grosze, ale w zasadzie bali się nawet przekraczać granicę. Teraz to tłumy Chińczyków 'atakują' Hong Kong w szaleństwie zakupów. Szczyt tych zakupów osiągną pewnie w okresie Chińskiego Nowego Roku - pod koniec stycznia.
Mam wrażenie, że z roku na rok kino chińskie jest coraz gorsze. Może widzowie w Polsce inaczej to odbierają, bo produkcji z Kraju Środka jest niewiele i jeśli ktoś w ogóle interesuje się Azją to jakikolwiek film może wzbudzić zainteresowanie. Wygląda na to, że ostatnio produkuje się w Chinach coraz więcej komercyjnych i beznadziejnych filmów dla mas. Pojawiają się mało inteligentne komedie, jakieś parodie w stylu dennych filmów z ameryki. Jest coraz więcej niby-romantycznych komedii, w których piękna Chinka (z Hong Kongu na przykład) musi wybrać między bogatym a... bogatym mężczyzną. Oczywiście w czasie seansu producent wypromuje jakąś markę samochodów, perfumy, torebki itp. Filmy z lat 1990-2005 miały więcej treści, były o czymś, podejmowały trudne tematy (oczywiście ograniczone przez chińską cenzurę). Nadal podobają mi się pewne produkcje wojenne-historyczne, ale przeraża mnie ilość efektów komputerowych. Tysięczne armie tworzy grupa kilkunastu statystów skopiowanych komputerowo, by pokryć całą panoramę. W filmach wykorzystuje się często scenerie, któych przeciętny Chińczyk nigdy w swoim kraju nie widział - znowu stosowanie komputerów, a także wybór zupełnie odizolowanych lokalizacji, które w ogóle mi się z Krajem Środka nie kojarzą. Z nowych filmów spodobał mi się "The man behind courtney house" (守望者:罪恶迷途). Opowiedziano w nim w nietypowy sposób ciekawą historię. Doceniam też dobre dialogi, rozważania o życiu, zemście, miłości. Podobała mi się atmosfera, otoczenie i scenografia, kadrowanie i praca kamer. Miła odmiana po tych wszystkich cukierkowych, komercyjnych produkcjach, które promują kult pieniądza, drogie samochody, wielkie mieszkania, sztuczne biusty, rozwiązłość i zdradę. Reżyserzy próbują dotrzeć do milionów widzów z wielkich metropolii dla których najbardziej liczą się dobra materialne. Film nie musi mieć głębszego przekazu - powinien za to pokazać, jak znaleźć bogatego męża, jak zdradzać żonę, jakich perfum używać i jak być 'cool' w chińskim rozumieniu. Po prostu ameryka w Chinach!
Żona ma taką koleżankę, która dosyć długo starała się o względy ukochanego, a raczej o akceptację jego rodziny. W Chinach takie 'błogosławieństwo' rodziców i dziadków jest bardzo ważne dla obojga partnerów. Praktycznie nie ma mowy o wspólnym życiu, małżeństwie, jeśli jedna ze stron ma jakieś obiekcje. Często są to bardzo tradycyjne, wręcz żelazne zasady: czy on zapewni jej dostatnie życie, czy ona urodzi mu syna, czy ona jest ładna i zgrabna, czy on ma mieszkanie itp. Brzmi banalnie, ale chińskie rodziny patrzą na realia, nie na uczucia. I tak się złożyło, że babcia tego chłopaka błagała jego dziewczynę na kolanach (dosłownie) i ze łzami w oczach, aby zerwała z jej wnukiem i dała mu spokój, o ślubach nie było mowy. Cała jego rodzina nie mogła zaakceptować tego, że dziewczyna jest bardzo niska - jakieś 145cm i nie jest typową chińską pięknością. Oni mimo wszystko byli ze sobą, mieszkali razem w innym mieście niż ich rodziny. Ostatecznie doszli do porozumienia, ale trwało to chyba ponad rok czasu. Pobrali się, ale ona zbytnio chyba nie docenia tego małżeństwa. Tak bardzo jej zależało, ale jakiś czas temu chwaliła się, jak to ją faceci na basenie podrywali, jak bardzo jest urocza. Raz była też na jakiejś kolacji w hotelu z pewnym znajomym obcokrajowcem. Trochę dziwne zachowanie, jak na dziewczynę, która tak bardzo walczyła o jednego Chińczyka i walczyła dosłownie z jego rodziną. Po co tak się poświęcała? Po co utrudniała im życie, skoro teraz zachwycają ją inni i lubi flirtować?
