Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Przykro patrzeć, jak cały świat robi interesy z Chinami, a Polacy prawie nic nie potrafią sprzedać w Kraju Środka. W wielkim markecie, który oferuje różne produkty importowane znalazłem ciastka w czekoladzie z Polski. Był to jeden, jedyny wyrób z naszego kraju! Najzabawniejsze jest to, że polski wyrób był importowany przez Tajwan. Bo oczywiście Polacy nie potrafią bezpośrednio dogadać się z Chińczykami. Przecież Chiny to taki mały rynek zbytu, tylko miliard ludzi, po co mamy tam coś sprzedawać?! Bez sensu, strata czasu! A nasz rząd zajmuje się Tybetem, Dalejlamą, prawami człowieka, bojkotowaniem olimpiady i karą śmierci. A wszystkie inne kraje na świecie po prostu robią tu interesy i takie 'humanitarne' tematy ich nie interesują. Półki w marketach uginają się do amerykańskich soków, niemieckich ogórków, francuskich czekolad, szwajcarskich serów, hiszpańskich win... ceny kosmiczne! Oczywiście nie wszyscy kupują takie wyroby, ale Chińczycy się bogacą i stać ich na różne przysmaki spoza Chin. Jest też coraz więcej obcokrajowców, którzy takie wyroby kupują na co dzień. Ale my oczywiście tego rynku nie dostrzegamy!
Wracając jeszcze do tematu pożywienia - odwiedzając jakiś czas temu fabrykę w Jiangsu oglądałem ciekawą scenę. Robotnicy siedzieli obok wielkiej ubrudzonej smarem maszyny do obróbki metalowych form i gotowali sobie zupkę. W tym rejonie Chin obiad je się zwykle bardzo wcześnie, nawet o 11 godzinie. Robotnicy mieli mają, przenośną kuchenkę gazową, siedzieli w kółeczku i wrzucali różne przysmaki do gorącego wywaru. Naprawdę ciekawa scena! Taka sytuacja przypomina mi znowu, jak istotny jest posiłek w Kraju Środka.
Chińczycy coraz częściej zaniedbują swoje zwyczaje 'jedzeniowe'. Dotyczy to zwykle młodych, samotnych Chińczyków w dużych miastach. Obiady i kolacje to bardzo istotne elementy życia w Chinach, wynika to z ich kultury, historii. Wygląda to inaczej w rodzinnych domach, gdzie w południe szykuje się wielki obiad złożony z conajmniej 3-4 dań (zielone warzywa, ryba, mięso, tofu, lekkie zupy). Nie jest to żadne święto - tak wygląda posiłek w Chinach. W wielkich metropoliach młode pokolenie coraz częściej zaniedbuje te zwyczaje. Nie mają czasu albo nie potrafią nic zdrowego ugotować. Zamawiają posiłki z małych restauracji, albo nawet straganów, jest to koszt około 5-10 PLN. Coraz częściej jadają kolacje w KFC czy McDonaldzie. Wszystko to oczywiście wpływa na pogorszenie stanu zdrowia. Widać coraz więcej młodych, otyłych Chińczyków. Niektóre nowobogackie rodziny nie potrafią niczego ugotować i bazują na umiejętnościach gosposi, albo jadają w restauracjach. W weekendy szpitale są przepełnione młodymi ludźmi, którzy w ciągu tygodnia są zbyt zapracowani, by odwiedzić lekarza. Zła dieta, stres, przemęczenie, ciągłe nadgodziny, brak ruchu - wszystko to wpływa na pogorszenie stanu zdrowia młodych ludzi w Chinach. Odbiegają oni od tradycyjnego trybu życia (zdrowe chińskie jedzenie, więcej ruchu - kungfu, taiji, badminton) i coraz bardziej kierują się w stronę zachodu (szybkie jedzenie, kawa, samochody, przesiadywanie przed telewizorem). Może nie jest jeszcze tak źle, ale coraz to młodsze pokolenia są po prostu coraz bardziej leniwe i ospałe.
W Szanghaju trwają przygotowania do Expo 2010. Ostatnio mogłem osobiście zaobserwować zmiany. W okolicach YuYuan (Huangpu) zburzono stare kamienice (prezentowałem zdjęcia tych budynków) i w tym samym miejscu zbudowano nowe budynki w podobnym stylu. W Pudong w okolicy najwyższych drapaczy chmur powstają nowe biurowce, drogi, pomosty dla pieszych. Pojawiły się też dosyć nietypowe budynki w stylu neoklasycznym. Remontują właśnie Świątynię Nefrytowego Buddy (Jade Buddha Temple - YuFo Si). Powstaje nowy dworzec autobusowy, ogrmony plac budowy. Przebudowano też promenadę i nadal trwają pracę na głównej ulicy Zhongshan Lu (WaiTan). Zostało niewiele czasu, dlatego prace trwają dzień i noc. Pamiętam, gdy mój rodzinny Wrocław był rozczarowany, że nie wygraliśmy Expo 2010! Będąc jednak kilkanaście razy w Szanghaju, obserwując zmiany, postęp, przebudowę tego miasta - z przykrością muszę stwierdzić, że jesteśmy bardzo daleko z tyłu. Oczywiście Wrocław ma swój urok, ale do Szanghaju nie mamy się co równać.
Czytałem właśnie takie ciekawostki o średniowieczu w Europie i doszedłem do wniosku, że w Chinach w wielu aspektach nadal trwa takie średniowiecze. W średniowieczu niemowlaki nie nosiły ubrań, w Chinach też często są nagie, albo mają sławny otwór (bez pieluszek), aby w każdej chwili załatwić swoje sprawy. Ostatnio kobieta wzięła nawet takie dziecko do góry i pozwoliła mu sikać na kubeł - działo się to w szpitalu (tak jakby nie było tam ubikacji). To samo oglądałem już na stacji metra, po co iść do wc, jak jest śmietnik?! W średniowieczu żebracy łamali dzieciom ręce i nogi, w Chinach robią to do dzisiaj, a kilkadziesiąt lat temu była to wręcz standardowa procedura. Im bardziej zniekształcony człowiek - tym większe współczucie winien wzbudzać i tym samym przynosić większy zysk z jałmużnej. W średniowieczu najważniejsze było, aby przetrwać dzień, aby się najeść, ogrzać, wyspać... takie podstawowe fizjologiczne potrzeby. Najważniejszą sprawą dla Chińczyka do dzisiaj jest obiad i kolacja, a po obiadku dobrze sobie pospać - nawet na skwerku, na chodniku, czy na ławce w parku. W średniowieczu zawsze potępiano kobiety, za czary, za zdrady, za ciąże... W Chinach jest podobnie, niechciana ciąża to problem kobiety, zdrada kobiety jest nie do zaakceptowania, ale mężczyzna może chodzić do karaoke, na masaż i utrzymywać kochanki. W średniowieczu najważniejszy był Bóg, wszystko było podporządkowane religii. W Chinach Bóg czy Budda nie odgrywa takiej roli, ale przewodniczący Mao do dziś jest bogiem. W XX wieku wszystko było podporządkowane komunizmowi i partii. W średniowieczu wiedza była wręcz zakazana, do niedawna w Chinach było wielu analfabetów, a ludzie nadal mają ograniczone pojęcie o świecie, głównie przez cenzurowanie mediów, książek i filmów. Wygląda na to, że ja po prostu obserwuję i doświadczam średniowiecza XXI wieku!
