Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Chiny, Chińczycy mają wszystko... osoby wykształcone nie mają problemów z pracą w dużych i średnich miastach. Praca daje duże możliwości, bo w Kraju Środka zwykle w grę wchodzą duże zamówienia, duże ilości, duże pieniądze. Mają wszystko oprócz wolności. Wolność jest dobra dla duszy, ale zła dla gospodarki. Gdyby Chiny były demokratyczne to po prostu przestałyby istnieć, oderwałyby się różne prowincje, doszłoby do mniejszych i większych konfliktów, społeczeństwo bardzo by się podzieliło i doszłoby do ogromnego rozwarstwienia. Z drugiej jednak strony fajnie jest być wolnym, myśleć i mówić to co się chce, wyrażać swoje opinie, czytać opinie innych, wybierać swoich przedstawicieli. Chociaż jak pokazują ostatnie wydarzenia w Polsce (afera taśmowa) nie każdy kraj korzysta z wolności i demokracji. Można się zastanowić, czy lepiej mieć wolny i biedny kraj, czy żyć w kraju, który nie ma wolności, ale jest potęgą gospodarczą? Czy lepiej mieć możliwość wypowiedzi, czy mieć pieniądze na wyżywienie rodziny? Dziwne, że te dwie kwestie się wykluczają... chociaż są oczywiście bogate kraje demokratyczne. Szkoda, że Polska się do nich nie zalicza. Martwi mnie to, że pensje w Chinach zaczynają być wyższe niż w Polsce, to chyba zły znak.
Dochodzę do wniosku, że gdyby nie tradycja wspólnych posiłków w Państwie Środka rodziny spędzałyby bardzo mało czasu ze sobą. Najczęściej to właśnie wspólne kolacje są czasem, który rodzina spędza razem, jest to taki święty rytuał. Pamiętam będąc pierwszy raz w Chinach w 2003 roku, kiedy młodej Chince z Szanghaju bardzo zależało, żebyśmy jak najszybciej dojechali do jej rodziców na kolację. Byliśmy spóźnieni po wizycie fabryk w Changzhou - już wtedy ruch uliczny i korki dawały się we znaki. Dziwiła nas ta punktualność związana z posiłkami, ale to jest właśnie taka tradycja w Chinach. Patrząc na moich znajomych Chińczyków w wieku 30-40 lat widzę, jak dużo pracują, jak często są poza domem - podróże biznesowe, spotkania z klientami, targi w Europie i USA, wizytacje klientów... spędzają dużo czasu w biurach, ciągłe nadgodziny, mnóstwo spotkań. Kiedy jednak są na miejscu, w Chinach zwykle właśnie kolacja to czas, który spędzają z najbliższą rodziną. Czasem rodzice i dzieci, bywa, że również dziadkowie, jacyś wujkowie, ciotki. W weekendy udaje im się zagospodarować wspólnie czas przy obiedzie, chociaż też mają różne zajęcia: siłownia, pływanie, park, jakieś zawody, tai-ji, taniec, a dzieci szkołę i dodatkowe lekcje, treningi. Zwykle jednak tą jedną lub dwie godziny są w stanie poświęcić na wspólny posiłek i rozmowy z najbliższymi. To właśnie jest fajne w Chinach i boję się, że w tym zwariowanym, przyspieszonym świecie w jakim wszyscy żyjemy Chińczykom też i na to zabraknie czasu.
Pamiętam jak kilka lat temu kilku Polaków wspominało w czasie wizyty w Chinach, jak to się mówi, że pracują za miskę ryżu. Stwierdzili, że chyba pracują, ale za złotą miskę ryżu. Czytałem właśnie na temat rankingu płac i wyszło na to, że teraz to Polacy w Unii Europejskiej pracują za przysłowiową 'miskę ryżu'. Obserwując płace w Chinach dochodzę do tego samego wniosku. W miastach, praca biurowa, na przykład handlowcy, spedycje itp. zarabiają netto około 3000-4000 PLN. Bardziej doświadczeni pracownicy mogą śmiało liczyć na wyższe pensje. W fabrykach bardziej wykwalifikowani robotnicy także zarabiają około 1600-2500 PLN netto, warto dodać, że pracodawca zapewnia wyżywienie i zamieszkanie. Oczywiście nie ma też takich obciążeń pensji jak nasz ZUS czy podatki. Wygląda więc na to, że w Polsce ludzie zarabiają mniej niż ci wykonujący te same prace w Chinach. Smutne, prawda?! Staliśmy się tanią siłą roboczą już nie tylko Euorpy, ale Świata.
W Chinach 'rozluźniono' przepisy dotyczące jednego dziecka. Teraz wiele par może starać się legalnie o drugie dziecko. W rzeczywistości wiele osób (niektóre znam osobiście) ma już drugie dziecko, które nie jest zarejestrowane. Obecnie, aby uzyskać zgodę na drugiego potomka należy przygotować 16 różnych dokumentów! Przepisy są różne dla różnych rejonów, wszystko zależy od tego, czy pierwsze dziecko to chłopak czy dziewczynka, czy jeden z rodziców jest jedynakiem itp. W Kraju Środka dziecko to taki 'mały cesarz'. Widzę, jak bardzo babcie, dziadkowie ubóstwiają wnuczki, prześcigają się w zajmowaniu się maluchem, kupują różne cuda, specjalną biżuterię, buciki, organizują odpłatne, profesjonalne sesje zdjęciowe itd. Dochodzi jednak do sytuacji, że te rozpieszczone wnuczki, synkowie i córeczki nie chcą 'konkurencji' jakim jest rodzeństwo. Może brzmi to absurdalnie, ale w tak materialistycznym świecie starsze dzieci martwią się już teraz o podział majątku, a niektóre deklarują wprost, że zabiją nowonarodzonego brata lub siostrę. Straszne, ale prawdziwe.
Kiedyś postęp w Chinach mnie zachwycał, później mnie przerażał, a teraz już nie wiem jak to komentować, jest szokujący! Próbuję sobie czasem wyobrazić te mega-tony stali, betonu, szkła, aluminium itd. które są wykorzystane w budowie metra, wieżowców, tunelów... Zdarza się, że w jakimś mieście bywam 1-2 razy w roku. Okazuje się, że w tym czasie przybyły dwie linie metra, powstały cztery nowe drapacze chmur, a centrum handlowe wydłużyło się o kilometrowy pasaż podziemny. Prędkość budowy, przebudowy jest po prostu szokująca! W Polsce często nie da się zrobić metra, a w Shenzhen na przykład wycięto drzewa, przesunięto chodnik, położono nową nawierzchnię i ulica przesunęła się o cały pas. Obok stawia się mur i wykonuje głębokie wykopy pod metro. Nie twierdzę, że to jest bardzo ekologiczne, ale w Chinach jak coś trzeba zbudować kosztem zieleni, kosztem wyburzenia innych, starszych budynków to nie podlega to żadnym dyskusjom. Martwię się tylko, że któregoś dnia natura się za to wszystko zemści, bo akurat w Kraju Środka wiele rejonów jest zagrożonych powodziami, trzęsieniami ziemi czy tajfunami i tsunami.
