Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Czwartek, 14 lipiec 2011 godz. 20:45

Władze Chin zdecydowały ograniczyć ilość pożyczek, kredytów, wzrasta również oprocentowanie. Może obawiają się, że (tak jak w USA) zbyt wielu ludzi będzie żyło 'na kredyt'. Wprowadzili też pewne zmiany odnośnie podatków od zarobków. Ludzie, którzy zarabiają miesięcznie poniżej 4500 RMB nie będą płacili od tej kwoty żadnego podatku. Realia są takie , że życie zarówno w miastach, jak też miasteczkach staje się coraz droższe. Nie każdy przeciętny obywatel Chin jest bogaczem i wielu ludziom żyje się coraz trudniej, a wielu zachowując pozory żyje właśnie z pożyczek i kredytów - zarówno tych bankowych jak też prywatnych, zadłużają się wśród znajomych i rodziny.

Środa, 27 lipiec 2011 godz. 10:30

Po katastrofie kolejowej w Wenzhou można się zastanowić nad sensem funkcjonowania szybkich kolei. Problem Chin polega na tym, że te pociągi jadą w zasadzie 'jeden za drugim' w odstępach 10-15 minut. Awaria jednego pociągu powodująca kilkuminutowe opóźnienie od razu stwarza ogromne ryzyko wypadku. Sam jechałem takimi pociągami, na szczęście bez żadnych awarii, widziałem też jak taki pociąg z prędkością około 300-350km/h mija stację i przyznam, że nawet trudno sobie wyobrazić wypadek. Jest to taka prędkość, że nie ma czasu przyłożyć aparatu do oka, aby uchwycić taki szybki pociąg. Natomiast hałas i podmuch wiatru jest podobny do tych przy starcie samolotu. Czy można sobie wyobrazić katastrofę dwóch pociągów jadących z prędkością 350km/h w przeciwnych kierunkach tym samym torem? Domyślam się, że do takich sytuacji nie dochodzi, ale w Chinach wszystko jest możliwe. Problem polega na tym, że tutaj transport musi być rentowny. Bilety nie są najtańsze, ale oczywiście przy tej populacji pasażerów nie brakuje, pociągi jadą co 15-30 minut, a całe przedsięwzięcie musi przynosić zyski. A w Kraju Środka zyski oznaczają ofiary, niestety! Tam zawsze wartość ma Yuan a nie życie ludzkie.

Czwartek, 28 lipiec 2011 godz. 08:34

Czytamy często o różnych przymusowych wysiedleniach, jakiś protestach w odległych prowincjach Chin, czy wręcz o wyrzucaniu ludzi na bruk i wyburzaniu starych osiedli, wiosek, by zbudować jakieś fabryki, autostrady, tamy czy elektrownie. To w Chinach codzienność! Dopiero teraz jednak spotkałem się z tym problemem bardziej bezpośrednio. Otóż, w pewnej wiosce w Hunan władze zmuszają ludzi, by ci budowali nowe domy (w miejsce starych). Ziemia i tak nie należy do nich, a do chińskich władz. W ostatnich latach wioska się rozrosła, powstała nowa droga, w okolicy pojawiły się fabryki, hotel i budynki sądu, gmachy samorządowe (pisałem o tym kiedyś). Wujek mojej żony musiał na przykład wyburzyć nowy dom (2 piętra), bo stał zbyt blisko drogi. Otrzymał jakieś tam odszkodowanie, ale wiem jak wiele pracy wymaga taka budowa. U nich nie buduje się willi z ogródkiem, są to raczej proste domy z czerwonej cegły, nie zawsze nawet otynkowane. W środku nie ma wielu mebli, są stare stoły, krzesełka. Nikt tam od razu nie ma kina domowego, DVD, narożnej kanapy ze skóry, a salony przypominają wręcz klepisko, gdzie suszy się nawet plony. Zapanowała moda na budowę wysokich, piętrowych domów, żeby pokazać, która rodzina ma więcej pieniędzy. Niestety ciężar takich projektów przebudowy domu spada często na dzieci, które pracują w miastach i wysyłają wszystkie pieniądze rodzicom. Starzy ludzie są zmuszeni do budowy lepszych domów, bo najwyraźniej władze lokalne chcą się przypodobać władzom centralnym w Pekinie i pokażą im rozbudowaną, prosperującą wioskę. Czy w czasach Mao nie było podobnie, gdy przenoszono urodzajne pola wokół trasy przejazdu pociągu przewodniczącego? W Państwie Środka za każdym sukcesem kryje się jakaś większa lub mniejsza tragedia ludzka.

Sobota, 13 sierpień 2011 godz. 16:20

Shenzhen przeżywa teraz Uniwersjadę, ale widzę, że w Świecie to wydarzenie przemija bez większego echa. Wielu obcokrajowców dochodzi do wniosku, że Chińczycy potrafią takie eventy organizować, ale nie potrafią się nimi cieszyć. Problem polega na tym, że władze Chin chcą wszystkie imprezy doskonale zabezpieczać, w ten sposób publiczność i zwykłych gapiów trzyma się na dystans. Zamyka się drogi, mosty, przejścia naziemne, ustawia się tysiące kilometrów barierek. Oczywiście tłumy nadal starają się coś dojrzeć, czekają godzinami na przykład na maraton z pochodnią czy na jakieś przemowy VIPów. Wszystko jest jednak kontrolowane w 100%. Nie ma mowy o spontanicznych odruchach publiczności, widzów. Wielu obcokrajwców też odczuwa zmiany w okresie Uniwersjady. Niektórzy już się żalą, że bary i kluby nocne mają być zamknięte przed 2 w nocy. Poza tym całkowicie wyłączono z ruchu niektóre ulice, przez jeden dzień było nawet zamknięte lotnisko i jak zwykle wszędzie są dodatkowe, skrupulatne kontrole bezpieczeństwa. Zastanawiam się, czy jest więcej radości z takich imprez, czy więcej utrudnień i zmian? Z punktu widzenia ludzi, którzy przylatują do Shenzhen na Uniwersjadę pewnie wszystko jest dobrze zorganizowane i zabezpieczone, ale 'miejscowi' nie mają teraz lekkiego życia, czeka ich wiele wyrzeczeń. A wszystko po to, żeby za tydzień władze Chin mogły same sobie pogratulować, jak świetnie wykonali robotę i znów zachwycili cały Świat.

Wtorek, 23 sierpień 2011 godz. 09:24

W Chinach można zaobserwować takie śmieszne sytuacje. Można się wybrać na przykład na ulicę Nanjing Lu w Szanghaju czy centrum handlowe MixCity w Shenzhen... tam właśnie wielu bogatych Chińczyków chodzi po firmowych sklepach Louis Vuitton, Rolex, Pierre Cardin, Cartier, Giorgio Armani, Dior, Chanel. W tym samym czasie tłumy Amerykanów, Rosjan, Polaków, Włochów, Francuzów poszukują tanich podróbek, dają się namówić ulicznym naganiaczom, chodzą po zaułkach, wchodzą do piwnic kamienic, do zasłoniętych dyktami mieszkań, aby znaleźć wymarzonego Rolexa, torebki LV, podróbki iPhona, kopie telefonów Vertu Ferrari, zegarki Breitling i Patek Philippe prawie jak oryginalne. Nastąpiło tam takie odwrócenie stereotypów. Pozornie biedni Chińczycy pracujący za miski ryżu (chyba złote miski) chodzą po firmowych, klimatyzowanych salonach. W tym czasie wszyscy biali ludzie (z założenia lepsza rasa od Azjatów - to bynajmniej nie moja opinia, ale tak się w Świecie przyjęło) biega po śmierdzących kamienicach za tanimi podróbkami. Biali zeszli na psy! Ha ha.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone