Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Dodałem dwa nowe filmy z Chin. Postaram się dodać więcej. Mam też sporo zaległych zdjęć, które zawsze odkładam w folderze do następnej publikacji i zwlekam z tym zbyt długo. Obiecuję poprawę ;-).
Doszedłem do wniosku, że w chińskich miastach można żyć lub ŻYĆ. Przetrwają tu zarówno biedni jak i bogaci. Żyć można w taki sposób, że pracuje się na budowach, sypia się na tych budowach i zarabia się niewiele. Nadal tych ludzi stać na warzywa, odrobinę mięsa, jakieś piwo, colę itp. Żyją, przetrwają za te 1000 RMB (około 500 PLN) miesięcznie - nie chodzą do kina, nie jadają w restauracjach. Ci którzy ŻYJĄ wydają 1000 RMB na jedną kolację i dwa razy tyle na dobrą zabawę w gronie znajomych w KTV czy na dyskotece. W Polsce są podobne skrajności, ale tutaj tacy ludzie obcują bardzo blisko siebie, praktycznie mijają się na ulicy. Ci w nowych BMW mijają tych, którzy jadą rowerem z makulaturą. Wychodzący z luksusowych restauracji spotykają żebraków. Bogaci biznesmeni zadają się z dziewczynami z KTV, które pojutrze nie będą już miały pieniędzy na śniadanie. Przykładów jest mnóstwo. Obie te grupy bogaci i biedni w jakimś sensie potrzebują siebie na wzajem.
Nasza znajoma Chinka dosyć długo szukała narzeczonego, pomagała jej w tym rodzina. Ostatecznie wybrała się na randki z jakimś wojskowym. Później sprawa przycichła, ale niedawno zdecydowali się zaręczyć i teraz planują ślub. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale... wojsko musi sprawdzić 'poprawnośc polityczną' dziewczyny. Problem w tym, że pracuje ona w japońskiej firmie, a to już może utrudnić karierę mundurową jej narzeczonego. Teoretycznie jedno z drugim nie ma nic wspólnego, no ale wojskowi powinni być 'nieskazitelnie czystymi' komunistami oddanymi ojczyźnie. Ta Chinka nie tylko pracuje u Japończyków, ale co gorsza nie jest zagorzałą nacjonalistką, wielką patriotką. Ma nawet bardziej liberalne poglądy, a jej rodzina miała też styczność ze światem zachodnim. Może teraz silne poglądy narzeczonego będą miały na nią jakiś wpływ? Poprawność polityczna w Chinach to bardzo ważna rzecz!
Dawno się nie odzywałem, po prostu sporo zajęć, codzienność... Teraz obowiązkowo piszę, bo przecież dzisiaj rozpoczął się Rok Węża, a zakończył całkiem dobry Rok Smoka. Nie będę już pisał o tradycjach, czy chińskiej 'wigilii', bo wcześniej o tym wspominałem. Warto wrócić do czerwonych kopert - 'hong bao'. Są to formy prezentów, jakie wręczają sobie Chińczycy w Nowy Rok. Jest to zdobiona czerwona koperta z pieniędzmi w środku. Kiedyś były to symboliczne kwoty, nawet 10-20 RMB. Teraz Chiny się wzbogaciły i zdarza się, że w dużych miastach ludzie wręczają sobie 2000-3000 RMB, a ponieważ banknot o najwyższej wartości to 100 RMB koperta jest już wtedy mocno wypchana. Zastanawiałem się ostatnio, skąd wzięła się ta tradycja. W okresie dynastii Qin starsi ludzie posługiwali się monetami z czerwoną przywieszką (sznurkiem), miały one odstraszać złe duchy i przynosić szczęście. Gdy wprowadzono powszechny druk sznurki zostały zastąpione właśnie czerwonymi kopertami. Obecnie jest to najważniejszy podarek noworoczny. Zwykle niczego na kopercie się nie pisze (są tam już ozdobne znaki 'szczęście', 'bogactwo' itp.), chociaż ja robiłem wyjątki, chciałem po prostu jasno wyrazić swoje życzenia. Obdarowany może wydać pieniądze wedle uznania i wręczający nie powinien pytać 'a na co to wydasz?'. Chińczycy są honorowi pod względem pieniędzy i często dochodzi do przepychanek, oddawania kopert, a w innych przypadkach ludzie 'przebijają się' - kto jest zamożniejszy i kto dał więcej. Taka tradycja...
Jaka to jest niesprawiedliwość. Chińczycy mają dwa nowe roki! Ten kalendarzowy teraz - dla nas ważniejszy, ale mamy tylko jeden dzień wolnego, a w Chinach mają 2-3 dni wolnego z tej okazji. 10 lutego rozpocznie się chiński nowy rok, wówczas mają zwykle 10-30 dni wolnego. Z drugiej jednak strony za bardzo nie mają urlopów, więc tego akurat im nie zazdroszczę ;-).
