Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Poniedziałek, 22 listopad 2010 godz. 16:23

W mediach pojawiły się plotki, że Wałęsa chce odebrać pokojowego nobla w imieniu chińskiego opozycjonisty. Tylko czemu to ma służyć? Chińczykowi to nie pomoże, a Polsce tylko zaszkodzi. Jak zwykle pchamy się nie tam gdzie trzeba. Niech Obama odbierze za niego, w końcu poprzednio był laureatem?! Dyplomacja amerykańska nie pozwoliłaby sobie na taką wpadkę, nawet w fomie plotek. Polska jest inna, u nas dyplomacji nikt za bardzo nie kontroluje. Tym sposobem nasz premier pierwszy bojkotował Olimpiadę w Pekinie, a cały Polski naród wspiera bardziej Tybet niż interesy z Chinami, a ja się pytam - czy ten Tybet nam uszyje koszulki? Czy Tybet kupi naszą wieprzowinę i kurze łapki? Czy Tybetańczycy będą inwestować w Polsce? Nie! A Chińczycy tak się starają, żeby nas lepiej poznać, nawet nasz pawilon na Expo w Szanghaju tak tłumnie oblegali! Dajmy im szansę i bez wygłupów! A jak były prezydent Polski chce się wykazać to sugeruję ustawić poprzeczkę wyżej - Korea Północna!

Sobota, 20 listopad 2010 godz. 10:45

Wracając do tematu mojej ostatniej wyprawy... Co mnie najbardziej zaskoczyło w prowincji Hunan to nowe fabryki. Poprzednio w tej okolicy były tylko pola uprawne, jezioro, lasy. Do wioski mojej żony dojeżdżaliśmy śliczną dróżką otoczoną gęsto drzewami. Nagle mała dróżka zniknęła i zbudowano wielką i nowoczesną drogę. Droga nie prowadzi do samej wioski, ale... do nowych budynków rządowych! Nagle pojawił się tu ogromny gmach sądu, jakieś potężne gmachy samorządowe. Od wujka usłyszeliśmy, że ma tu też powstać 5-gwiazdkowy hotel. Po co hotel na wsi? Chodzi głównie o prominentów z rządu i szefów nowych fabryk, które tu powstały. Chłopaki z rządu muszą się gdzieś wyszaleć i wydać swoje łapówki w porządnym hotelu. Na pewno będzie tam fajna restauracja, przyzwoite pokoje, klub karaoke (KTV), w którym będą poszukiwali kochanek i dziewczyn na jedną noc. Jak była tu tylko wioska to nie było żadnej porządnej drogi, władze centralne z Pekinu przesłały pieniądze na budowę innej drogi, ale lokalni samorządowcy rozkradli te pieniądze, kupili sobie auta, pobudowali domy, a drogi nie było nawet w planach. Odkąd pojawiły się tu budynki rządowe – jest świetna droga, bo komunistyczne prosiaczki muszą jakoś dojechać swoimi audicami, bmkami i mercami. Im bardziej poznaję Chiny, tym bardziej nienawidzę tego systemu.

Niedziela, 7 listopad 2010 godz. 11:29

Czasami dochodzi do odwrócenia kultur, takie śmieszne sytuacje. Ostatnio jadąc pociągiem zamówiłem chińskie jedzenie taka typowa tacka z ryżem, zielonymi warzywami, osobno udko z kurczaka, jakieś jajko. Obok mnie Chińczycy zajadali McDonalda! Parę dni temu w markecie kupiliśmy gotowe jedzenie, podobnie ryż, warzywka, tofu z mięskiem. Przy kasie stała za mną kobieta, Chinka w średnim wieku z kawałkiem pizzy. Przed chwilą zrobiłem pizzę dla moich chińskich znajomych i znowu się zajadali. Nawet ich małe dziecko, zaledwie 10-miesięcy też podgryzało trochę pizzę i płakało jak mama odsunęła od niego talerzyk. Zdarza się też, że my szukamy jakiś starych budowli, pagody, chińskiej wieży, aby coś pozwiedzać, zrobić fajne zdjęcia, a w tym czasie Chińczycy piją kawę w Starbucksie, albo fotografują się przed McDonaldem. Ja szukam chińskich marynarek, w chińskim stylu (jak Sun Jat-Sen), albo suknię chińską QiPao dla żony, a inni Chińczycy kupują odzież włoskich i francuskich marek. Inny przykład to apteka, szukamy czasem jakiś tradycyjnych chińskich medykamentów, a aptekarka proponuje nam amerykańskie albo niemieckie leki. Świat zwariował i się poplątał strasznie.

Piątek, 5 listopad 2010 godz. 07:39

Wracając jeszcze do tematu religii w Chinach. Ogólnie większość Chińczyków to ateiści. Niektórzy są wierni jakimś rodzinnym wierzeniom, ale specjalnie żadnej religii nie praktykują. Jest też grupa buddystów, taoistów i różne odmiany chrześcijan. Często zależy to od lokalizacji, wpływów kolonialnych, historii rodziny itp. Nie ma ogólnych i jednolitych czynników decydujących o wierzeniu przeciętnego Chińczyka. Spotkałem jednak kilka wręcz nawiedzonych osób. Wspomniany powyżej gość z Hong Kongu jest takim przykładem. Mam takie smutne wrażenie, że niektórym Azjatom religia po prostu szkodzi! Rozmawiałem jakiś czas temu z dziewczyną, która też poruszyła temat religii. Powiedziała, że jest chrześcijanką. Zapytałem, czy jest katoliczką, czy może protestantką, a może prawosławną? Nie potrafiła odpowiedzieć. Stwierdziła, że jest chrześcijanką, że spotykają się dwa razy w tygodniu w tak zwanym kościele domowym i studują biblię. Pytała mnie o piosenkę ku czci Jezusa?! Wspomniałem coś o papieżu i Watykanie - powiedziała, że za bardzo ją to nie interesuje. Tak jakby ich kościół nie podlegał Watykanowi. Po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że ona chce rozmawiać tylko o Jezusie i religii. Nie chodziło o jakieś przypowieści, wiarę samą w sobie, o historię religii tylko o jakieś banały. Tak jakby ta wiara była dla nich jakąś modą z zachodu?! Nie krytykuję ich, ale mam wrażenie, że wielu Chińczyków mocno błądzi w temacie religii, a dla niektórych jest to wręcz obsesja. Prawda jest taka, że oni mają wygłodniałe i puste duze. Już teraz są nasyceni dobrami materialnymi, mają kasę, mieszkania i samochody, ale brakuje im czegoś innego. Problem w tym, że nie potrafią tego sprecyzować i nie mają żadnego pomysłu. A religia to nie hobby, nie można jej tak po prostu wyszukać w internecie, kupić sprzęt, znaleźć kolegów i praktykować! To chyba jednak wiąże się z tradycją, rodziną, wychowaniem, historią, a wszystko to w dużym stopniu zostało wyniszczone przez komunistyczną władzę i nie można tego tak łatwo odbudować. Według mnie Chińczycy powinni pielęgnować swoje wierzenia i tradycje, a nie głupio przejmować wzorce z zachodu, na zasadzie: "Otwórzmy sobie Starbucksa i bądźmy katolikami, bo to jest coooool!".

Piątek, 5 listopad 2010 godz. 06:36

Niedawno spotkaliśmy ciekawego człowieka w autobusie w Hong Kongu. Jechaliśmy tylko parę przystanków, ale to wystarczyło na nową przygodę! Do drzwi podeszło dwóch mężczyzn, jeden z nich wyglądał na jakiegoś wariata. Drugi około 45 lat, szczupły, w okularach. Podszedł do naszych siedzeń i się uśmiechał, gdy nasz wzrok się spotkał odezwał się:
- Jak się masz?
- Dobrze, dzięki - odpowiedziałem.
- Skąd jesteś?
- Z Polski.
Po chwili zastanowienia zadał kolejne pytanie:
- Jesteś chrześcijaninem?
Odpowiedziałem, że tak. Chińczyk powiedział, że sam też jest liderem jakiegoś kościoła. Gdy dowiedział się jeszcze, że mieszkam w Shenzhen zaczął mówić po mandaryńsku, a po chwili ku naszemu zaskoczeniu zaczął śpiewać i wymachiwać rękoma. Robił takie różne fale, gestykulował i śpiewał coś po chińsku o szczęściu, które jest wszędzie, bo jest jak kwiatek. Atmosfera siadła, a my z żoną zaczęliśmy to komentować po polsku. Ogólnie była to ostra jazda. Piosenka trwała chyba dwie minuty, a autobus jak na złość stanął w korku. Później znów wrócił do tematu religii: - Jak długo wierzysz w Jezusa? Powiedziałem mu, że długo, od urodzenia, że u nas religia to tradycja, że wierzymy w Chrystusa już ponad tysiąc lat. Później nasz zwariowany pasażer autobusu zaczął znowu coś opowiadać po angielsku, ale go już za bardzo nie rozumiałem i nie słuchałem, a moja żona była w szoku po jego piosence. Mówił coś o młodych biznesmenach itp. Ostatecznie autobus podjechał pod przystanek i gość pożegnał się z nami podając rękę i wysiadł. Jak widać czubków można wszędzie spotkać! Nie naśmiewam się z jego religii, jego pytań, bo przecież można z każdym pogadać, ale ta piosenka - trochę przesada!

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone