Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
CZY WIECIE, ŻE w Chinach jest największa liczba telefonów komórkowych, w tej chwili już ponad 500 milionów. Poza tym Chińczycy są na drugim miejscu na świecie pod względem korzystania z tych urządzeń. Połączenia są tańsze niż w Polsce, ale w wielu taryfach płaci się też za rozmowy przychodzące, również z zagranicy. Koszt połączeń waha się od 0,10 PLN do 0,40 PLN za minutę. Podczas korzystania z telefonu w innej prowincji (niż ta gdzie kupiono kartę) naliczane jest coś w stylu roamingu, a niektóre karty działały wcześniej tylko w określonej prowincji lub mieście. Czasami mam wrażenie, że Chińczycy rozmawiają około 30-120 minut przez komórkę dziennie. W tym samym czasie Polacy, których na rozmowy telefoniczne nie stać wysyłają setki smsów (jesteśmy pod tym względem w światowej czołówce).
A cóż to się stało panowie censorzy, że Wikipedia odblokowana od kilku dni w Chinach? Może któryś z panów cenzorów potrzebował coś znaleźć dla córki do szkoły i później zapomniał zablokować :-))).
W niedzielę grupa około 30 osób organizowała jakiś protest przy urzędzie miejskim Shenzhen. Akurat przechodziłem tamtędy z aparatem. Nic specjalnego się nie działo, ochrona, ludzie czekający na jakiegoś VIPa przy bramie wyjazdowej, żadnych transparentów, zwykłe oczekiwanie. Chyba chcieli się z kimś rozmówić. Jeden gość wołał nas, żeby robić zdjęcia. Ale czego? Poza tym ochrona cały czas patrzyła na mnie spod byka. Będę robił zdjęcia, a później będę się z tego dwa tygodnie tłumaczył na posterunku policji. Dzięki, ale w politykę się nie mieszam. Na koniec pojawiło się około 40 policjantów. Wsiedli do dwóch busów i czekali. Po 20 minutach uświadomiliśmy sobie, że albo VIP uciekł innym wyjściem, albo tak szybko się nie pojawi i poszliśmy swoją ścieżką. Ludzie spokojnie czekali.
Najzabawniejsze jest to, że Chińczycy sami nie potrafią się dogadać we własnym języku, więc jak ja mam się nauczyć porządnie chińskiego? Oni na przykład pytając o jakąś rzecz w hipermarkecie, czy pytając o adres, albo podając swoje imię muszę to literować, a raczej sylabizować. Taki przykład teoretyczny (oczywiście nie odnosi się to do chińskich słów, ale chodzi mi o sam sposób): RA-DO-SŁAW , RA jak RAma, DO jak DOsłownie, SŁAW jak SŁAWny. Nie tylko każda sylaba może mieć cztery różne akcenty i zupełnie inne znaczenia, ale można ją zapisać na kilka, czasem kilkanaście sposobów. I dlatego muszą to sobie tłumaczyć, że to RA jest takie jak w słowie RAma, a nie takie jak w słowie RAbarbar.
Shenzhen to żałosne miasto i władza lokalna nie ma pojęcia, jak promować tą metropolię. Zorganizowali Fashion Show (targi odzieżowe). Obcokrajowców można było policzyć na palcach, za to w hali wystawowej tłumy Chińczyków. Oczywiście wstęp płatny dla wszystkich, bo to miasto nastawione jest na kasę tylko i wyłącznie. W środku setki firm, nic specjalnego. Natrafiliśmy tylko na dwa, dosyć żałosne pokazy mody na wybiegach. Pierwszy znudził nas zespołem muzycznym, a na drugim zakazano fotografowania i jacyś żałośni portierzy i ludzie z tej fabryki ścigali każdego, kto tylko trzymał w ręce aparat. Postanowiłem im trochę zrobić na złość i cały czas celowałem w kierunku modelek (z tego miejsca mogłem co najwyżej robić zdjęcia głów tłumu, który otaczał ten wybieg). Oczywiście szybko podbiegł jeden facet, drugi, trzeci i kłótnia, że nie można fotografować. Po co te pokazy? Ten Fashion Show? Chińczycy już skopiowali już wszystko od Włochów, Francuzów... i uznali, że od nich nie można kopiować.
