Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Kupiłem Chiński National Geographic, bo był dodatek specjalny historyczne zdjęcia z Szanghaju - ze względu na obecne Expo 2010. Zdjęcia bardzo ciekawe, dodatek też, ale główne pismo tragedia! Na 14 początkowych stron 8 poświęcono reklamie samochodów! Oczywiście na kolejnych podobnie, co druga, co trzecia strona to reklama samochodu, albo jedna strona, albo cała rozkładówka. BMW zrobiło sobie nawet dodatkowe zakładki i grubsze kartki, żeby się otwierało koniecznie na tej reklamie - poświęcono na nią 6 stron. Na samym początku w National Geographic poczytamy o Audi, Skodzie, Hyundaiu, BMW, Hondzie... Pismo sprawia wrażenie magazynu "Auto Świat". Pierwsze dwie strony to reklamy samochodów - gdyby nie okładka to ciężko w ogóle stwierdzić co to za pismo. Chiny mają nasrane na punkcie motoryzacji teraz. Prawo jazdy robią masowo - w autach nauki jazdy siedzą uczeń, instruktor i z tyłu trzech kolejnych kursantów. Nie wiem, jak to funkcjonuje, czy mają masowo się uczyć, czy jeden jedzie, a reszta ćwiczy teorię?! Oni naprawdę powariowali, a Niemcy, Amerykanie, Koreańczycy i Japończycy robią tu teraz świetny biznes. Na świecie kryzys, gorsza sprzedaż nowych aut, rynek przepełniony używanymi autami, a w Państwie Środka czekają w kolejkach na nowe pojazdy. Z młodego pokolenia nie znam już nikogo, kto nie kupiłby auta, albo przynajmniej nie planowałby kupić jak najszybciej. Okropne korki w miastach, ale oni niczym się nie przejmują, lubią siedzieć w spalinach i marnować godzinę albo dwie na powrót do domu. Metrem zajęłoby to pół godziny! Ale taki jest "Chinese dream", żeby mieć mieszkanie, ładną żonę, dziecko i samochód.
Znalazłem kolejne potwierdzenie, że Chiny to państwo policyjne. Foto Reutersa, dzieci w prowincji Henan ubrane w mundury policji drogowej! Szok! Nie wiem dokładnie dlaczego, pewnie chodzi o jakieś przedstawienie albo musztrę. W Chinach, już w szkołach podstawowych mają musztry, szkolenie wojskowe. Taka propaganda, dyscyplina ma silny wpływ na młodych ludzi. Po pierwsze uczą się szacunku do mundurowych, czują dystans, boją się władzy (armii, policji), wiedzą, że nie mają prawa dyskutować z przedstawicielami władzy. Po drugie kochają swój kraj, są oddanymi patriotami, ufają rządowi, gotowi są oddać życie za Chiny. Dla nas to oczywiście przykre pranie mózgu, dla Chin to po prostu kolejne szkolenie wiernych patriotów, którzy nigdy nie sprzeciwią się temu systemowi. I tak to wszystko funkcjonuje od lat w Chinach.
Latam sporo chińskimi samolotami i muszę przyznać, że jest coraz gorzej jeśli chodzi o obsługę, jakość usług, podejście do pasażerów czy punktualność. W tej chwili 20-30 minut opóźnienia to już standard. Kiedyś myślałem, że dotyczy to tylko dużych lotnisk i zależy od pogody, ale teraz już wiem, że nie ma reguły. Już nawet nie zwracam na to uwagi, siedzę sobie w samolocie i coś czytam, kiedyś się tym irytowałem. Zdarza się, że obsługa samolotu nie wspomina nawet o godzinnym opóźnieniu. Czasami dziękują za wyrozumiałość, ale rzadko kiedy przepraszają! Zależnie od linii pasażerowie są różnie traktowani, ale ogólnie coraz gorzej, bo przecież nawet jeśli obrazi się 200 osób, to nadal w przyszłości linie będą miały miliony klientów. Pasażerów są tysiące. Lecąc nawet do małych miasteczek mam komplet współpasażerów. Jak obok mam jedno wolne miejsce to jest po prostu święto! Nie wiem, jak z bagażami, bo nigdy ich nie nadaję, ale chyba raczej nie ma tu większych problemów. Jakość samolotów jest ok, głównie nowe Airbusy i Boeingi, rzadziej MD-83, raz leciałem starszym MD-83 i miałem naprawdę stracha! Nie podoba mi się ta konstrukcja z silnikami z tyłu, czytałem też o wielu wypadkach tych samolotów. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo lotów, wyszkolenie pilotów jest bardzo dobrze - jak na tyle lotów, miliony pasażerów nie kojarzę żadnej poważniejszej katastrofy w Kraju Środka. Największy problem to jednak opóźnienia i czasami zamieszanie przy jakiś międzylądowaniach. Zaobserwowałem też, że stewardesy są milsze dla obcokrajowców niż Chińczyków. Zdarza się, że do Chińczyka podniosą głos, zapytają o coś do picia w niezbyt uprzejmy sposób, czy zignorują jakieś pytania chińskiego pasażera. Obcokrajowców traktują życzliwiej, mają więcej wyrozumiałości i poświęcają im więcej czasu. Ostatnio w autobusie lotniskowym jechałem z jakimiś Polakami, później na lotnisku się rozdzieliliśmy, a po godzinie siedzieli obok mnie w tym samym samolocie, nie był to bynajmniej jakiś popularny kierunek lotu, nie był to lot międzynarodowy, tylko lokalny lot w Chinach! Naprawdę ciekawy zbieg okoliczności, świat jest mały.
Na naszym osiedlu pojawiła się ochrona przedszkola. Przed wejściem pojawiło się trzech policjantów: jeden oficer, jeden posterunkowy i gość z China Security. Posterunkowy miał taki metalowy pręt do odpychania niebezpiecznych osób. Przypomnę, że przedszkola w Chinach są zagrożone - wczoraj kolejny morderca zaatakował dzieci w Shaanxi, zabił w sumie dziewięć osób, w tym siedmioro dzieci. Był to już szósty taki atak w Chinach (poprzednio w różnych prowincjach). Możliwe, że władza zaniża liczby ofiar poprzednich ataków. Ludzie krytykują rząd, który obstawia się armią i policją, a nie potrafi ochronić bezbronnych, malutkich dzieci! Kim są mordercy? Trudno powiedzieć jednoznacznie... nie są typowymi psychopatami. Są to najczęściej sfrustrowani mężczyźni w średnim wieku, odosobnieni, nienawidzący innych, może zmęczeni życiem, tym całym systemem. A może wpływa też na to nierównowaga płci, jest zbyt wielu samotnych mężczyzn, którzy nie mają partnerki, tym samym nie będą mieli rodziny. Może to powoduje w nich jakąś skrajną wręcz nienawiść do dzieci, do rodziny, do chińskiego społeczeństwa? Gdyby to był jeden przypadek można by to nazwać atakiem szaleńca. Ale sześć takich tragicznych wydarzeń? Czyżby w Chinach pojawiły się już grupy szaleńców? Mimo wszystko winna jest władza, a chińskie społeczeństwo nie potrafi tego głośno powiedzieć, zaprotestować, domagać się wyjaśnień, skutecznej prewencji! Czy nie powinni zapewnić ochrony po pierwszym czy drugim ataku? Musieli czekać tak długo? Przeciętny chiński policjant nic nie robi! Absolutnie nic! Spisuje jakieś durne raporty, nigdy nie zajmuje się przestępstwami, jeśli nie ma jakiegoś odgórnego rozkazu, pilnuje swoich interesów, łapówek, ochrania prostytutki, kluby nocne, szkodzi tym, którzy komuś podpadli. Powiedziałbym, że to taka mafia w mundurach. Większość oficerów to otyli faceci dbający o własny byt, nie znają honoru, a sprawiedliwość to już w ogóle obce słowo. Tych policjantów są miliony, ale ich na co dzień nie widać. Teraz wyszli przed bramy przedszkoli. Nie mogli tego robić wcześniej? Czym byli tak zajęci? Swoimi sprawami! Swoimi interesami, łapówkami, układami. Policja to taka instytucja, którą rząd aktywuje, gdy ma kłopoty. Gdy obywatel ma kłopoty może iść do znajomego, do kolegi, pożyczyć pieniądze, wynająć kogoś do ochrony czy zemsty, bo policja nigdy niczym się nie zajmie, jeśli nie ma w tym interesu dla siebie.
W Chinach powoli zmienia się nastawienie młodych ludzi do otaczającego ich świata. Ludzie urodzeni w latach 70-tych to zwykle osoby ciężko pracujące, edukacja wymagała wielu poświęceń, żyli i pracowali w trudnych warunkach i nie wszyscy mieli okazję zdobyć wyższe wykształcenie. Doceniają swoich rodziców, szanują ich, rodziców, którzy ciężko pracowali, uczyli ich dyscypliny i traktowali swoje dzieci jako szansę na lepszą przyszłość, bezpieczną starość. Są to bardziej wartościowi ludzie, ambitni. Młodzież z lat 80-tych jest również ambitna, ale w większości są to jedynacy/jedynaczki, tak więc niekiedy są większymi egoistami. Edukacje uzyskali łatwiej, nie żyli w tak trudnych czasach i wykształcenie było już praktycznie standardem dla nich, system szkolnictwa też się już wtedy zmienił. Ich rodzice też mieli szanse lepszego życia, większego zarobku. Problem jednak w tym, że ludzie urodzeni w latach 80-tych czasami nie traktują pracy zbyt poważnie. Część z nich przywyknęła do tego, że mogą liczyć na pomoc rodziców, zwłaszcza w dużych miastach. Młodzież urodzona w latach 90-tych to często rozpuszczone dzieciaki (zwłaszcza w dużych miastach). Rodzice zapewnili im już wszystko, nawet mieszkania i samochody! Nie znają pojęcia głodu, przesiadują w McDonaldach i Starbucksach wydając kieszonkowe od rodziców. Często rodzice nie mają dla nich czasu, rozwodzą się, są zajęci pracę, biznesem, zarabianiem dużych pieniędzy. Niektórzy wręcz wysyłają dzieci do sławnych szkół z internatem i widują się z nimi raz na rok. Dla tych dzieci najważniejsze są rzeczy materialne: laptopy, telefony, gadżety elektroniczne. Uwielbiają imprezy, alkohol, próbują narkotyków, chcą żyć jak w Ameryce! Imponuje im głupota! Nie szanują już tak bardzo rodziców, bo często wychowują je nianie i gosposie. Rodzice stają się chodzącą skarbonką, która ma spełniać wszystkie życzenia. A że ich rodzice i dziadkowie mieli trudniejsze życie - to chcą oczywiście spełnić wszelkie zachcianki wnuczków i dzieci, po prostu rozpuszczają ich! Ogólnie można ten schemat odnieść do całego świata, ale pewne uwarunkowania są jednak typowe tylko dla Kraju Środka. Sam mając do czyeniania z ludźmi z tych różnych przedziałów wiekowych stwierdzam, że ludzie z lat 70-tych i wczesnych 80-tych mają więcej oleju w głowie i są bardziej wartościowi. Oczywiście nie mogę generalizować, bo są wyjątki. Mimo wszystko nowe pokolenie w Chinach staje się dosyć materialne, powierzchowne. Bardziej interesuje ich rozrywka, wczesny seks, niż dobre wykształcenie i przyzwoita praca. Problem w tym, że już na starcie mają wszystko i zwykłe życie ich nudzi! Ich starsi koledzy nie mieli tak łatwo i na wszystko zapracowali sami.
