Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Niedziela, 22 wrzesień 2013 godz. 15:28

Pamiętam, jak na początku obrażałem się, gdy ktoś na jakimś forum pisał, że miasto Shenzhen nie ma swojego charakteru, swojego klimatu. Tak jak teraz z perspektywy czasu, mieszkając tak długo w Shenzhen miałbym to oceniać to chyba jednak się z tym zgodzę. Niby w Shenzhen jest plaża DaMeiSha i XiaoMeiSha, niby jest taki stary targ Dongmeng (teraz już centra handlowe i markowe sklepy głównie), niby są te rejony nocnego życia jak Coco Park, Shekou czy Louhu, niby jest wszystko - nowoczesne centrum i wieżowce też... ale żadne z tych miejsc nie ma tego czegoś i to miasto jest jak wyjęte z gry SimCity. Drogi, główne arterie, domy handlowe, wieżowce, blokowiska, szkoły i szpitale, wszystko zaplanowane i zbudowane. Hong Kong czy Szanghaj są inne, tam warto być, bo czuje się ten unikalny klimat. W Hong Kongu miks kultur, piękna zatoka, zachwycające widoki z Victoria Peak, pyszna NaiCha (herbata z mlekiem na zimno), czy nocne targi i malutkie świątynie. W Szanghaju też piękna zatoka, zachwycające wieżowce z Perłą Orientu na czele, małe uliczki z zapachem pierożków chińskich i owoców morza, duże świątynie, muzea. Jedna nasza znajoma Chinka zawsze podkreśla, że w Shenzhen jest najlepiej, bo mieszkała jakiś czas w ZhuHai, Szanghaju i w Indonezji. Przyznam szczerze, że nie wiem czym ona się zachwyca. Shenzhen jest po prostu taką metropolią, do której nie ma potrzeby specjalnie wracać, no chyba, że się tam mieszka lub prowadzi interesy ;-).

Środa, 9 październik 2013 godz. 07:55

Ostatnio prowincje Zhejiang i Fujian nawiedził tajfun, nawet dwa tajfuny. Z relacji naszych znajomych wynika, że ulewny deszcz i wichury trwały cały dzień i całą noc, wiatr z prędkością 150-200 km/h. Na początku mojego pobytu w Chinach też byłem świadkiem tajfunu. Nie było to przyjemne uczucie, zwłaszcza na 27-piętrze. Miałem wrażenie, że cały budynek skrzypi i ugina się od takiej nawałnicy. Co ciekawe wiele osób nie robi z tego tragedii. Może dlatego, że najczęściej pracują w fabrykach, mieszkają tam lub wynajmują mieszkania - tak więc nie tracą własnego dobytku. Może zabrzmi to absurdalnie, ale dla niektórych osób to nawet taka atrakcja. Praca w fabryce wstrzymana, wszędzie woda, wysyłają jedną osobę, która po pas w wodzie idzie po jakiś obiad. Ludzie po prostu czekają aż woda opadnie. Znajomy napisał mi, że teraz po mieście Ningbo pływają łodzią (zamiast autobusów), zabrzmiało to bardzo naturalnie, w stylu 'jest woda to pływamy łodzią' i napisał, że 'jutro powinno być lepiej'. Młodzi ludzie nie panikują i nie dramatyzują. Na pewno gorzej sytuacja wygląda gdzieś na wsi, gdzie ludzie tracą domy, dobytek, zwierzęta, pola uprawne... Na szczęście dzięki ostrzeżeniom meteorolgicznym i alarmom udało się część ludzi ewakuować, większość łodzi wróciła bezpiecznie do portów i nie było tak wielu ofiar tej nawałnicy.

Sobota, 16 listopad 2013 godz. 09:00

Jakiś czas temu miałem okazję obserwować, jak gwałtownie zmieniają się wioski na przykład w prowincji Hunan. Wspominałem o tym wcześniej - wszystkie rodziny jak na rozkaz przebudowały swoje domy! Z małych wiejskich chatek wyrosły kamienice wysokości 3-4 pięter. Im wyższy dom - tym lepszy status rodziny, takie jest myślenie. Niestety prowadzi to czasami do tragedii. Dwóch zwaśnionych sąsiadów, jeden z nich Zhang usłyszał od drugiego, że nie ma prawa budować wyższego domu i że jest nieudacznikiem. Konflikt trwał jakiś czas, aż Zhang postanowił się zemścić. Porwał wnuczka swojego sąsiada, 8 letniego chłopca. Towarzyszyły mu dwie dziewczynki w wieku 9 lat. Początkowo planował zabić tylko chłopca, ale bał się, że dziewczynki będą świadkami, ostatecznie zabił troje dzieci. Szokująca zbrodnia i może trudno ją zrozumieć, chora zawiść. W Chinach niestety status materialny jest istotnym wyznacznikiem w życiu. Jeśli ktoś gardzi drugim człowiekiem wskazując na to, że jest biedny, nie radzi sobie, nie ma dużego domu, nie jeździ nowym samochodem wówczas jest to bardzo poważna obelga. Zwykłe wyzwiska w Chinach nie są tak bolesne jak właśnie wyciąganie kwestii finansowych. Sam byłem świadkiem takich sytuacji. Wielu młodych Chińczyków pozoruje bogatszych niż są w rzeczywistości. Bez tego nawet rodzina nie szanowałyby ich. Nic jednak nie usprawiedliwia tak strszliwej zbrodni, zabić trójkę dzieci - bo sąsiad ma wyższy dom?! Chore...

Czwartek, 21 listopad 2013 godz. 07:58

Mam kolejny dowód na to, że Chińczykom się coraz lepiej powodzi. Pamiętam, jak w 2005 roku kupowałem jakieś spodnie to często były za ciasne w pasie. Żartowałem, że w Chinach spodnie dla facetów są wcięte w talii. Mój znajomy Polak bardzo się z tego śmiał, ale takie były realia. Jeansy często ciasne w pasie lub nawet w udach, a dresy miały super-mocne gumki, tak że opinały brzuch. Nie jestem jakimś pasibrzuchem, ale ich odzież była naprawdę ciasna, na szczupłych, czy wręcz chudych chłopaków. Teraz jak obserwuję to się zmienia... spodnie są dostępne w większej gamie rozmiarów i już nikt ich tak ekstremalnie nie zawęża. Oczywiście nadal przeważają 'szczuplejsze' wersje, ale dostępne są także takie dla większych facetów. Patrząc na chińską młodzież ta tendencja się utrzyma, będzie zapotrzebowanie na odzież XL ;-).

Poniedziałek, 25 listopad 2013 godz. 21:29

Może trudno w to uwierzyć, ale 'sprzątanie mieszkania' to raczej obce pojęcie w Chinach. Zresztą wygląda to podobnie w przypadku biura, biurka itd. Nie ma po prostu zwyczaju sprzątania, układania rzeczy, odkładania na miejsce, wycierania kurzy, mało kto używa odkurzaczy. Oczywiście są ludzie, którzy bardziej dbają o czystość, są też fleje. Ogólnie jednak ludzie nie przywiązują takiej uwagi do czystości, jak u nas. Wynika to z prostego faktu: wiele osób pochodzi ze wsi, a tam życie jest skromne, czasem oprócz zwykłych stołów i krzeseł nie ma wielu mebli - więc gdzie wycierać kurze? Nie ma też pięknych podłóg tylko beton, klepiska. Po co odkurzacz? Mopy? Dopiero w mieście to się trochę zmienia, ale nie spotkałem jeszcze typowo chińskiej rodziny, która miałaby odkurzacz czy płyn do wycierania kurzy, mycia podłóg itd. Oczywiście są wyjątki, których może nie znam... Nie twierdzę, że Chińczycy nie dbają o czystość, tylko po prostu nie mają 'know-how' w kwestii porządków. Często też korzystają z pomocy sprzątaczek, firm sprzątających, bo te mają wiedzę, umiejętności i chemię, która działa cuda i chińskie mieszkania lśnią. Zdarza się też często, że jest gospodyni i otaczają ją warstwy kurzu, ogólny bałagan i tak jest w domu i na przykład w biurze, gdzie pracuje.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone