Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Mam kolejny dowód na to, że Chińczykom się coraz lepiej powodzi. Pamiętam, jak w 2005 roku kupowałem jakieś spodnie to często były za ciasne w pasie. Żartowałem, że w Chinach spodnie dla facetów są wcięte w talii. Mój znajomy Polak bardzo się z tego śmiał, ale takie były realia. Jeansy często ciasne w pasie lub nawet w udach, a dresy miały super-mocne gumki, tak że opinały brzuch. Nie jestem jakimś pasibrzuchem, ale ich odzież była naprawdę ciasna, na szczupłych, czy wręcz chudych chłopaków. Teraz jak obserwuję to się zmienia... spodnie są dostępne w większej gamie rozmiarów i już nikt ich tak ekstremalnie nie zawęża. Oczywiście nadal przeważają 'szczuplejsze' wersje, ale dostępne są także takie dla większych facetów. Patrząc na chińską młodzież ta tendencja się utrzyma, będzie zapotrzebowanie na odzież XL ;-).
Jakiś czas temu miałem okazję obserwować, jak gwałtownie zmieniają się wioski na przykład w prowincji Hunan. Wspominałem o tym wcześniej - wszystkie rodziny jak na rozkaz przebudowały swoje domy! Z małych wiejskich chatek wyrosły kamienice wysokości 3-4 pięter. Im wyższy dom - tym lepszy status rodziny, takie jest myślenie. Niestety prowadzi to czasami do tragedii. Dwóch zwaśnionych sąsiadów, jeden z nich Zhang usłyszał od drugiego, że nie ma prawa budować wyższego domu i że jest nieudacznikiem. Konflikt trwał jakiś czas, aż Zhang postanowił się zemścić. Porwał wnuczka swojego sąsiada, 8 letniego chłopca. Towarzyszyły mu dwie dziewczynki w wieku 9 lat. Początkowo planował zabić tylko chłopca, ale bał się, że dziewczynki będą świadkami, ostatecznie zabił troje dzieci. Szokująca zbrodnia i może trudno ją zrozumieć, chora zawiść. W Chinach niestety status materialny jest istotnym wyznacznikiem w życiu. Jeśli ktoś gardzi drugim człowiekiem wskazując na to, że jest biedny, nie radzi sobie, nie ma dużego domu, nie jeździ nowym samochodem wówczas jest to bardzo poważna obelga. Zwykłe wyzwiska w Chinach nie są tak bolesne jak właśnie wyciąganie kwestii finansowych. Sam byłem świadkiem takich sytuacji. Wielu młodych Chińczyków pozoruje bogatszych niż są w rzeczywistości. Bez tego nawet rodzina nie szanowałyby ich. Nic jednak nie usprawiedliwia tak strszliwej zbrodni, zabić trójkę dzieci - bo sąsiad ma wyższy dom?! Chore...
Ostatnio prowincje Zhejiang i Fujian nawiedził tajfun, nawet dwa tajfuny. Z relacji naszych znajomych wynika, że ulewny deszcz i wichury trwały cały dzień i całą noc, wiatr z prędkością 150-200 km/h. Na początku mojego pobytu w Chinach też byłem świadkiem tajfunu. Nie było to przyjemne uczucie, zwłaszcza na 27-piętrze. Miałem wrażenie, że cały budynek skrzypi i ugina się od takiej nawałnicy. Co ciekawe wiele osób nie robi z tego tragedii. Może dlatego, że najczęściej pracują w fabrykach, mieszkają tam lub wynajmują mieszkania - tak więc nie tracą własnego dobytku. Może zabrzmi to absurdalnie, ale dla niektórych osób to nawet taka atrakcja. Praca w fabryce wstrzymana, wszędzie woda, wysyłają jedną osobę, która po pas w wodzie idzie po jakiś obiad. Ludzie po prostu czekają aż woda opadnie. Znajomy napisał mi, że teraz po mieście Ningbo pływają łodzią (zamiast autobusów), zabrzmiało to bardzo naturalnie, w stylu 'jest woda to pływamy łodzią' i napisał, że 'jutro powinno być lepiej'. Młodzi ludzie nie panikują i nie dramatyzują. Na pewno gorzej sytuacja wygląda gdzieś na wsi, gdzie ludzie tracą domy, dobytek, zwierzęta, pola uprawne... Na szczęście dzięki ostrzeżeniom meteorolgicznym i alarmom udało się część ludzi ewakuować, większość łodzi wróciła bezpiecznie do portów i nie było tak wielu ofiar tej nawałnicy.
Pamiętam, jak na początku obrażałem się, gdy ktoś na jakimś forum pisał, że miasto Shenzhen nie ma swojego charakteru, swojego klimatu. Tak jak teraz z perspektywy czasu, mieszkając tak długo w Shenzhen miałbym to oceniać to chyba jednak się z tym zgodzę. Niby w Shenzhen jest plaża DaMeiSha i XiaoMeiSha, niby jest taki stary targ Dongmeng (teraz już centra handlowe i markowe sklepy głównie), niby są te rejony nocnego życia jak Coco Park, Shekou czy Louhu, niby jest wszystko - nowoczesne centrum i wieżowce też... ale żadne z tych miejsc nie ma tego czegoś i to miasto jest jak wyjęte z gry SimCity. Drogi, główne arterie, domy handlowe, wieżowce, blokowiska, szkoły i szpitale, wszystko zaplanowane i zbudowane. Hong Kong czy Szanghaj są inne, tam warto być, bo czuje się ten unikalny klimat. W Hong Kongu miks kultur, piękna zatoka, zachwycające widoki z Victoria Peak, pyszna NaiCha (herbata z mlekiem na zimno), czy nocne targi i malutkie świątynie. W Szanghaju też piękna zatoka, zachwycające wieżowce z Perłą Orientu na czele, małe uliczki z zapachem pierożków chińskich i owoców morza, duże świątynie, muzea. Jedna nasza znajoma Chinka zawsze podkreśla, że w Shenzhen jest najlepiej, bo mieszkała jakiś czas w ZhuHai, Szanghaju i w Indonezji. Przyznam szczerze, że nie wiem czym ona się zachwyca. Shenzhen jest po prostu taką metropolią, do której nie ma potrzeby specjalnie wracać, no chyba, że się tam mieszka lub prowadzi interesy ;-).
Czytałem ostatnio na jakiejś polskiej stronie informacyjnej, że Chiny planują znieść (czy raczej zmienić) politykę jednego dziecka. Oczywiście specjaliści nie wymyślili tego, żeby po prostu rodziny były większe, żeby było wesoło w chińskich domach ;-). Chodzi oczywiście o aspekty ekonomiczne, społeczeństwo się starzeje, dopiero rozwijający się system emerytalny będzie przeciążony, zabraknie rąk do pracy zarówno w przemyśle jak też na roli. Posiadanie dwojga dzieci to wręcz przywilej bogatych ludzi gotowych płacić kary. Są też różne inne reguły, zależnie od rejonu, polityki społecznej itp. Pisałem o tym wcześniej. Oczywiście tej polityki tak łatwo nie zmienią, bo zapewnia im dobry przychód - te wszystkie oficjalne opłaty (kary finansowe) za drugie i kolejne dziecko, te łapówki, ogrom formalności przed planowaniem ciąży. Przeciętny urzędnik nie byłby szczęśliwy widząc, że ludzie mogą się po prostu rozmnażać bez jego ingerencji i bez jego zezwoleń. Przepraszam, że tak to piszę, ale w Chinach jeśli chodzi o ciąże, porody, dzieci - to urzędnicy i lekarze mają często bardzo rzeczowe podejście, dla nich to liczby, symbole, zapiski, a wszystko po to, żeby dobrze kontrolować zwykłą chińską rodzinę. To się pewnie zmieni pod presją specjalistów, którzy uświadomią rząd centralny, że na dłuższą metę ograniczenie urodzeń bardzo zaszkodzi przyszłości Chin. Z drugiej jednak strony nie mogą pozwolić, żeby jacyś biedni ludzie, kalecy, ludzie chorzy mieli wiele potomstwa - wiem brzmi to nazistowsko, ale tak właśnie jest w Kraju Środka. Zwykły człowiek nie ma tam wielu praw, wolności wyboru i decyzji nawet w sferach intymnych, a jakiś niepełnosprawny człowiek tym bardziej nie ma tam swoich praw. No chyba, że jest milionerem, wtedy może kupić przychylność władz lokalnych. Ale czy znacie wielu bogatych niepełnosprawnych Chińczyków? Ja nie, zwykle są żebrakami...
