Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Coraz więcej ludzi dochodzi do wniosku, że w Chinach najtrudniej się dogadać po angielsku. Wielu podróżników, biznesmenów czy studentów ma zawsze problemy na ulicy, w sklepach, w pociągach czy w autobusach. Niektórzy mają szczęście, że spotkają kogoś młodego, wykształconego i wówczas mogą się lepiej lub gorzej porozumieć po angielsku. Pamiętam, jak kiedyś oglądałem amerykański program w stylu reality-show: "Wyścig dookoła Świata". Para zawodników w ogóle nie mogła dogadać się z taksówkarzem (czasem nawet chiński adres nie pomaga w znalezieniu właściwego miejsca). Amerykanie byli wściekli, a taksówkarz nie rozumiał ani słowa! Ostatecznie się poddali, polegli w Chinach, odprawili taksówkę i wyrzucili plecaki krzycząc "freaking China". Sam zaobserwowałem, że w Indonezji, czy na Tajlandii spora grupa ludzi mówi po angielsku. Zdarza się, że w Afryce też można się bez problemu porozumieć. Chiny to jednak wyjątek! Zadziwia mnie tylko ilość szkół angielskiego, kursy, prywatni nauczyciele, książki, DVD, multimedia, księgarnie językowe - zastanawiam się, gdzie są efekty tego nauczania!
W chińskich miastach jest tak wszystko dobrze przemyślane, zaplanowane, zbudowane, jak w grze Sim City. Po sąsiedzku są salony samochodowe, nauka jazdy i od razu budują duży szpital dla przyszłych kierowców i ofiar wypadków... jak wszystko dobrze rozplanowane? Żarty, żartami, ale ślepych, niedouczonych kierowców przybywa w Chinach z dnia na dzień. Jest to chyba jedyny kraj w którym teraz sprzedaje się najwięcej nowych samochodów i żadna przyzwoita marka nie ignoruje targów w Chinach. Drogi są doskonałe, samochody bardzo przyzwoite, a ich umięjętności - brak słów.
Wyczytałem ostatnio, że w 2010 roku pewien polski zespół disco-polo szykuje trasę koncertową po Chinach! Z całym szacunkiem dla tego zespołu i tej muzyki, ale czy to jest wszystko, co polska kultura ma do zaoferowania w Państwie Środka? Melodyjne przyśpiewki pewnie dobrze się tu sprzedadzą, ale Polska z tego powodu sławna nie będzie. Już chętniej widziałbym tutaj jakiś popowy lub rockowy zespół, który w Polsce jest teraz na topie. Nawet polski hip-hop byłby tu ciekawszy niż odgrzewane przeboje weselne z lat 90-tych. Tym bardziej, że w Chinach na weselach nawet się nie tańczy!
Życie we wiadrze... czasami spotykam w autobusach miejskich takich robotników. Młode małżeństwa, prości ludzie ze wsi, którzy przenoszą się z jednej budowy na drugą. Ich cały dobytek stanowi pościel poskładana w kostkę, zwinięta kołdra. Nie mają zwykle żadnych bagaży, czy plecaków - wszystkie drobiazgi trzymają we wiadrze. Jest tam mydło, ręczniki, wieszaki, odzież, czasem jakieś garnuszki, naczynia, kubki. Żyją w wielkich miastach, ale nie jadają w żadnych restauracjach, nie chodzą na dyskoteki, nie sypiają w hotelach. Pracują na budowach, budują luksusowe hotele, ogromne szpitale, czy zachwycające centra handlowe - żadne z tych miejsc nie będzie przeznaczone dla nich samych. Zawsze nocują w prostych barakach na terenie budowy, pieniądze wysyłają do rodziny na wsi. Starają się utrzymać pracę, ale gdyby zabrakło zajęć na budowie to nie są w stanie przetrwać w takim mieście, wrócą na wieś.
"Chińcyki trzymają się mocno!" - potwierdzam to zdanie z "Wesela" Wyspiańskiego. Media podają, że Państwo Środka inwestuje coraz bardziej w edukację, rozwój, nowe technologie. Mam wrażenie, że etap kopiowania mają już za sobą i teraz przestawiają się na etap wynalazków, innowacji, zmian, usprawnień. Wielu Chińczyków studiujących za granicą wraca do Chin, bo tutaj mają zagwarantowaną dobrą pracę i płacę (poza tym tęskniliby za chińskim jedzeniem - może to żart, ale to dla nich też istotny argument). Pomimo kryzysu kupują nowe auta na potęgę, importowane BMW, Audi, Porsche, Mercedesy - modele, które w Polsce znamy tylko z katalogów samochodowych. Centra handlowe są przepłnione ludźmi w każdy wieczór, a już szczególnie w weekendy. Chińczycy często jadają w restauracjach, przesiadają w barach i karaoke, odwiedzają fryzjerów, salony masażu, SPA. Po prostu korzystają z zarobionych pieniędzy. Yuan jest cały czas w obrocie. Nikt nie zamyka się w domu i nie trzyma oszczędności w skarbonce, to nie jest ich mentalność. Oni uwielbiają pokazywać się z pieniędzmi, trzymają pliki setek w kieszeniach, kłócą się, kto prędzej zapłaci rachunek. Oczywiście nie dotyczy to całych Chin, ale jest duża grupa ludzi, która napędza tą gospodarkę i pcha cały kraj do przodu! Niektórzy robią to pewnie nieświadomie, inni świadomie. Wydaje mi się jednak, że przyszłe pokolenia Europejczyków, Amerykanów mogą się obawiać presji i potęgi Chin.
