Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Sieć kawiarni Starbucks otwiera swoje punkty w każdym mieście w Chinach, w Shenzhen są rejony, że Starbucks jest co skrzyżowanie. Wykreowali modę na picie kawy, siedzenie ze znajomymi i korzystanie z Internetu (tak jakby w biurach i domach nie było sieci). Przeciętny Chińczyk nie pije kawy, nigdy nie robi jej w domu, a gdyby kogoś odwiedził zwykle nikt nawet nie proponuje kawy, tylko wodę lub herbatę. Nie rozumiem, na czym polega sukces tej kawiarni w kraju środka?! Nowobogaccy Chińczycy po prostu szpanują pijając tam kawę, czują się jakby byli aktorami z serialu "Przyjaciele". Ja też byłem tam parę razy, raz dostałem pokruszony lód z odrobiną soku (to ma jakąś specjalną nazwę) za 25 RMB, innym razem dostałem kawę w porysowanym i zapuszczonym kubku. Dziwne, że tak się ta marka tutaj wypromowała. Przeciętne kawiarnie nie mają szans na rynku chińskim, bo nikt nie lubi kawy (oni nie jadają też kanapek i ciast za bardzo), w Starbucksie chodzi o coś innego?!
Odnośnie demonstracji w Tybecie... Chinom daleko do idealnego Państwa, ale wiele się tutaj zmieniło. Traktuję Chiny jako drugą ojczyznę, mam wielu przyjaciół pośród Chińczyków. W przyszłości będę tęsknił za krajem środka, gdy wrócę do Polski. Bojkot igrzysk zaszkodzi bardziej zwykłym ludziom niż cokolwiek w Chinach zmieni. Chińczycy to bardzo pokojowy i spokojny naród. Władza traktuje ich ostro i bezwzględnie, bo przy tej ilości ludzi inaczej się nie da. Ludzie, którzy nigdy tutaj nie mieszkali przez dłuższy czas nigdy tego nie zrozumieją. A najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy w Chinach nigdy nie byli, albo byli na targach kantońskich dwa razy i wydaje im się, że już wszystko wiedzą o tym kraju. Bojkot zaszkodzi zwykłym ludziom, sklepikarzom, hotelarzom, restauratorom, a władzę zbytnio nie wzruszy. Opinia Polski to już w ogóle mało co ich interesuje. Trzeba umieć oddzielić decyzje i agresje rządu od postępowania zwykłych obywateli. Zwykły Chińczyk nie czuje żadnej nienawiści do ludzi z Tybetu, to władza tłumi demostracje, a nie całe Chiny. Nie można winić całego kraju i oceniać Chiny na podstawie ostatnich wydarzeń. Kraj środka zmienia się na lepsze, krok po kroku. 50 lat temu miliony ludzi tutaj głodowało, dzisiaj mają większe szanse na przyzwoite życie, a nawet na jakiś sukces. Trzeba tylko umieć rozróżniać sprawy zwykłych ludzi od komunistycznej polityki. W Chinach spotkałem wielu prostych, życzliwych, pomocnych i szczerych ludzi, czy mam ich wynić za Tybet?
Odnośnie bojkotu chińskich koszulek i innych produktów w związku z sytuacją w Tybecie. Takie koszulki jak na ironię są tańsze w Indiach i Pakistanie, bo tam bawełna jest tania, a w Chinach nie - to taki kolejny stereotyp. Możemy więc co najwyżej bojkotować koszulki poliestrowe. A skoro bojkotować rzeczy produkowane w Chinach to proszę pamiętać też o i-Podach, konsolach Playstation i telefonach Nokia, bo te i wiele innych "markowych" produktów są produkowane w Chinach, w okolicach Shenzhen. Niedowiarkom chętnie podam adres. Chodzi mi oczywiście o oryginalne wyroby, nie podróbki.
Moja żona wymieniała dzisiaj jakie wynalazki pochodzą z Chin. Gdy powiedziała, że papier odpowiedziałem - może gdyby nie papier laptopy pojawiłyby się wcześniej na świecie. Teraz przecież piszemy na laptopach, taki głupi żart.
Wczoraj ożeniłem się po raz drugi! Podczas przedstawienia w skansenie Splendid China zostałem porwany z tłumu widzów. Przebrano mnie w kapelusz słomiany, dostałem jakieś futro na plecy i strzelbę. Poczęstowano mnie kieliszkiem chińskiej wódki, a gdy chwyciłem kielich i krzyknąłem do widzów po chińsku: "Na zdrowie - ganbei", wszyscy się ucieszyli. Później pobiegliśmy z moim "opiekunem" ze sceny na zaplecze. Tam przedstawiono mi piękną, młodą dziewczynę w tradycyjnym chińskim stroju - "To twoja żona". Bardzo się ucieszyłem, nie mogłem się uskarżać. Przebrano mnie w strój weselny. Wyszliśmy razem, żonę zasłonięto czerwoną chustą. Poprosili, abym ją odsłonił. Ona oczywiście odepchnęła moją rękę. Powtórzyła to raz jeszcze, a ja krzyknąłem po chińsku: "Dlaczego!? Nie kochasz mnie". Widzowie wybuchnęli śmiechem. Ostatecznie zaloty zostały przyjęte i tańczyliśmy razem na moim weselu. Na koniec zaprowadzono mnie na zaplecze, dostałem drobny upominek i zabrano mi tradycyjne ubranie nowożeńców. Spojrzałem raz jeszcze na swoją "wybrankę" i powiedziałem "Teraz jesteś moją żoną". Młoda artystka tylko się uśmiechnęła. Wszystko wydarzyło się w pokazowej wiosce mniejszości Yi, skansen Splendid China w Shenzhen. Niestety akt małżeństwa nie był prawomocny, ale około pięćdziesięciu widzów ubawiło się moim kosztem. A ja dałem z siebie wszystko, aby rozkręcić to wesele i nawiązać kontakt z publicznością. Działo się, działo...
