Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Niedziela, 7 październik 2012 godz. 20:45

W Chinach nic nie dzieje się bez wiedzy i za zgodą partii komunistycznej. Jeśli ktoś myśli, że anty-japońskie protesty są spontaniczne, zorganizowane przez młodych Chińczyków to się myli. Wszystko to jest doskonale kontrolowane. Doszliśmy z żoną do wniosku, że władze doskonale to wszystko planują. W TV lecą cały czas reportaże, jak to Japonia kradnie wyspy. W internecie na forach odezwy, namawianie do anty-japońskich protestów. Przecież internet i wszystkie media są całkowicie kontrolowane przez władzę. To oni tak naprawdę decydują, jakie informacje są dostępne, a jaki ukryte/zablokowane. Do tego dochodzą smsy, sam taki dostałem, coś w stylu: "Duch patriotyczny jest ważny, ale pamiętajmy o bezpieczeństwie i dobrym zachowaniu w czasie protestów". Poza tym jak już dojdzie do takiego protestu - przecież jest to doskonały trening dla armii, policji i wszelkich służb mundurowych. Znają swoje zadania, swoje lokalizacje, panują nad tysięcznym tłumem, wiedzą jakie procedury uruchomić, gdy protest wymknie się spod kontroli. Czy jeśli ci sami lub inni ludzie staną ramię w ramię przeciwko chińskiej władzy, czy mają szanse? Raczej nie, bo służby sobie doskonale z tym poradzą. Mam wrażenie, że Chiny to taki wielki balon nienawiści, frustracji, rozczarowań i ludzkich cierpień. Takie drobne protesty pozwalają się grupom i jednostkom wyszaleć, wyszumieć, zniszczyć japońskie auta, sklepy i restauracje. Tym sposobem władza upuszcza odrobinę ciśnienia z tego balonu, ale jak długo? Grupa inteligentnych i świadomych ludzi też staje się większa, a oni wiedzą, że tu nie chodzi o Japonię, ale wewnętrzne problemy Chin. Co z nimi zrobią? Czy dojdzie do rewolucji?

Niedziela, 16 wrzesień 2012 godz. 14:28

Usłyszałem od znajomego Chińczyka, że w miejscowości Xi'an doszło do poważnych protestów i zamieszek anty-japońskich. Ponoć są ofiary śmiertelne. Oczywiście władze szybko usunęły wszelkie informacje na ten temat z internetu. W Shenzhen dzisiaj też zorganizowano różne protesty przeciw Japonii. Oczywiście wielu Chińczyków nie daje się wplątać w te polityczne rozgrywki i ignoruje takie inicjatywy. Niektórzy mają też świadomość, że władza 'odgrzewa' tą nienawiść do Japończyków, żeby odwrócić uwagę od bieżących wewnętrznych problemów Kraju Środka. Sam widziałem, jak restauracja z Sushi dla własnego bezpieczeństwa zamknęła interes, zasłoniła logo i wywiesiła transparent, że wspierają Chińczyków. Zrobili to bardziej z obaw o własny lokal niż z przekonań. Inny kolega musi teraz uważać, gdzie parkuje swoją Toyotę. Dziwny ten konflikt, niby anty-japoński, ale to Chińczycy kłócą się między sobą.

