Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Piątek, 28 lipiec 2006 godz. 11:21

Byłem ostatnio w fabryce z klimatyzacją, na zewnątrz 35 stopni, a na hali produkcyjnej jakieś 22 stopnie. Wszystko powoli się zmienia w Chinach na lepsze. Oczywiście jest nadal wiele biednych, małych fabryk, gdzie robotnicy pracują w paskudnych warunkach, ale te które się rozwijają, dbają coraz bardziej o swoich wykwalifikowanych robotników. Zapewniam, że w Polsce ludzie pracują czasem w gorszych warunkach.

Poniedziałek, 31 lipiec 2006 godz. 06:18

Pojawiła się pierwsza polska prostytutka w Hong Kongu! Może nie pierwsza, ale pierwsza, która reklamuje się w Internecie. No nareszcie coś się zmienia i Polska otwiera się na Chiny (dosłownie).

Wtorek, 1 sierpień 2006 godz. 06:00

Upały, chce się pić... a wyobraźcie sobie, że w kraju środka praktycznie w ogóle nie ma wody mineralnej (może tylko w określonych rejonach). Butelkują tylko wodę destylowaną. W hipermarkecie nawet Danon oferuje wodę destylowaną, albo mineralizowaną, ale nie naturalnie mineralną. Jest tylko Perrier, ale bez przesady, 4 PLN za małą buteleczkę wody? Tęskno mi za Staropolanką, którą piłem do woli w czerwcu, w Polsce. Gdy wróciłem i śmiało łyknąłem chińską wodę destylowaną Danon, myślałem, że zwrócę (naprawdę). Jedyna woda, jaką da się pić w Chinach to Nongfu (czyli farmer, rolnik). Jest to woda z jakiegoś naturalnego źródła, jeziora. Mimo wszystko Chiny mają problem z wodą pitną i ten problem będzie coraz bardziej poważny.

Poniedziałek, 14 sierpień 2006 godz. 13:26

...trochę się nie odzywałem, ale musiałem przejechać pół Chin, żeby się ożenić. Tak poważnie, to nie pół, ale 14 godzin w pociągu to jednak coś. Wszystko poszło gładko i po dziesięciu minutach w chińskim USC otrzymaliśmy akt małżeństwa (a później jego wersję międzynarodową), oczywiście wcześniej kilka tygodni na przygotowania dokumentów i tłumaczenia, a w samym urzędzie w kilka minut udzielono trzech ślubów, bez żadnych ceregieli i ceremonii, tylko zdjęcie, papiery, pieczątka i następny (niezbyt romantycznie). Najlepsze były jednak zdjęcia ślubne, w Polsce fotografia ślubna to mały Kazio przy tym, co tutaj się wyrabia, ile przebierania, różne tła, stroje z dynastii Tang, trwa to kilka godzin, albo nawet cały dzień (jak ktoś chce plenery), ale efekt końcowy zadziwiający (piękne zadrukowane albumy i obrazy). Polecam śluby w Chinach!

Wtorek, 15 sierpień 2006 godz. 08:40

Dzisiaj jest taka specjalna data, moja mała uroczystość, rocznica, trzy lata pobytu w Chinach. Myślę, że w ciągu tego czasu naprawdę wiele dowiedziałem się o Chinach i też sporo podróżowałem w różne zakątki kraju środka, niestety nadal nie przykładam się do nauki języka, ale na pewno robię jakieś postępy. Jeszcze trzy lata temu miałem problemy z prostymi zwrotami i liczeniem, dzisiaj to już codzienność. Muszę się bardziej przykładać i poświęcać więcej czasu językowi chińskiemu, to chyba takie postanowienie na kolejny, czwarty już rok w kraju środka.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone