Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Wtorek, 3 sierpień 2010 godz. 11:58

Asystentka mojej żony umawia się ostatnio na randki z jakimś wojskowym. Spotkania zostały zaaranżowane przez matkę dziewczyny i siostrę tego wojskowego. Powiedziałem ostatnio, że jak to jest chiński wojskowy to może mieć trochę wyprany mózg. Moja żona powiedziała mi, że on sam się do tego przyznał. Powiedział, że Amerykanie, Anglicy mają problemy psychiczne po wojnach w Iraku, czy Afganistanie, były przecież serie samobójstw, depresji. Ten Chińczyk powiedział, że ich żołnierz nigdy nie ma z tym problemu. Oni mają tak wyprane mózgi, są poddani tak silnej propagandzie przez kilkanaście lat, że zawsze wierzą, iż działają w słusznej sprawie. Gdyby wysłali go do tłumienia jakiś zamieszek, czy strajku to bez problemu zabijaliby bezbronnych ludzi. Jak to ujął: dla nich to tylko jak jakaś blokada drogi, którą trzeba zniszczyć. Fajne chłopaki! Już teraz wiem, jak sobie radzą z Ujgurami i Tybetańczykami.

Wtorek, 3 sierpień 2010 godz. 12:20

Poprzedni wpis przypomina mi jeszcze jedną wypowiedź... mój znajomy, który radzi sobie bardzo dobrze, jest szefem biura firmy farmaceutycznej. Ma żonę, niedawno urodziło im się dziecko, kupił już mieszkanie w dosyć przyjaznym otoczeniu jak na Chiny i ma już prywatny samochód (tak jakby służbowy mu w czymś przeszkadzał). Otóż ostatnio na kolacji powiedział, że co mogą zrobić Chińczycy? Nic! Przecież nie staną przeciwko armii, nie mają broni, czołgów. Mogą tylko zgadzać się z władzą i wszystko akceptować, jak to ujął muszą się dostosować do chińskich warunków! Od razu przypomniał mi się Tian An Men. Ten znajomy stwierdził, że skoro jest jedna, komunistyczna partia w Chinach to nic sie nie zmieni. Nie do końca podzielamy jego opinię, bo w ten sposób 40-milionowa mafia pod szyldem partii komunistycznej wykorzystuje miliard ludzi. Ci ludzie zawsze będą potulni, posłuszni, nie mają żadnych praw, czy przywilejów, tylko obowiązki wobec ojczyzny. Oczywiście ogromnej grupie ludzi, którym się powodzi nie zależy wcale na zmianach w Chinach, na sprawiedliwości, prawach człowieka, równości i praworządności. To są dla nich pojęcia obce, ważne, że zarabiają pieniądze w legalny lub nielegalny sposób. Jak widać jest duża grupa ludzi, którzy nie potrzebują i nie chcą zmian, a już na pewno nie pójdą na barykady, aby walczyć o zmiany w Państwie Środka.

Piątek, 13 sierpień 2010 godz. 06:26

Ciągle słyszymy o rozwoju Chin, o wielkiej potędze gospodarczej. Prawda jest taka, że Kraj Środka to wielki smok na drewnianych nóżkach. Nie jest to wcale kraj, który się rozwija, który jest potęgą. Większość statystyk i danych jest zakłamana! Rząd manipuluje liczbami, ma też wpływ na zagraniczne opinie o Chinach. Gdyby Chiny były taką wielką potęgą na ulicach nie byłoby żebraków, wszyscy Chińczycy mieliby równy i nieograniczony dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, rozwój kraju byłby wyrównany, jednolity i dotyczyłby wszystkich grup i klas społecznych, istniałby system emerytur i ubezpieczeń, pomoc socjalna. W tej chwili żaden robotnik czy rolnik nie ma prawa głosu, nie mają prawa zakładać żadnych organizacji czy związków, nikt nie dba o ich interesy czy prawa. Partia komunistyczna kontroluje każdy aspekt życia! Klasa średnia jest ściśle zależna od władzy i naiwne są oceny, że bogaci Chińczycy doprowadzą do demokracji. Nadal istnieje wiele firm, które przynoszą straty, ale te straty są pokrywane z pieniędzy z banków, banki są państwowe, więc partia decyduje o przepływie środków finansowych. Wiele firm funkcjonuje w oparciu o kredyty, których często nie muszą spłacać. Różnice będę pokrywane z pieniędzy państwowych, te same pieniądze są wykorzystawane na podróże, obiady i kolacje, rozrywkę, bary, masaże, prostytutki... Wiele państwowych firm nie musi wcale przejmować się ujemnym bilansem. Wszystkie dane są zakłamane, a niektóre wręcz ukryte. Oczywiście przybywa bogatych ludzi, ale zwykle są oni bezpośrednio lub pośrednio powiązani z partią. Cały czas funkcjonowanie tego państwa oparte jest o wyzysk miliarda ludzi przez kilka milionów. Cały sukces polega na tym, aby tą armię ludzi wykorzystywać, manipulować nimi, przedstawiać im każdy błąd jako sukces partii, aby tacy ludzie nigdy wiele nie oczekiwali, ale dawali wiele od siebie poprzez ciężką pracę, aby po prostu dawali się wykorzystywać. Jak narazie to wszystko funkcjonuje dosyć sprawnie dzięki propagandzie i cenzurze. I tak tworzy się niby-wielka gospodarka.

Niedziela, 15 sierpień 2010 godz. 06:45

Od tego roku żałoby narodowe stały się bardzo popularne w Chinach. Czasem mam wrażenie, że podpatrzyli to w Polsce po śmierci Jana Pawła II, po katastrofie rządowego samolotu... dzisiaj jest właśnie dzień żałoby w Kraju Środka. Większość stron WWW jest czarno-biała, w telewizji wstrzymano wiele rozrywkowych kanałów, nie ma filmów na żądanie, telewizja pokazuje dramat ludzi. Żałoba to narzędzie marketingowe komunistycznego rządu. Doskonale scala naród, można im łatwo wyprać mózgi, manipulować masą, a także odwrócić uwagę od innych problemów. Nie można przecież władzy winić za katastrofy naturalne?! Można za to wykorzystać tą tragedię do marketingu i propagandy. Zobaczcie: rząd współczuje, rząd dba o zwykłych obywateli, rząd wam pomaga, wspiera was, władza wysyła wojsko i sprzęt by wszystkim pomóc. Obowiązkowo wszystko musi być sfilmowane i na okrągło pokazywane w telewizji. Przeciętny obywatel Chin kupuje te bajki bardzo szybko. Ufa władzy, wierzy w ich pomoc i 'dobre serce'. Ciekawe, że kilka lat wcześniej nigdy nie liczyli ofiar i nic ich nie obchodziło. Teraz widzą, jak wielką siłę ma narodowa żałoba. Szkoda tylko, że ofiary traktują jako narządzia swojego propagadowego show!

Sobota, 21 sierpień 2010 godz. 06:48

Wczoraj znowu przekonałem się, jak chińska władza kocha swoich obywateli. Jechałem na kolarzówce główną trasą w Shenzhen. Po chwili zobaczyłem, że na każdym skrzyżowaniu stoi kilku policjantów, domyśliłem się, że będzie jechała jakaś kolumna rządowa, pojazdy VIPów. Na trasę wjechało dwóch wystrojonych policjantów na motorach. Jeden z nich podjechał do mnie po dwóch kilometrach i przez głośnik mówił, żebym zjechał z drogi. Nie bardzo go posłuchałem, a on odjechał. Dwa skrzyżowania później zagęściło się od policji i się zatrzymałem. Niektórzy w mundurach, inni po cywilnemu, tajniacko. Dwóch mundurowych powiedziało, żebym się przesunął dosłownie o 20cm, z pobocza bliżej chodnika. Ok, po chwili się przesunąłem. Dwie minuty później zmienili koncepcję i kazali się wszystkim usunąć jeszcze dalej. Gliniarz klepną mnie po plecach i mówi "Solli, solli". No to się przesunąłem jeszcze dalej i przygotowałem się do powitania konwoju komunistycznych wieprzy. Gdy wjechały policyjne motory, terenowe Mitsubishi, i busy z VIPami zacząłem do nich machać dla żartu. Najpierw tak normalnie, otwartą dłonią, a później środkowym palcem. Gliny raczej tego nie zrozumiały, ale i tak podszedł jeden tajniak i mnie zasłaniał, pokazywał, żebym nie machał do nich. A ja krzyczałem i machałem "welcome in Shenzhen". Miałem z tego niezły ubaw i tym sposobem przeszedłem do opozycji. Nienawidzę tych grubych komunistycznych świń! Nienawidzę tego całego wyzysku i niesprawiedliwości, mam dość tej propagadny i cenzury. A jeszcze bardziej wkurza mnie, jak mnie policja zatrzymuje przy fajnej jeździe, miałem przyjemny wiatr w plecy, jechałem 40-45 km/h. Skoro władza twierdzi, że Chińczycy tak ich kochają, czemu nie pozwolą im podejść bliżej, rzucać kwiaty, machać i pozdrawiać wszystkich? Prawda jest taka, że ta władza ma za zadanie tylko zastraszać i kontrolować tych ludzi. Jak tylko kolumna zniknęła to wszyscy policjanci dosłownie rozpłynęli się w powietrzu. Nie widziałem prawie żadnego mundurowego później na tej trasie. Jak widać mają spore rezerwy do ochrony VIPów i rozpędzania zamieszek, zabezpieczania imprez masowych.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone