Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Moja żona wymieniała dzisiaj jakie wynalazki pochodzą z Chin. Gdy powiedziała, że papier odpowiedziałem - może gdyby nie papier laptopy pojawiłyby się wcześniej na świecie. Teraz przecież piszemy na laptopach, taki głupi żart.
Odnośnie bojkotu chińskich koszulek i innych produktów w związku z sytuacją w Tybecie. Takie koszulki jak na ironię są tańsze w Indiach i Pakistanie, bo tam bawełna jest tania, a w Chinach nie - to taki kolejny stereotyp. Możemy więc co najwyżej bojkotować koszulki poliestrowe. A skoro bojkotować rzeczy produkowane w Chinach to proszę pamiętać też o i-Podach, konsolach Playstation i telefonach Nokia, bo te i wiele innych "markowych" produktów są produkowane w Chinach, w okolicach Shenzhen. Niedowiarkom chętnie podam adres. Chodzi mi oczywiście o oryginalne wyroby, nie podróbki.
Odnośnie demonstracji w Tybecie... Chinom daleko do idealnego Państwa, ale wiele się tutaj zmieniło. Traktuję Chiny jako drugą ojczyznę, mam wielu przyjaciół pośród Chińczyków. W przyszłości będę tęsknił za krajem środka, gdy wrócę do Polski. Bojkot igrzysk zaszkodzi bardziej zwykłym ludziom niż cokolwiek w Chinach zmieni. Chińczycy to bardzo pokojowy i spokojny naród. Władza traktuje ich ostro i bezwzględnie, bo przy tej ilości ludzi inaczej się nie da. Ludzie, którzy nigdy tutaj nie mieszkali przez dłuższy czas nigdy tego nie zrozumieją. A najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy w Chinach nigdy nie byli, albo byli na targach kantońskich dwa razy i wydaje im się, że już wszystko wiedzą o tym kraju. Bojkot zaszkodzi zwykłym ludziom, sklepikarzom, hotelarzom, restauratorom, a władzę zbytnio nie wzruszy. Opinia Polski to już w ogóle mało co ich interesuje. Trzeba umieć oddzielić decyzje i agresje rządu od postępowania zwykłych obywateli. Zwykły Chińczyk nie czuje żadnej nienawiści do ludzi z Tybetu, to władza tłumi demostracje, a nie całe Chiny. Nie można winić całego kraju i oceniać Chiny na podstawie ostatnich wydarzeń. Kraj środka zmienia się na lepsze, krok po kroku. 50 lat temu miliony ludzi tutaj głodowało, dzisiaj mają większe szanse na przyzwoite życie, a nawet na jakiś sukces. Trzeba tylko umieć rozróżniać sprawy zwykłych ludzi od komunistycznej polityki. W Chinach spotkałem wielu prostych, życzliwych, pomocnych i szczerych ludzi, czy mam ich wynić za Tybet?
Sieć kawiarni Starbucks otwiera swoje punkty w każdym mieście w Chinach, w Shenzhen są rejony, że Starbucks jest co skrzyżowanie. Wykreowali modę na picie kawy, siedzenie ze znajomymi i korzystanie z Internetu (tak jakby w biurach i domach nie było sieci). Przeciętny Chińczyk nie pije kawy, nigdy nie robi jej w domu, a gdyby kogoś odwiedził zwykle nikt nawet nie proponuje kawy, tylko wodę lub herbatę. Nie rozumiem, na czym polega sukces tej kawiarni w kraju środka?! Nowobogaccy Chińczycy po prostu szpanują pijając tam kawę, czują się jakby byli aktorami z serialu "Przyjaciele". Ja też byłem tam parę razy, raz dostałem pokruszony lód z odrobiną soku (to ma jakąś specjalną nazwę) za 25 RMB, innym razem dostałem kawę w porysowanym i zapuszczonym kubku. Dziwne, że tak się ta marka tutaj wypromowała. Przeciętne kawiarnie nie mają szans na rynku chińskim, bo nikt nie lubi kawy (oni nie jadają też kanapek i ciast za bardzo), w Starbucksie chodzi o coś innego?!
Wczoraj w centrum Shenzhen weszliśmy do takiej typowo chińskiej dyskoteki, poza mną nie było tam żadnego obcokrajowca. Siedzimy i nagle słyszę polską lirykę, jakiś zmiksowany przebój dyskotekowy "...miłość... noc się już kończy...". Znowu polski dance! Nie rozumiem tego... nawet w Polsce nigdy nie słyszę tych wykonawców, żadna stacja radiowa tego nie puszcza, a Chińczycy ściągają to chyba z sieci i ich DJ gra polską muzę. Niesamowite uczucie, uśmiałem się, bo cała sala się przy tym bawi, ale tylko ja rozumiem słowa. Ciekawe, czy Chińczycy płacą ZAiKSowi za puszczanie tych utworów?! Ha ha!
