Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W całych Chinach widać jak zwykle świąteczne dekoracje, chociaż Świąt Bożego Narodzenia oficjalnie nie ma. Warto za to wybrać się do Hong Kongu, tam atmosfera świąteczna jest bardziej widoczna, ze względu na dużą ilość Amerykanów i Europejczyków mieszkających na stałe w Hong Kongu. Wielu rodzimych mieszkańców Hong Kongu to także katolicy i protestanci. O ile w Chinach święta mają tylko wymiar komercyjny i są ciekawostką z zachodu, w Hong Kongu święta mają bardziej tradycyjny wymiar. Wpływa na to zapewne obecność kościołów, katolickich szkół itp. Oczywiście wymiar komercyjny jest też ogromny: promocje w marketach, elektronika, prezenty, pakowanie, markowa biżuteria, perfumy. Jest też doskonały okres handlowy - od naszych świąt aż do chińskiego nowego roku. W tym okresie do Hong Kongu przybywa wielu turystów, w tym także sąsiedzi z Chin kontynentalnych, którym coraz łatwiej przekroczyć granicę.
Wracając znowu do tematu kontroli narodzin, limitów urodzeń w Chinach. Mój znajomy powiedział mi, że teraz kara za drugie dziecko, córkę, która mu się urodziła wynosi TYLKO 200 TYSIĘCY RMB (około 100 tysięcy złotych). Nie wiem, czy już tą karę zapłacił, czy jej unika poprzez nie rejestrowanie noworodka, czy może szuka jakiś znajomości, a może już ją opłacił. Akurat jemu nie jest tak ciężko, jest managerem dużej firmy, dobrze zarabia, sporo podróżuje. Tylko pozazdrościć! Trochę już zwiedził Amerykę, Europę, nawet Afrykę. Sądziłem, że jego światopogląd jest bardziej obiektywny, ale jednak nie... Mimo takich kar za drugie dziecko stwierdził, że kocha Chiny i rząd jest w porządku. Nie wierzył moim doniesieniom z zagranicznej prasy o korupcji i fortunie byłego premiera Chin, powiedział, że to Ameryka chce ich zniszczyć, a on i tak bardzo lubi Wen Jiabao. Poprzednio pisałem o pewnej Carli, która podobnie jak on lubi rząd chiński i nie widzi w niczym problemu, nie ma cenzury, nie ma biedy czy niesprawiedliwości, jest doskonale... Wiadomo punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Im się powodzi, nie narzekają. Szkoda tylko, że nie dostrzegają losu innych Chińczyków...
Moja znajoma Chinka ma dwa mieszkania i dosyć długo próbowała wynająć to stare mieszkanie. Ktoś oferował jej 4200 RMB (około 2100 PLN), ale ona uparła się na 4500 RMB, różnica 150 PLN. Ostatecznie nie zgodziła się i chyba przez 3-4 miesiące nie mogła wynająć nikomu innemu. Niedawno trafiła się rodzina chętna wynająć ten lokal. Okazało się, że to bardzo bogaci ludzie, jeździli jakimiś wypasionymi autami wartymi miliony. Posiadali własne mieszkanie i nawet willę (jak na Chiny to już wyjątkowy luksus), byli też ponoć właścicielami fabryki. Mieszkanie mojej znajomej chcieli wynająć tylko i wyłącznie dlatego, że ich dziecko chodziło w pobliżu do prywatnej szkoły. Wynajęli, zapłacili depozyt i po paru dniach nagle zniknęli. Jak się okazało wielu ludzi poszukuje ich za długi. Wygląda na to, że ich życie i dobrobyt opierają się o wiele pożyczek i kredytów. Możliwe, że parę lat temu fabryka prosperowała doskonale i brali pieniądze na kolejne inwestycje, rozwój, własne przyjemności, nieruchomości i pojazdy... Ostatecznie kryzys czy mniejsze zamówienia spowodowały, że Eldorado się skończyło. Znam podobne historie z innych prowincji Chin. Fabryki albo bankrutowały, albo właśnie funkcjonowały na minimum. Wystarczy, że jakiś duży klient zrezygnuje z zamówień, albo że wzrosną ceny materiału czy zmieni się dostawca. W Chinach tak samo szybko jak rodzą się fortuny, tak samo szybko pojawiają się mega bankruci.
Jak widzę cały świat zainteresował się wyborami komunistycznych władz Chin. Jeszcze 10-20 lat temu taka informacja była prezentowana jako ciekawostka, a poważne twarze chińskich delegatów otoczonych narodowymi symbolami mogły wywoływać uśmiech, bo przecież to taka masowa propaganda jak w Korei Północnej. Teraz jednak wszyscy liczą się z Chinami i czekają na ostateczne decyzji, wybór najważniejszych liderów Kraju Środka. Nie powinno być niespodzianek, ci vice- obejmą stanowiska prezydenta i premiera, a ci odchodzący jak zwykle będą i tak nad wszystkim czuwać. Przeciętni Chińczycy jakoś się tym interesują, ale nie mają na te wybory żadnego wpływu, o tym decyduje partia komunistyczna, a raczej jej ścisłe grono vipów. Według mnie nic w Chinach się nie zmieni. Idea komunizmu pozostanie, a zmienią się tylko nazwiska. Już teraz Hu Jintao zapowiedział, że partia musi być wierna swoim ideałom: marksizm, teorie Mao Tse-tunga i Deng Xiao Pinga. W praktyce oznacza to: większy podział bogatych i biednych, doskonałe życie członków partii, ocean korupcji, ogromną niesprawiedliwość, cenzurę, karmienie ludzi propagandową papką przez media i zwykłym wyzyskiem. Na pewno program partii tego wszystkiego nie przewiduje, ale tak to już jest.
Ostatnio trochę zmieniłem zdanie o chińskiej służbie zdrowia. Znalazłem się w sytuacji, w której bardzo potrzebowałem pomocy lekarza i byłem im bardzo wdzięczny. W zupełnie innej mieścinie żona poprosiła boya hotelowego, żeby zaprowadził mnie do lekarza. Z jego pomocą i dzięki znajomości chińskiego dogadałem się jakoś z lekarką. Gardło mnie bolało i miałem już 39 stopni gorączki. Szybko przepisali mi antybiotyki i podłączyli jak zwykle pod kroplówki. Już psychicznie poczułem ulgę, a młoda lekarka osobiście sprawdzała mój stan i tłumaczyła mi, co mam dalej robić. Za pomoc wiele nie zapłaciłem, ale miałem wrażenie, że naprawdę się mną zajęli i okazli troskę. Pewnie dlatego, że jestem obcokrajowcem. Na szczęście ten szpital nie był zatłoczony i ostry dyżur działał bardzo sprawnie. W Shenzhen bywało, że czekaliśmy 30-40 minut na wstępną wizytę. Po ponad dwóch godzinach poczułem się lepiej. Niestety w nocy temperatura wróciła i na drugi dzień znowu spędziłem prawie trzy godziny na kroplówkach. Tego dnia też wszyscy przejęli się moim stanem od kilku pielęgniarek po dwie lekarki. Jak widać w Chinach też jest wielu przyzwoitych ludzi, którzy z powołania pracują w służbie zdrowia i chcą pomagać innym.
