Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
CZY WIECIE, ŻE... w Chinach praktycznie nie używa się żadnych przeklęństw w codziennej mowie. Nie ma typowo polskich przerywników typu ku..., pier..., itp. Ich język jest prosty, ale nie prostacki. Nie ważne czy mamy na myśli wypowiedzi wykładowcy z uniwersytetu, lekarza, górnika, taksówkarza, czy robotnika... u nich nie ma takiej praktyki, aby zabrudzać język. Są oczywiście przekleństwa, które stosują w wypadku awantury, ale w tłumaczeniu na polski takie bluzgi wywołałyby raczej uśmiech niż kogoś obraziły. No bo jak reagować, gdy ktoś obraża nas zwrotami "Twoja matka..." albo "Ty jesteś złe jajko", "Żółwie jajko". Co ciekawe mają wiele zamienników zamiast obraźliwych określeń. Na przykład prostytutka w pewnych kręgach byłaby nazwana bardzo obrzydliwie w Polsce, w Chinach to zwykle "kurczak" albo "panienka". Męskie przyrodzenie zwykli nazywać w skrócie "JJ" albo "młodszy brat", w Polsce mamy bardziej dosadne określenie, niestety.
Mało kto w Polsce zna historię statku Zhen Hua z Szanghaju. Pod koniec roku 2008 w okolicach Somalii zostali zaatakowani przez piratów, podobnie jak "Sirus Star" z polskim kapitanem na pokładzie. Różnica polegała jednak na tym, że statek z Szanghaju częściowo był przygotowany na atak. W rodzimym porcie zorganizowali różne race, armatki wodne, bomby prochowe itp. Zaatakowały ich trzy łódki, armator powiedział, że mogą się poddać i zatrzymać, że pokryją wszystkie straty i będą rozmawiali o okupie. Chiński kapitan zdecydował jednak, aby się bronić. Cała załoga włączyła się do walki. Piraci wdarli się na pokład, ale nie mogli dostać się do przedziałów, gdzie barykadowała się załoga. Domyślam się, że piratom zabrakło też odwagi i amunicji. Po pięciu godzinach walka ustała. Chińczycy wyrzucili na pokład kilka kartonów papierosów i buty dla piratów, aby ci po prostu odeszli. Somalijczycy byli zrezygnowani, zabrali te drobne "łupy" i odpłynęli. Statek Zhen Hua powrócił bezpiecznie do Szanghaju, a kapitan stał się bohaterem całej chińskiej floty.
Pewnie nie wiecie o tym, że lodówkę można przewieźć skuterem elektrycznym?! A ja już wiem, że można - wczoraj wieczorem widziałem. Wcale nie mówię o bardzo małej lodóweczce tylko takiej 1,5 metra. Wyobrażacie to sobie w Polsce? Przychodzimy do salonu AGD, wybieramy lodówkę, sprzedawca pyta czy z dostawą, a my na to - nie zabieram ją teraz. Wychodzimy z obsługą na parking, oni wzrokiem szukają naszego samochodu dostawczego, a my stajemy dumnie przy naszym skuterze - "Proszę tutaj załadować i przywiązać tym sznureczkiem".
To co się teraz dzieje w Chinach można trochę porównać do czasów, gdy władzę przejął Deng Xiao Ping, pewna odwilż, rozluźnienie, mniej represji. Kraj Środka jest coraz bardziej liberalny, Chińczycy podróżują po całym świecie, codziennie setki tysięcy wkraczają do Hongkongu czy na Tajwan. Mają dostęp do coraz większej liczby informacji z Internetu (chociaż wiele stron jest nadal blokowanych i spowalnianych). W czasie olimpiady Chiny też chciały pokazać, że są COOL. Pojawia się jednak pytanie, co dalej? Coraz więcej wolności, liberalne państwo, a może jeszcze wolne media? Ha, ha... na pewno nie! Ktoś w końcu uderzy pięścią w stół. Pytanie tylko kto i kiedy? O ile Państwo doskonale kontroluje tereny wiejskie, prowincje w głębi Chin to w miastach ludzie żyją bardzo swobodnie. Nie odczuwa się tu żadnych represji, silnej komunistycznej władzy. Ludzie chodzą na zakupy, do dyskotek, mają wszędzie dostęp do komputerów, książek, jeżdżą na wycieczki po całej Azji, pozornie są wolnymi ludźmi. To niestety tylko pozory, bo wszyscy jesteśmy tutaj zniewoleni na swój sposób.
W Chinach w czasie różnych wycieczek, wyjazdów (firmowych, grupowych) organizuje się różne gry/zabawy na świeżym powietrzu. Oczywiście Chińczycy to uwielbiają - radość, szaleństwo, krzyki, wygłupy. Jeśli popatrzymy jednak na to z naszej perespektywy to można sobie uświadomić główny cel tych zabaw. Takie rozrywki mają podstawowe zadanie, aby grupować, scalać ludzi w jedną masę. Muszą czuć, że dana firma, szkoła, czy grupa wycieczkowa to jest ich społeczność i oni są częścią tej społeczności. W Chinach nigdy nie było miejsca dla indywidualistów, tutaj nie wypada myśleć samodzielnie, nie można wykazywać się żadnymi indywidualnymi cechami, nie wypada się wyróżniać. To się powoli zmienia, ale nadal rząd woli scalać lud, bo jednomyślną masę łatwiej kontrolować.
