Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W Polsce pojawiają się coraz częściej takie "autorytety" w kwestiach Chin. Są to młodzi, ambitni ludzie, którzy zachwycili się Chinami kilka lat temu i promowali się prezentując swoje opinie na temat Kraju Środka. Może przemawia przeze mnie trochę zazdrość, ale mam wrażenie, że tacy ludzie nie mają prawa prezentować wizerunku Chin. Zadziwia mnie to, że ich wypowiedzi są tak pewne, oczywiste i poparte dowodami. Czy ludzie, którzy byli w Chinach pięć razy w ciągu kilku lat są autorytetem w sprawie Chin? Albo ludzie, którzy tam pracowali kilka lat wizytując jakieś fabryki - czy oni rzeczywiście znają Chiny? Ja odwiedziłem setki fabryk, mam chińską rodzinę, byłem w dziesięciu różnych prowincjach, mieszkałem nawet parę dni w przyfabrycznym hotelu robotniczym, mieszkałem też na wsi, a w sumie spędziłem tu już prawie osiem lat. I powiem wprost - nie znam dobrze Chin! Poznaję je, staram się rozumieć, dostosować, dowiedzieć czegoś więcej, nauczyć, ale nigdy nie forsowałbym swojej opinii czy punktu widzenia na temat Chin w całej Polsce. Chiny to ogromne państwo i trzeba do nich podchodzić z pokorą i dystansem, trzeba dojrzeć do pewnych tematów. Ja też na początku się zachwyciłem, później się ostudziłem i zacząłem ten system lepiej rozumieć, a teraz już nawet zaczynam go krytykować. Znam Polaków, którzy mają podobne podejście, ich rozważania na temat Państwa Środka są bardzo ciekawe, ale nie są na tyle ambitni by pchać się z nimi do Wyborczej czy Newsweeka od razu. Poza tym media w Polsce lubią trzymać się ustalonej linii publikacji na temat Chin. Parę lat temu - całkowita krytyka podłych komunistycznych Chin. Teraz pewien zachwyt i podziw, ale nadal dystans i uszczypliwa krytyka. Kiedy dojrzejemy, aby nawiązać jakiś dialog z Chinami, pokazać fakty i rzetelnie to wszystko ocenić, włączyć do rozmowy kilku ludzi o różnych poglądach na temat Chin. Teraz w Polsce wybiło się kilku specjalistów i przyznam, że irytują mnie ci ludzie. Chcą być wszędzie, albo pisząc własne felietony, albo udzielając wywiadów, stają się alfą i omegą Chin. Wystarczy porównać ich felietony z międzynarodowymi publikacjami, które można znaleźć w internecie, chociażby National Geographic, Washington Post, czy New York Times. Takie publikacje rzeczywiście dają do myślenia i przedstawiają jakiś obiektywny obraz Państwa Środka. Natomiast opinie naszych specjalistów to jakby z góry założona koncepcja, którą poszczególne media muszą realizować. A obecność tych ludzi w mediach jest ważna dla nich samych - do prowadzenia własnych interesów imporotowo-eksportowych z Chinami. Poza tym to ludzie, którzy są z kimś powiązani, albo ich rodziny mają kontakty z wydawcami, publicystami, dziennikarzami. Ci prawdziwi specjaliści od Chin raczej milczą, bo fatalny stan wiedzy na temat Chin całego społeczeństwa sprawia, że ich mądre i wartościowe wypowiedzi nie będą nawet zrozumiałe dla zwykłych Polaków. Nie winię za to naszego narodu, ale właśnie dziennikarzy, którzy przez lata zaniedbywali temat Chin i tylko krytykowali nieustannie ten kraj, a swoje opinie prezentowali na podstawie dwutygodniowego pobytu służbowego w Szanghaju i Hong Kongu. Zresztą już dwa razy ktoś "zainspirował" się moim felietonem i napisał podobny, a ktoś inny wykorzystał podtytuł mojej strony do swojej książki. Znam też kogoś innego, kto po krótkim pobycie w Chinach wydał album zdjęć o Kraju Środka - uwzględnia on głównie jedno miasto! Ale liczą się kontakty, układy i parcie na media, ha ha! Ja mam to w nosie i bawię się tworząc tą stronę WWW i doceniam wszystkich odwiedzających, ich opinie, oceny, komentarze. Dzięki!
Ostatnio zaobserwowaliśmy z żoną taką intrygującą scenę. W pobliżu naszego osiedla jest takie typowe osiedle, na którym mieszka wielu kierowców taksówek, są tam też kierowcy ciężarówek, małe firmy dostawcze. Na rogu jednego z tych budynków zawsze przesiadują cztery kobiety w średnim wieku. Mają dosyć wulgarne wyrazy twarzy, agresywny sposób bycia. Ubierają się niezbyt modnie, jakieś czarne spodnie, buty na płaskim obcasie, małe kurteczki. Potrafią tam siedzieć cały dzień, czasami dwie z nich, czasami trzy albo cztery. Ostatnio zrozumieliśmy po co tam siedzą. Okazuje się, że są sutenerkami i pilnują pewnej dziewczyny, która sprzedaje się w małym mieszkanku na parterze, dokładnie na rogu tego budynku gdzie przesiadują. Kiedy przechodziliśmy tamtędy już któryś raz z kolei, jedna z tych kobiet nawet stanęła tak, żeby zasłonić to okienko. Innym razem widziałem tą dziewczynę wewnątrz obskórnego mieszkania. Dziewczyna była chyba tylko w samej bieliźnie i sidziała na jakieś leżance. Domyślam się, że oferują usługi różnym kierowcom w tym rejonie. Niezbyt to dyskretne, zero prywatności. Dziewczyna siedzi tam jak seks-niewolnik, a cztery sutenerki na niej zarabiają. Nie liczyłbym też na żadną higienę, biorąc pod uwagę fakt, że tacy kierowcy ciężarówek nawet za często się nie myją. Teoretycznie, według chińskich władz prostytucji nie ma, nie jest to żaden problem. Prawda jest jednak taka, że mniej lub bardziej widoczne formy prostytucji pojawiają się w każdym mieście, miasteczku, a nawet na wsi.
Patrząc bardzo ogólnie na Chiny mam takie przerażające wrażenie, że przyszłość Świata należy do nich, do Azji. Dlaczego? Po pierwsze jest ich bardzo dużo - przeważają nas wszystkich populacją, a po drugie ciężko pracują. Oczywiście dużo zależy od efektywności, zarządzania, ale oni naprawdę pracują coraz bardziej wydajnie i zdecydowanie dłużej od nas. U nich godzina 15 to dopiero połowa dnia pracy, oczywiście zaczynają później, ale 'rozkoszują' się też nadgodzinami. Tutaj wręcz wypada zostawać w pracy wieczorem i w nocy. Niektórzy późno wracają do domu, a wielu pracuje i mieszka w tym samym miejscu. Zamiast siedzieć z pięcioma kolegami w pokoju przyfabrycznym, lepiej pracować. Zamiast spać w ciasnym łóżku lepiej siedzieć na komunikatorze internetowym w biurze i gadać z klientem z Niemiec (różnica czasu). Oni po prostu widzą swoje życie przez pryzmat pracy, to dla nich być albo nie być.
W prowincji Guangdong wprowadzą politykę dwójki dzieci. Do tej pory można było mieć jedno dziecko, a dwoje tylko w przypadku, gdy rodzice są jedynakami. W innych rejonach drugie dziecko jest dozwolone, gdy pierwsza urodziła się dziewczynka. Teraz zmieniają się zasady i chcą zezwolić na dwójkę dzieci. Byłem ostatnio w niedzielę w Guangzhou, w sławnym parku YueXiu. Przyznam, że dzieci tam nie brakuje, dosłownie tłumy dzieciaczków. Aż trudno uwierzyć, że jedna rodzina ma jedno dziecko, bo tych dzieci jest mnóstwo. Oczywiście teraz wiele rodzin ma więcej dzieci, bo płacą kary. Teraz kar nie będzie, a populacja pewnie szybko się zwiększy. Mam wrażenie, że Chiny chcą naprawdę zawojować Świat!
Zawsze miałem złą opinię na temat Guangzhou, ale ostatnio trochę się to zmieniło. Wydaje mi się, że rok temu Kanton znacząco się poprawił - chodziło głównie o organizację Asia Games 2010. Ostatnio byłem trzy razy na deptaku ShanXia Jiu, bardzo ładnie odnowili tam kamieniczki, są fajne sklepiki, dosyć przyzwoita odzież i bardzo dobre ceny. Są też fajne azjatyckie i europejskie restauracje. Wieczorem wracałem taksówką do hotelu w okolicach centrum - park YueXiu. Miasto wyglądało bardzo ładnie - oświetlone budynki, duże restauracje, ładne hotele, jakieś bary, zieleń przy drogach. Nawet przypominało mi trochę Szanghaj. Przyznam, że kiedyś Guangzhou traktowałem jako najgorsze miasto - brudne, zaniedbane, wręcz cuchnące ciasne ulice. Jeździłem tam tylko z przymusu i nigdy nic mnie nie zachwycało, aby tam wracać czy robić dużo zdjęć. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze okropny ruch uliczny i piętrowe skrzyżowania. Oczywiście całego miasta nie przebudowano, ale jakby zostało lepiej podane, zapakowane. Chodzi głównie o zieleń, oświetlenie, diody, odrestaurowane kamienice kolonialne, ładne nabrzeże Rzeki Perłowej i fajne restauracje z owocami morza. Guangzhou ma swój urok, ale trzeba wiedzieć gdzie jadać i gdzie chodzić na zakupy!
