Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Jakoś nie podniecam się mistrzostwami Euro w Polsce. Wiadomości wydają mi się śmieszne: stadiony, druga linia metra, autostrady, hotele, nowe linie kolejowe. Przecież każde europejskie państwo (już nie mówiąc o Chinach) ma taką infrastrukturę na co dzień. Fajnie, że w Polsce coś się zmieni, ale przecież to powinno się zmieniać w normalnych warunkach, nie tylko w czasie specjalnych wydarzeń. A zaraz okaże się, że do budowy stadionów będą zatrudniali chińskich robotników, żeby było taniej i szybciej.
Ostatnio Polak stwierdził w Chinach, że tutaj system funkcjonuje bardzo dobrze. Każdy ma pracę, a tym samym ma zajęcie. Robotnicy noszą w nosidełkach kamienie na budowie, sprzątaczki chodzą ulicami i placami, w aptece przy każdej półce obsługa, każdy budynek z ochroniarzami. Ten naród ma pracę, produkuje, wymyśla, tworzy, budyje, sprząta, czyści, myje, remontuje, konstruuje, naprawia, pilnuje porządku. Po prostu nikomu nie brakuje zajęcia, bo jak człowiek nie ma co robić to siedzi i wymyśla. Władza mu się nie podoba, postrajkowałoby się, podwyżki możeby dali, może się zwolnić z tej roboty?! Z nudów ludzie mają różne głupie pomysły i nie są produktywni.
A teraz obalę mit dotyczący Chin! Na podstawie pytań, jakie zadają mi Polacy odwiedzający kraj środka po raz pierwszy, wiem już jakie w Polsce krążą stereotypy na temat Chin. Otóż... nie ma czegoś takiego jak chińskie przyprawy! Owszem jest kilka istotnych przypraw, ale bez przesady, oni na co dzień używają głównie sosu sojowego i czarnego octu. Nie ma żadnych sklepów typowo z przyprawami. W hipermarkecie przyprawy stanowią pół regału. Ja zawsze kupuję przyprawy w Polsce, bo są inne i mam 10 razy większy wybór. Tutaj widuję najczęściej pięć przypraw (czyli to stereotypowe ... w pięciu smakach), przyprawę do barbecue, proszek cumin, przyprawa do kurczaka 'na słono'. Poza tym czasem jakieś zioła i korzenie, ale na tym trzeba się znać. Ogólnie nie ma tego wiele, więc to taki mit.
Dopiero co dodałem nowe zdjęcia nocne, a już widzę, że ktoś je ogląda. Fajnie! Stronka jest popularna i niedługo suma oglądanych zdjęć osiągnie 200 000. Cieszę się, że wizytujących galerię przybywa. Idę zaraz odebrać fotki z Pentaxa. Zdjęcia w dobrej jakości, na papierze Fuji zakład fotograficzny wywołuje mi za 0,27 PLN. Tak więc fotografowanie tradycyjną kamerą nadal się opłaca w kraju środka. Obawiam się jednak, że Zenitem TTL już nie zrobię wielu zdjęć. Wilgotność 80%-90% sprawiła, że zabrudził się wizjer, pojawiła się wilgotność, jakby jakieś pęknięcie. Szkoda, bo mam sentyment do tego aparatu.
Widzę, że biali ludzi się spopularyzowali w Shenzhen. Myślę, że za kilka lat obcokrajowcy będą powszechni w tej metropolii (może nie tak jak w Hong Kongu). Doszedłem do tych wniosków, bo coraz częściej widuję nie-Chińczyków w różnych częściach miasta, ostatnio w jednym wagonie metra było nas trzech białych ludzi. Pamiętam, 4 lata temu poza centrum, poza granicą z Hong Kongiem i hotelami trudno było spotkać obcokrajowców, a na mnie Chińczycy patrzyli się jak na kosmitę. Były rejony, że białych widzieli tylko w telewizji. Teraz już jest inaczej. Stara sutenerka zapytała mnie na ulicy przy przejściu granicznym "Do you want a hooker?". Jeszcze kilka lat temu mówili tylko "Miss?". Widać światowych klientów im przybywa i uczą się języków. Szkoda, że akurat w tej kwestii.
