Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Wczoraj wyszedłem na trasę szybkiego ruchu podziwiać pochodnię. Myślałem, że jestem cwany i wszedłem na most, prostopadła droga nad ulicą, gdzie miała biec sztafeta. Po 5 minutach zjawili się policjanci i przegonili najpierw kilku Chińczyków. Później do mnie... mówię, że tylko chcę zrobić zdjęcie (miejsce idealne, ulica jak na dłoni). Lekki opór, oni silna perswazja. Złapał mnie za rękę i ciągnął, kazał mi zejść na dół. Poszedłem inną drogą, którą zablokowali dla samochodów. Tam przechwyciło mnie kolejnych dwóch China security i policjantów. Stałem przed tłumem ludzi, przed barierkami. Policja najpierw odpuściła. Później Chińczycy zaczęli się czepiać, czemu ja mogę tam stać, a oni muszą być tutaj. No i zjawił się jakiś ważniejszy glina i mnie przepchał do tłumu. Wkurzyłem się! Zmieniłem miejsce i stałem na baczność prawie 1,5 godziny z gotowym aparatem. Uświadomiłem sobie na koniec, że pochodnia nie będzie biegła po jezdni blisko nas. Od sztafety dzieliła nas jezdnia dwupasmowa, kilkudziesięciu mundurowych, betonowy murek, pas zieleni z krzewami i dopiero tam, jakieś 40 metrów od tłumu była pochodnia. Wysiadł gość z autobusu, drugi podbiegł odpalił pochodnię i pobiegł. Trwało to 30 sekund. Wielu ludzi się rozczarowało. A ja śmiałem się z własnej głupoty. W tłumie nie miałem nawet czasu i sposobu zmienić obiektyw na większy zoom. Stałem w tłumie gapiów, upał około 30 stopni, słońce, wszyscy spoceni, krzyki, hałasy, przepychanki. W innych miejscach wojsko dosłownie odciągało ludzi od pochodni, przepychali gapiów, szarpali fotografów. Śmigłowce, ciężarówki z wojskiem, wszędzie policja. Prawie stan wojenny, a nie sztafeta olimpijska. Mundurowi nie pieścili się z tłumem. Przykro na to patrzeć, albo olimpiada, albo zadyma. Z jednej strony rozszalały tłum, bez żadnych zasad, bez szacunku dla całej imprezy, z drugiej agresywni mundurowi z konkretnymi rozkazami. Tego nie da się pogodzić.
Pochodnia olimpijska zaliczyła false-start w Shenzhen. Uroczystość miała się rozpocząć o godzinie 7 rano, przeniesiono na 12. Ponoć pochodnia spóźnia się przez wyprawę na Mont Everest. Pojechałem o 7 rano porobić zdjęcia. Na drugiej stacji dosiadło się parę tysięcy ludzi! Po 10 minutach udało się nam wyjść ze stacji. A tam tłumy! Kilkaset tysięcy ludzi, na ulicach, na wielkim placu. Wszedłem w główny pochód i robiłem zdjęcia, szalejący tłum z setkami chińskich flag. Myślałem, że idziemy za konwojem z pochodnią, okazało się później, że pochodni w ogóle nie ma i przez najbliższe 3 godziny nie będzie. Mimo to tłum pozostał na głównym placu. Rzeka ludzi zablokowała wszystkie ulice w okolicy, wyjścia z metra, chodniki i plac przed urzędem miejskim. Spróbuję później jeszcze uchwycić pochodnię, ale to nie będzie łatwe. Jakieś zdjęcia postaram się dzisiaj dodać.
Jak się okazało żadnych protestów nie było. Owszem większe grupy policjantów pojawiły się w centrum, kilkunastu policjantów pilnowało porządku przed hipermarketami Carrefoura. Wygląda na to, że władze nie pozwoliły na żadne manifestacje, porządek publiczny jest ważniejszy. Najwyraźniej też nie zadziałała chińska solidarność. Skończyło się na grupowych emailach bojkotujących francuskie produkty i planach protestu na forach dyskusyjnych. Policja wszystkiemu sprawnie zapobiegła. A ja nie mam żadnych zdjęć, spodziewałem się wielkiej manifestacji i się rozczarowałem.
Jutro będzie się działo! W Shenzhen organizują wielki pochód, manifestacja przeciwko niepodległości Tybetu, anty-amerykańska i anty-francuska. Tłum ludzi przejdzie przez całe miasto. Poza tym demonstracje przed hipermarketami Carrefoura. Jutro pochodnia olimpijska będzie w Hong Kongu, tam (w demokratycznym kraju) na pewno będą protesty popierające Tybet, w Chinach odwrotnie. Polityka!
Komunistyczna propaganda działa! W komunikatorze MSN w opisach większości moich chińskich znajomych pojawiło się [SERCE] CHINA, czyli symbol w stylu KOCHAM CHINY. Myślałem, że to jakaś nowa funkcja MSN, która pokazuje lokalizacje osób. Okazało się jednak, że to jakaś akcja propagandowa, aby popierać Chiny i być przeciwko USA i Francji. Wszyscy wpisali ten symbol samodzielnie, a MSN nic do tego nie ma.
