Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Odwiedziłem w ten weekend Szanghaj i przy okazji 'chińską Wenecję' czyli ZhouZhuang. Trochę się tą niby-Wenecją rozczarowaliśmy. Mieliśmy tam nocować, ale pokój gościnny nie był pierwszej czystości. Wiele nie wymagam, nie musi być od razu 4-gwiazdkowy hotel, ale żeby było chociaż czysto. Uciekliśmy ostatnim autobusem do cywilizacji, do Szanghaju, do hotelu blisko Cheng Huang Miao. Następnego dnia ZhuJiaJiao, to też taka historyczna wioska połączona siecią kanałów wodnych. Poza tym w Szanghaju odwiedziłem dwie sławne świątynie i ciekawe muzeum, a także tradycyjnie promenadę i Nanjing Road. Oczywiście przywiozłem setki nowych zdjęć!
Wyruszam jutro do "Chińskiej Wenecji", w okolicach Szanghaju. To taka urocza wioska otoczona kanałami, jeziorkami. Ponoć jest tam wiele starych budowli, starożytne mosty, nawet hotele znajdują się w antycznych kamienicach. Oczywiście przywiozę sporo zdjęć! Oby tylko pogoda dopisała, bo narazie nie jest wesoło.
Zrozumiałem już co to komunizm. Otóż, polegało to na tym, że policjant na motorze zatrzymał mnie na głównej ulicy. Ja jechałem rowerem, dosyć szybko, ale zgodnie z przepisami. Oczywiście główna droga jest tylko dla samochodów, bo z nich są podatki, cła, płaci się za paliwo, drogi itp. Rower to śmieć. Policjant powiedział łamanym angielskim żebym zjechał z drogi. Mówię ok i jadę na prawo, a on do mnie z mordą "You, come here! You stop here, come to me! You come here!". Podjechałem do niego, zatrzymuje mnie na środku drogi. Mówi, żebym mu dał 50 RMB, taki 'mandat'. Powiedziałem mu, że nie mam pieniędzy przy sobie. On mówi, że płacę, albo zabiera rower (mój rower to jego dwie pensje). Poszedł na pogaduszki do kolegi, myślę sobie lepiej nie uciekać, bo z głupiej jazdy na rowerze zrobi się strzelanie do zbiega. Rozmawia przez radio z przełożonymi, słyszę, że mówi "ale to obcokrajowiec". Dostał polecenie, żeby mnie puścić. Mówi, żebym sobie do kraju swojego wrócił i tam mogę jeździć do woli.
Miałem okazję zobaczyć dzisiaj pokaz samochodów w centrum wystawowym w Shenzhen. Poza Porshe, Ferrari i Lamborghini nie było nic ciekawego. Wszystkie marki prezentowały standardowe modele, takie same, jakie są na ulicy. Z modelkami było podobnie, a nawet ładniejsze widuję na ulicach. Na jedną ładną przypadało dziesięć grubawych, dziwacznych, bez uśmiechu. Po godzinie 11 zrobiło się tłoczno, bo wchodziły całe rodziny, jak do supermarketu. Sławne auta były tak oblegane, że nie sposób było zrobić zdjęcia. Mimo wszystko rano zanim zrobiło się tłoczno zdążyliśmy coś zobaczyć i trochę sfotografować. Za jakiś czas wrzucę te zdjęcia, ale nadal mam zaległe z Szanghaju i Hong Kongu.
Dodałem teraz kilka zdjęć architektury i przy okazji przeglądałem stare zdjęcia z tej grupy. Dokonałem też selekcji następnych zdjęć, które planuję dodać. Muszę przyznać, że wiele poprzednich zdjęć (sprzed roku, dwóch lat) jest słabych. Czy to ze względu na moje błędy (krzywe, kiepskie światło, trochę na siłe, poruszone, źle ustawione kolory, czy śnieg), czy też problemy techniczne (inne aparaty, inna jakość). Postaram się prezentować lepsze zdjęcia.