Piątek, 14 wrzesień 2012 godz. 13:30

Znowu odgrzano nienawiść do Japończyków i wszystkiego co japońskie. Wszystko przez konfilkt terytorialny o Wyspy Paracelskie. Chiny zwiększyły swoją aktywność w tym rejonie - wysyłając rybaków, wojsko, tworząc prefekturę, struktury militarne i administracyjne. Mniejsze państwa tego rejonu przedstawiły swoje roszczenia wobec tych wysp. Najsilniej protestuje Japonia, która wysłała również swoją marynarkę i lotnictwo. Teraz zamierza "kupić" jedną z wysp. Konflikt już odbija się na nastrojach społecznych w Chinach: nienawiść, protesty, niszczenie japońskich aut, demolowanie japońskich restauracji itp. Nawet taksówkarz w prowincji Hunan pytał ostatnio skąd jestem i odpowiedział: "Polaków lubimy tak, nie lubimy Japończyków". Całe społeczeństwo jest nakręcone anty-japońsko. Newsy w TV i gazetach cały czas podnoszą atmosferę napięcia i pompują balon konfliktu. Biura podróży zwróciły pieniądze i dla zasady odwołały wszelkie wyjazdy do Japonii. Ludzie zrezygnowali z zakupu japońskich aut i elektroniki. Całą swoją agresję i frustrację kierują przeciwko Japonii. Ale tak naprawdę, co posiadania takiej wyspy zmienia w życiu zwykłego Chińczyka? Czy będzie mu łatwiej, może jedynie będzie więcej ryb ;-). Czy stanieją mieszkania? Pewnie nie... Czy w pracy nie będzie musiał siedzieć do 20 w nocy? Też nie... Czy jego żona będzie szczęśliwsza? Na pewno nie... Nie będzie korków na ulicach i zniknie smog w miastach? Oj, chyba nie... Jest to po prostu takie nakręcanie spirali nienawiście chińsko-japońskiej. Odwracanie uwagi społeczeństwa od wewnętrznych problemów Chin. Odkąd mieszkam w Chinach zdarzało się to już kilka razy. Rząd chiński powinien powiedzieć: "Dobrze, że jest Japonia, zawsze jest na kogo zwalić wszystkie winy. Dziękujemy!".

Sobota, 8 wrzesień 2012 godz. 04:37

W Chinach zaczyna panować taka mania posiadania. Masz mieszkanie 75 m2, czemu nie kupisz mieszkania 115 m2? Masz jeden samochód - kup drugi! Masz żonę, stać cię też na dwie utrzymanki. Klasa średnia jest po prostu coraz bogatsza i chce pokazać, że stać ich na pewne dobra materialne w większych ilościach czy rozmiarach niż jest im to potrzebne nawet. Najbardziej banalne jest to, że z jednej strony pokazują swój dobrobyt, a z drugiej nadal żyją w prosty sposób. Mają jeden garnek i jedną patelnię, starą lodówkę, nie jeżdżą na wakacje - bo nie mają zbytnio urlopów, mają wielkie telewizory - ale brak czasu by oglądać tv. Jedyne co robią dla rozrywki to chodzenie po wielkich domach handlowych, czasem kino. Nie wiedzą, jak cieszyć się życiem. Nie mają swoich hobby, ograniczają ich przepisy wizowe - nie mogą tak po prostu podróżować i nie mają tyle wolnego czasu. Egzystują w pewnej matni pracy, ograniczonego czasu i pieniędzy. Coraz częściej ich życie staje się puste i banalne.

Czwartek, 6 wrzesień 2012 godz. 09:52

Widziałem ostatnio jak pewien Chińczyk podjechał taksówką z Hong Kongu do granicy z Shenzhen i cały pojazd załadował pieluszkami Pampers. Pamiętam, że przez aferę z mlekiem setki tysięcy Chińczyków zaopatrywały się w mleko niemowlaków w Hong Kongu właśnie, bo tam bezpieczniej i zdrowiej. Ale żeby problem dotyczył pieluszek też? Może po prostu ktoś wozi je dla zysku, odsprzedaje, albo rozprowadza wśród znajomych, bo dla jednego dziecka tylu Pampersów o jednakowym rozmiarze to nikt nie potrzebuje. A może mają bliźniaki? Nie wiem, ale taksówka śmiesznie wyglądała, bagażnik, miejsce obok kierowcy i kanapa z tyłu - wszystko w Pampersach. W Chinach oczywiście te wyroby są też dostępne - może inna jakość? Chociaż z własnego doświadczenia rodzicielskiego powiem, że te chińskie nie są złe.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone