Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Piątek, 10 lipiec 2009 godz. 01:35

Chińczycy (Han) są już wściekli na 'zachodnie media', szczególnie niemieckie gazety i portale internetowe. Wkurza ich, że to oni są pokazani jako agresorzy w walkach ulicznych w Urumqi. Nie podoba im się, że reporterzy prezentują jedną stronę medalu. Ze zdjęć, które widziałem w AFP i Reuters też mam wrażenie, że to Chińczycy Han mszczą się teraz na Ujgurach. Wściekłe grupy Hanów, z pałkami, toporami, łopatami, kolczugami... Wiem, jak bardzo Chińczycy potrafią być zacietrzewieni, zagniewani na cały świat. Za parę miesięcy walki z ich ulic przeniosą się na wojnę medialną z zachodem. To tak jakby rozdzielać kłócących się małżonków. Ktoś obcy się w to wcina i później i żona, i mąż atakują postronną osobę. Tak samo jest w Chinach, najpierw walczą między sobą, a później atak przenosi się na Japonię, Francję, USA czy Niemcy... Zawsze znajdą winnego na kuli ziemskiej, ale sami są w porządku, bez skazy. A to że zarąbali kilkaset osób na ulicy, skopali kogoś na śmierć, bo w grupie raźniej - to już jest wymysł zachodnich mediów! A zdjęcia AFP i Reutersa są pewnie robione w Adobe Photoshop CS2, bo przecież Chińczycy są święci! Pamiętajcie o tym! Kiedy oni dorosną, przyznają się do błędów, przeproszą za winy i pozbędą się swojej małostkowości i rasizmu? Chyba nigdy, niestety...

Czwartek, 9 lipiec 2009 godz. 04:23

W Polsce mamy pojęcie biurokracja, ale to jest nic w porównaniu z Chinami! Znajoma przenosi meldunek (w Chinach nie można tak po prostu zmieniać miejsca zamieszkania, a raczej urodzenia, wielu ludzi zapisanych jest w szkołach, gdzie się uczyli w dzieciństwie). Aby zmienić miejsce zamieszkania na miasto, gdzie pracuje ponad 7 lat musi przygotować takie dokumenty: ubezpieczenie, dwa dowody tożsamości, świadectwo szkolne, potwierdzenie wyższego wykształcenia, potwierdzenie - że wyższe wykształcenie jest prawdziwe, dokumenty z firmy, zaświadczenie o byciu bezrobotnym z jej rodzinnego miasta (absurd!), świadectwo zdrowia, potwierdzenie że nie jest w ciąży, paszport męża i jeszcze kilka innych dokumentów, które trudno nazwać. Na koniec jeden dokument został odrzucony, bo pięczątka nie była we właściwym miejscu. Komunistyczna biurokracja jest chora! Wszystko zapoczątkował Mao, który wypychał ludzi z miast na wieś, aby tam pracowali w kolektywie, a do miast sprowadzał wieśniaków, by wykonywali najgorsze prace. Teraz miasta są bogate i za bardzo nie chcą nowych obywateli, co roku jest limit przyjęcia nowych meldunków. Tym sposobem w 12-milionowym mieście, są 2-miliony prawdziwych, zarejestrowanych obywateli. A ja ostatnio musiałem przepisać formularz wizowy, bo mój długopis nie był wystarczająco gruby (musi być czarny i był, ale jednak nie ta grubość). W chińskich urzędach pracują miliony ludzi, zwykle zajmują się pierdołami, mają dwugodzinne przerwy na obiad, dostają wielkie łapówki, a jeśli ich nie dostają to czepiają się pieczątek, kolorów długopisów i wielkości literek.

Wtorek, 7 lipiec 2009 godz. 15:58

Zaledwie miesiąc temu Chińczycy (Han) podziwiali występy taneczne Ujgurów w czasie Targów Kultury w Shenzhen... a teraz w stolicy prowincji XinJiang, obie nacje walczą między sobą. Zamieszki rozpoczęły się od tajemniczej śmierci jakiegoś Ujgura na południu Chin, wówczas ludzie domagali się sprawiedliwości i wyjaśnień. To oczywiście tylko jeden powód. Głównie chodzi chyba jednak o wzajemną nienawiść. XinJiang to zupełnie inna kultura, religia - islam, inny język, inna pisownia, ci ludzie mają nawet inne imiona niż typowi Chińczycy. Oczywiście wersja chińskich mediów jest taka, że chodzi o zamieszki sprowokowane z zagranicy przez Światowy Kongres Ujgurski. To ludzie z XinJiang rozpoczęli ataki i próbowali mściś się na Hanach. Z tego, co słyszałem w polskich mediach - dzisiaj Hanowie próbowali odwetu na Ujgurach. Nie wiem, jaka jest prawda, ale to zamieszanie na pewno znowu zaszkodzi Chinom (tak jak walki w Tybecie). Możliwe, że Ujgurzy po prostu zaatakowali Hanów w przypływie nienawiści, która była spotęgowana przez kogoś z zewnątrz. Z założenia jednak świat i wszystkie media będą zawsze przeciwko Chinom. Trudno powiedzieć, kto ma tutaj rację, ale mimo wszystko, ktoś zabił 156 osób. W Chinach to tylko cyfry, bez większego znaczenia jak zwykle!

Czwartek, 2 lipiec 2009 godz. 04:39

Michael Jacskon nigdy nie dał żadnego koncertu w Chinach, jednakże był w Chinach kontynentalnych. W roku 1987 przebywając na wakacjach w Hong Kongu przekroczył granicę i odwiedził miasteczko Zhongshan, wioski Yongmo i Cuiheng. Wizytował też rezydencję i szkołę Sun Yat-Sena. Najwyraźniej Michael miał świadomość, kto był rzeczywiście mądrym politykiem w Chinach. Też miałem okazję odwiedzić to miasto i pomnik Sun Yat-Sena, nie mam jednak pojęcia, dlaczego Jackson wybrał to miejsce. Mimo, iż nigdy nie miał tu żadnego koncertu był bardzo popularny. Dla wielu młodych Chińczyków lata 90-te to pewna odwilż, kontakt z kulturą zachodnią, a muzyka i teledyski Jacksona były pierwszymi utworami z zachodu, które pojawiały się w chińskiej telewizji. Stał się symbolem muzyki pop, tańca, szaleństwa... był prawdziwym idolem w Kraju Środka. Do dzisiaj wielu Chińczyków ma fryzury w stylu Jacskona z lat 90-tych, wcale się nie naśmiewam! Wydaje mi się, że jego wygląd miał wpływ na ich modę. Nadal popularne są tutaj biał skarpetki + czarne mokasyny, obcisłe kurtki, ciasne spodnie... Był symbolem kogoś, kto jest cool, jest z Ameryki, jest piosenkarzem i doskonałym tancerzem, to po prostu idol doskonały w Chinach!

Środa, 1 lipiec 2009 godz. 15:22

W Chinach popularne są pasty do zębów o smaku zielonej herbaty. Dzisiaj trafiła mi się nawet o smaku chryzantem i herbaty, piękna kombinacja. Tak sobie myślę, może to jest jakiś ukłon w kierunku przewodniczącego Mao, który przecież nigdy zębów nie mył, tylko je płukał zieloną herbatą? Samo zdrowie...

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone