Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Piątek, 30 październik 2009 godz. 01:46

Byłem świadkiem nietypowej sytuacji. W małym prowincjonalnym miasteczku, w prowincji Zhejiang. Scena rozegrała się w cztero-gwiazdkowym hotelu. W holu zobaczyliśmy około piętnastu policjantów i jedną policjantkę. Weszli spokojnie na piętro, gdzie jest klub karaoke (zabawa i dziewczyny do towarzystwa). Po 10 minutach wyszli z hotelu z czterema młodymi dziewczynami. Rozmawiali przed wejściem. Pojawiła się ich opiekunka z klubu i jakiś gość, wyraźnie podirytowany, że zabrali te dziewczyny (inne nadal tam siedziały). Próbowali gdzieś dzwonić, coś wyjaśniać. Dziewczyny miały obojętne miny. Okazało się, że ostatecznie policjanci je zabrali. Co ciekawe pojechali małymi samochodzikami, bez tablic rejestracyjnych. Tak jakby policjanci zajmowali się czymś po służbie. A przyjechało ich tylu, żeby ewentualnie wyciągnąć dziewczyny siłą. Nie było wśród nich żadnego oficera, sami posterunkowi. Wynika z tego, że po prostu zabrali te dziewczyny dla jakiegoś komendanta, albo dygnitarzy, którzy się nudzą. Może też dziewczyny komuś wcześniej podpadły, ale to mało prawdopodobne. Policja tutaj jest na pewno ponad prawem. Mogą te dziewczyny zgwałcić, zabić (to czarny scenariusz) i w zasadzie nikt nic w tej sprawie nie może zrobić. Mogą je aresztować, odesłać do domu, albo zaproponować na jedną noc jakimś lokalnym dygnitarzom, którzy szukali wrażeń. Najgorsze jest to, że policja miała poważne miny i niezbyt dobre intencje. Gdyby robili to oficjalnie przyjechaliby z jakimś oficerem radiowozem, tutaj był wysłany taki policyjny gang w chińskich mikrobusach bez żadnych oznaczeń. I tak to jest z władzą w Państwie Środka - najlepiej nie wchodzić im w drogę.

Środa, 14 październik 2009 godz. 04:03

W Chinach, ludzie, którzy pracują w tak zwanej "budżetówce", czyli wszyscy urzędnicy, wojskowi, policjanci, a także dziennikarze (pełna kontrola nad mediami), czy pracownicy przemysłu energetycznego, inżynierowie, kontrolerzy... wszyscy ci pracownicy zwykle nie są zbyt zajęci, a otrzymują bardzo wysokie pensje. Już kilka razy spotkałem młodych ludzi, którzy mieli do czynienia z takim systemem pracy: zaczynają pracę kiedy chcą, bez pośpiechu, siedzą - piją herbatkę, czytają gazety, wykonują jakiś jeden raport, czy napiszą kilka zdań, 90% czasu w biurze to czas wolny. Ludzie, którzy mają chociaż odrobinę ambicji uciekają z takich miejsc. Nie chcą tych pieniędzy, nie chcą bezczynnie siedzieć. Mój znajomy uciekł z firmy zajmującej się paliwami do japońskiej korporacji, handluje podzespołami elektronicznymi, jest ambitny, ciężko pracuje, próbuje się rozwijać. On jest może wyjątkiem, ale jest cała armia ludzi, którym pasuje przesiadywanie w urzędach państwowych, uczestniczą w tym systemie, są trybikiem tej wielkiej zakłamanej machiny i w sumie im to bardzo odpowiada. Poza tym są "nietykalni", koneksje, układy, stanowiska pozwalają im wysyłać dzieci na studia za granicę, unikać odpowiedzialności za przestępstwa czy wypadki, korzystać z wielu przywilejów (samochody, paliwo, hotele, masaże, łapówki, prezenty, ubezpieczenia, mieszkania), a nawet posyłać swoich wrogów do więzienia, czy po prostu utrudniać życie innym ludziom, którzy stanęli na ich drodze. Zastanawiam się właśnie, jaki jest odsetek tych ludzi w całym społeczeństwie? Jeśli jest to wielka grupa (a domyślam się, że tak jest) to ci ludzie nigdy nie pozwolą zniszczyć czy zmienić tego systemu.

Sobota, 10 październik 2009 godz. 16:16

I tak jak mówiłem, Chińczycy olali ten mecz tenisowy! Pokazali jakieś fragmenty z dekoracji, gdy na podium była Chińska zawodniczka i udzielała wywiadu. Wtedy aż dwa programy TV to transmitowały. Jak można nie pokazywać półfinału imprezy, której jest się organizatorem? Bardzo interesujące... Na finał już nawet nie czekam, niech w Chinach rządzi polityka i propaganda, precz ze sportem! Jeśli już to niech wygrywają Chińczycy i niech ich pięknie telewizja prezentuje, jako bohaterów narodowych.

Sobota, 10 październik 2009 godz. 12:30

Tenisem się za bardzo nie interesuję, ale dokładnie teraz, w tym czasie w półfinałach China Open 2009 gra Agnieszka Radwańska. Nie mam pojęcia dlaczego żaden program TV w Chinach tego nie pokazuje?! Przecież impreza odbywa się w Chinach? Kraj Środka zawsze faworyzuje swoich reprezentantów. Jeśli impreza nie dotyczy Chińczyków, a odbywa się tutaj, to przecież nie jest istotne kto z kim gra i kto wygra? Drugi powód takiego postępowania to oczywście względy polityczne. O Polsce mówi się mało. Gospodarczo dla Chińczyków to praktycznie żaden partner. Mały kraj, który popiera Tybet, Tajwan, organizuje spotkania z Dalejlamą, walczy o prawa człowieka, krytykuje otwarcie Chiny, bojkotuje Olimpiadę. W odpowiedzi - na temat Polski i Polaków należy milczeć. Żadnych newsów, żadnych sukcesów, osiągnięć. Polka gra z Francuzką, a Francja też Chinom podpadła rok temu - bojkot Carrefoura, wojna słowna z merem Paryża i tak samo spotkanie Dalejlamy. Możliwe, że będzie jakaś transmisja (albo fragmenty), ale jak narazie to leci "Dziennik" - na wszystkich pięćdziesięciu kanałach, jak prać mózgi to raz a porządnie!

Czwartek, 1 październik 2009 godz. 03:29

Dzisiaj 60-ta rocznica odzyskania niepodległości w Chinach. Piękna i wielka parada wojskowa w Pekinie, domyślam się, że miasto jest sparaliżowane. Zamknięte główne ulice, kontrole bagażu, opuszczone budynki otaczające plac Tian An Men. Dla Chińczyków to bardzo ważne święto. Sam miałem okazję uczestniczyć (i oczywiście robić zdjęcia) w lokalnych obchodach i przedstawieniu poświęconemu świętu niepodległości. Nie trudno zaobserwować dumę narodową, poczucie jedności, patriotyzm, które to uczucia są w pewnym sensie podsycone propagandą, ale nawet bez tej propagandy wielu Chińczyków kocha swoją ojczyznę. Pomijając komunizm myślę, że możemy im trochę zazdrościć tego poczucia wspólnoty, siły i dumy narodowej. Mimo wszystko życzę im, aby kolejne lata przyniosły więcej swobód, aby ludzie mieli prawa, nie tylko obowiązki, aby mieli świadomość wartości swojego życia i pracy, aby niczego nie musieli poświęcać i wyrzekać się przyjemności. A moje największe życzenie, żeby w końcu pokolenie ludzi zakochanych w Mao i ogłupionych propagandą, zostało zastąpione młodymi, wykształconymi i świadomymi Chińczykami, którzy odmienią losy swojego narodu i nigdy za ten naród nie będę się wstydzić. Ps. I żeby zdjęli w końcu ten portret i zmielini banknoty! ZhongGuo WanSui!!!

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone