Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Czwartek, 26 lipiec 2007 godz. 04:37

CZY WIECIE, ŻE w Chinach jest największa liczba telefonów komórkowych, w tej chwili już ponad 500 milionów. Poza tym Chińczycy są na drugim miejscu na świecie pod względem korzystania z tych urządzeń. Połączenia są tańsze niż w Polsce, ale w wielu taryfach płaci się też za rozmowy przychodzące, również z zagranicy. Koszt połączeń waha się od 0,10 PLN do 0,40 PLN za minutę. Podczas korzystania z telefonu w innej prowincji (niż ta gdzie kupiono kartę) naliczane jest coś w stylu roamingu, a niektóre karty działały wcześniej tylko w określonej prowincji lub mieście. Czasami mam wrażenie, że Chińczycy rozmawiają około 30-120 minut przez komórkę dziennie. W tym samym czasie Polacy, których na rozmowy telefoniczne nie stać wysyłają setki smsów (jesteśmy pod tym względem w światowej czołówce).

Wtorek, 24 lipiec 2007 godz. 05:49

A cóż to się stało panowie censorzy, że Wikipedia odblokowana od kilku dni w Chinach? Może któryś z panów cenzorów potrzebował coś znaleźć dla córki do szkoły i później zapomniał zablokować :-))).

Wtorek, 24 lipiec 2007 godz. 05:34

W niedzielę grupa około 30 osób organizowała jakiś protest przy urzędzie miejskim Shenzhen. Akurat przechodziłem tamtędy z aparatem. Nic specjalnego się nie działo, ochrona, ludzie czekający na jakiegoś VIPa przy bramie wyjazdowej, żadnych transparentów, zwykłe oczekiwanie. Chyba chcieli się z kimś rozmówić. Jeden gość wołał nas, żeby robić zdjęcia. Ale czego? Poza tym ochrona cały czas patrzyła na mnie spod byka. Będę robił zdjęcia, a później będę się z tego dwa tygodnie tłumaczył na posterunku policji. Dzięki, ale w politykę się nie mieszam. Na koniec pojawiło się około 40 policjantów. Wsiedli do dwóch busów i czekali. Po 20 minutach uświadomiliśmy sobie, że albo VIP uciekł innym wyjściem, albo tak szybko się nie pojawi i poszliśmy swoją ścieżką. Ludzie spokojnie czekali.

Wtorek, 17 lipiec 2007 godz. 04:41

Najzabawniejsze jest to, że Chińczycy sami nie potrafią się dogadać we własnym języku, więc jak ja mam się nauczyć porządnie chińskiego? Oni na przykład pytając o jakąś rzecz w hipermarkecie, czy pytając o adres, albo podając swoje imię muszę to literować, a raczej sylabizować. Taki przykład teoretyczny (oczywiście nie odnosi się to do chińskich słów, ale chodzi mi o sam sposób): RA-DO-SŁAW , RA jak RAma, DO jak DOsłownie, SŁAW jak SŁAWny. Nie tylko każda sylaba może mieć cztery różne akcenty i zupełnie inne znaczenia, ale można ją zapisać na kilka, czasem kilkanaście sposobów. I dlatego muszą to sobie tłumaczyć, że to RA jest takie jak w słowie RAma, a nie takie jak w słowie RAbarbar.

Poniedziałek, 16 lipiec 2007 godz. 06:41

Shenzhen to żałosne miasto i władza lokalna nie ma pojęcia, jak promować tą metropolię. Zorganizowali Fashion Show (targi odzieżowe). Obcokrajowców można było policzyć na palcach, za to w hali wystawowej tłumy Chińczyków. Oczywiście wstęp płatny dla wszystkich, bo to miasto nastawione jest na kasę tylko i wyłącznie. W środku setki firm, nic specjalnego. Natrafiliśmy tylko na dwa, dosyć żałosne pokazy mody na wybiegach. Pierwszy znudził nas zespołem muzycznym, a na drugim zakazano fotografowania i jacyś żałośni portierzy i ludzie z tej fabryki ścigali każdego, kto tylko trzymał w ręce aparat. Postanowiłem im trochę zrobić na złość i cały czas celowałem w kierunku modelek (z tego miejsca mogłem co najwyżej robić zdjęcia głów tłumu, który otaczał ten wybieg). Oczywiście szybko podbiegł jeden facet, drugi, trzeci i kłótnia, że nie można fotografować. Po co te pokazy? Ten Fashion Show? Chińczycy już skopiowali już wszystko od Włochów, Francuzów... i uznali, że od nich nie można kopiować.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone