Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Przeciętni Chińczycy nie mają wielu przyjemności w życiu. Ludzie, którzy mieszkają w wielkich metropoliach nie mają prawie żadnych rozrywek. Pamiętam, jak kiedyś znajoma żony, jej mąż i dzieci zachwycali się po przejściu przez centrum miasta (taki deptak przy urzędzie miejskim, księgarnia i centrum młodzieżowe). Dla nich to była świetna rozrywka weekendowa. Tak po prostu - spacer po mieście?! W Chinach nie ma tak, jak w Polsce, że można sobie pojechać do lasu, na piknik, na ryby, na spacer, pojeździć w spokoju i ciszy na rowerze, popływać kajakiem itp. Takich rozrywek nie ma, w ogóle żeby wyjechać poza miasto potrzeba 1-2 godziny i wcale niczego ciekawego się tam nie znajdzie. Pola, fabryki, brudne rzeki i jeziora, żadnych lasów, żadnej zieleni. Nawet jeśli jest jakiś fragment naturalnego krajobrazu to zwykle odcięty od świata (może to i lepiej). Zwykle każda autostrada, linia kolejowa jest ograniczona barierami, płotami. Ludzie nie mogą tak po prostu zatrzymać auto, czy wysiąść z pociągu i pójść sobie do lasu czy w góry. Jeśli już - to Chińczycy chodzą w takie sławne i udeptane miejsca, gdzie czeka się w kolejce. Już pisałem o tym, że czekałem w kolejce na szlaku górskim, żeby przejść między skałkami. Nigdzie, dosłownie nigdzie nie ma spokoju, prywatności, ciszy. Byłem w 10 prowincjach Chin i nigdzie nie czułem, że obcuję z naturą, jestem sam, słucham powiewu wiatru i śpiewu ptaków. Tutaj nawet w góry jedzie się autobusami z wycieczką, możliwie jak najdalej, jak najwyżej, żeby się nie nachodzić czasem. Zresztą co to za przyjemność iść w 200 osób w góry? Nie ma mowy też o żadnych wycieczkach rowerowych (wariacki ruch uliczny, ciągłe trąbienie), woda jak już pisałem brudna, nie ma już czystych jezior czy rzek, nigdy nie widziałem by ktoś się tam kąpał (może tylko w jakiś odległych wioskach). Baseny - zatłoczone, setki ludzi. Kina - ceny nieco wyższe niż w Polsce. Filharmonie, opera - ceny zabójcze, ale przy tej populacji chętni się zawsze znajdą, nawet gdy bilety kosztują 500 PLN. Większość rodzin po prostu spędza weekend w domu, przed telewizorem, czasem w zatłoczonych parkach, czasami jadą na zakupy i zachwycają się własnym autem (stojąc w kilometrowych korkach), a tutaj korki nie wyglądają tak jak w Polsce. Gdy stoją już samochody - to stoją na 4-5 pasach, tysiące aut, wyobrażacie sobie ten zapach spalin i temperaturę, gdy na zewnątrz jest 30-35 stopni? Chińczycy naprawdę nie mają wielu okazji by spędzać przyjemnie czas. Najgorsze jest to, że nie wiedzą nawet, jak ludzie potrafią wypoczywać w Europie, te sjesty w Hiszpanii, Grecji, w Polsce niektórzy ludzie kończą pracę o godzinie 15-16, wolne weekendy, przesiadywanie w ogródku, na działce, wycieczki rowerowe... Tutaj to praktycznie niemożliwe. Po prostu żal mi ich! Takie życie nie ma smaku.
Pamiętacie może scenę z filmu "Poszukiwany, poszukiwana", gdy inżynier planował przy makiecie zagospodarowanie przestrzenne miasta i przeszkodziło mu jezioro, powiedział: "A nie dobrze, to budynek niech sobie stoi, a jezioro damy tutaj". Banalne i zabawne, ale nie w Chinach. Proszę sobie wyobrazić, że tutaj faktycznie zasypuje się jeziora! A gdy jest potrzeba wykopuje się je w innym miejscu. Był dwa lata temu taki dziki park, jezioro, drobni rybacy coś tam łowili w sieciach. Był to taki łącznik między dwoma dystryktami miasta. Teraz tego jeziora już nie ma (albo przynajmniej jego części), zieleń została wykarczowana i powstaje tam wielkie osiedle. Na pewno mieszkania będą drogie, bo gwarantują widok na morze i Hong Kong (syfiaste morze, gdzie nie ma plaży i nikt się nie kąpie, ale liczy się widok). Idiotyzm wyjątkowy! Wyciąć jakieś 5 kilometrów lasu, zasypać jezioro i budować, budować, budować. Podobna sytuacja w samym centrum miasta, jest tam taki duży park podzielony na trzy części, pomiędzy tymi częściami oczywiście zakorkowane ulice. Mały fragment tego parku stanowił lasek drzewek liczi, uroczy staw, kilka pawilonów, ławeczki... Teraz - staw zasypany do połowy, ławeczek nie ma, pawiliony zburzone. Trwa jakaś budowa, albo droga, albo kolejne biurowce, czy mieszkania. Chińskie miasta za kilkadziesiąt lat będą wyglądały jak w animacji WALL-E. Syf, zanieczyszczone powietrze, góry śmieci, wieżowce, mieszkania, żadnej zieleni. Co to za zieleń, gdy wycina się las, zasypuje jezioro, niweluje góry, buduje się stu tysięczne osiedle i wstawia kilka kęp trawy, pięć drzewek i donice z kwiatami? Głupiście ludzie, oj głupiś! Za sto lat będziecie tego wszystkiego żałować i zapłacicie za to najwyższą cenę - zdrowie i życie!
Polska to bardzo ciekawy kraj. Zapraszamy chińską delegację, która ma wspomóc PKP Cargo, a w tym samym czasie Polskę wizytuje też Delejlama. I ja się pytam, gdzie tu jest dyplomacja? Wszystkie kraje, które goszczą przywódcę Tybetańczyków są później na minusie u Chińczyków, tak jak ostatnio Francja. Może przeciętny Polak nawet o tym nie myśli i cieszy się, że popieramy Tybet. Tylko co nam ten Tybet da? Zainwestuje w PKP Cargo? Ciekawe... Chińska dyplomacja na pewno odnotuje tą wizytę i w ich rankingu spadnie o kolejne kilka pozycji, o ile już nie jesteśmy na dnie. No bo kim jest Polska dla Chin? Poza kilkoma branżami nie ma większego importu z Polski, nie jesteśmy też mocarstwem, które na potęgę wykupuje chińskie produkty. Jesteśmy dla nich nikim. Mowa oczywiście o władzach Kraju Środka, bo przeciętni Chińczycy są dosyć życzliwi i przyjaźni dla nas. Oczywiście o ile nie wiedzą o wizytach Dalejlamy. Moja znajoma Chinka powiedziała wprost, że go nienawidzi i jak z tym dyskutować?
Coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której chińskie rodziny żyją w pewnym sensie rozbite. Dotyczy to zamożniejszych mężów i ojców. Chińczycy od razu po ślubie starają się o potomstwo, jest to już taka tradycja. Jak nie ma dziecka to od razu wszyscy się dopytują, żartują, ingerują i pospieszają młodych małżonków. Tak więc szybko pojawia się dziecko, czasem kolejne, zwykle jedno (polityka jednego dziecka i kary finansowe za kolejne, na przykład w Shenzhen około 90000 PLN). Problem w tym, że faceci traktują to dziecko tak, jakby należało tylko do matki i teściowej. To kobiety mają się nim zająć. W tym czasie Chińczycy pracują w swoich firmach, często w innym mieście. Ostatnio w fabryce mebli - właściciel powiedział mi, że ma mieszkanie w Guangzhou (a jego fabryka jest 2 godz. drogi z Guangzhou), powiedział, że odwiedza od czasu do czasu żonę z dzieckiem. Inny, nawet w tym samym mieście ma firmę i dom, ale ze względu na spotkania biznesowe, imprezy karaoke spędza w domu 3-4 noce w ciągu tygodnia. Mąż mojej znajomej, który ma 8-miesięczną córeczkę spędza z nimi 60-dni w ciągu roku. Praktycznie cały rok pracuje poza domem, jest inżynierem elektrykiem. Może problem Chinek polega na tym, że są bardzo wierne i oddane mężowi? Oni wiedzą doskonale, że nic im nie grozi, żony, konkubiny przywyknęły oczekiwać swoich mężczyzn nawet latami. Mężowie za to chodzą na kolacje, do barów, salonów masażu - a tam pokus ku zdradzie jest wiele. Jak widać wygląda to bardzo szowinistycznie i niesprawiedliwie dla kobiet! Żenimy się, robię ci dziecko - dziecko to twój problem, nie musimy za często razem sypiać, ja mam teraz swoją pracę i inne rozrywki. Oczywiście w Polsce bywa podobnie, ale jednak ludzie mieszkają razem, starają się być razem. Tutaj mężczyzna zawsze dystansuje żonę.
Nietypowe wydarzenie miało miejsce w wielkiej firmie FOXCONN (okolice Shenzhen), która produkuje oryginalne iPhony i znane konsole do gier. Okazało się, że innowacyjna próbka, nowy model iPhone zaginął po wysyłce z fabryki do USA. Firma przeprowadziła dochodzenie w wyniku którego jedna osoba (25 letni pracownik) popełniła samobójstwo. Taka jest oficjalna wersja. Plotka głosi, że może został pobity przez ochronę w czasie jakiegoś przesłuchania, może był podejrzany o kradzież, szpiegostwo przemysłowe... W pewnym sensie firma Apple ma ręce zbroczone tą krwią. Przeklęte iShit. Najbardziej dziwią mnie ludzie, którzy gotowi są zapłacić 2000 PLN za takie byle gówno, produkowane w Chinach. Może podzespoły są przyzwoite, ale koszt produkcji? Czy ktoś o tym myśli? Mamy takiego iPoda (wygrany na loterii), często się wiesza, nie mówiąc już o chorym sposobie kopiowania plików. Zadziwia mnie to, jak bardzo ludzie ufają tej marce, kupcie sobie chińskie mp4, funkcje te same, a cena 10x niższa. No tak, ale no-name mp4 nie da się poszpanować. Musi być logo iShit.
