Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Piątek, 13 kwiecień 2007 godz. 16:48

Widzę, że biali ludzi się spopularyzowali w Shenzhen. Myślę, że za kilka lat obcokrajowcy będą powszechni w tej metropolii (może nie tak jak w Hong Kongu). Doszedłem do tych wniosków, bo coraz częściej widuję nie-Chińczyków w różnych częściach miasta, ostatnio w jednym wagonie metra było nas trzech białych ludzi. Pamiętam, 4 lata temu poza centrum, poza granicą z Hong Kongiem i hotelami trudno było spotkać obcokrajowców, a na mnie Chińczycy patrzyli się jak na kosmitę. Były rejony, że białych widzieli tylko w telewizji. Teraz już jest inaczej. Stara sutenerka zapytała mnie na ulicy przy przejściu granicznym "Do you want a hooker?". Jeszcze kilka lat temu mówili tylko "Miss?". Widać światowych klientów im przybywa i uczą się języków. Szkoda, że akurat w tej kwestii.

Czwartek, 12 kwiecień 2007 godz. 16:15

Moja znajoma jest młodą nauczycielką, to jej pierwsza praca. Uczy angielskiego w państwowej szkole podstawowej, uczy najmniejsze dzieci. Ma 25 lat, jest więc początkującym nauczycielem. Ile zarabia? 450 USD miesięcznie. To naprawdę nie mało, biorąc pod uwagę to, że szkoła pokrywa jej koszt mieszkania i wyżywienie. 450 USD to jej pensja 'do ręki'. Poza tym szkoła jest na przedmieściach dużej metropolii, więc wszelkie wydatki tam są w zasadzie o połowę niższe niż w Polsce.

Czwartek, 12 kwiecień 2007 godz. 11:25

Robiłem wczoraj nocne zdjęcia w centrum Shenzhen i spotkałem się z nową formą żebractwa. Podchodzi do mnie starszy gość, zagaduje o zdjęcia, pyta skąd jestem, oczywiście on mówi, że z Ameryki. Później opowiada jakąś historyjkę o córce, dokładnie go nie rozumiałem. A na koniec mówi, żebym mu dał 7 RMB. Niby nie majątek, ale nie rozdaję kasy na ulicy. Patrzę na niego, okulary, czapeczka, zegarek, przyzwoite ciuchy i ściemnia, że nie ma co jeść. Pyta później o 5 RMB, jakby się targował. Powiedziałem mu, że pieniądze w domu zostawiłem. Pytał się czy tu mieszkam, dziwił się, jak powiedziałem, że tak.

Poniedziałek, 2 kwiecień 2007 godz. 12:01

Zauważyłem, że postrzeganie kraju środka przez Polaków zależy od tego, czy w ogóle byli w Chinach, a jeśli tak to w jakim mieście lub miasteczku. Dwóch Polaków odwiedzając ostatnio Kanton stwierdziło, że Chiny są syfiaste, jedzenie okropne, uliczki paskudne. Gdy ktoś odwiedza jakieś biedne mieściny w głębi Chin zapewne uważa, że Chiny to syf i ubóstwo. Będąc w Shenzhen, Szanghaju czy Hong Kongu stwierdzimy, że Chiny są bogate i nowoczesne. To tak wielki kraj, że nawet ja będąc tu 20-30 lat nie poznam ich dokładnie. Wypada więc mieć trochę pokory i nie powinno się oceniać całego kraju, tak wielkiego kraju na podstawie kilkudniowego wyjazdu. Tu każda prowincja ma inne miasta, miasteczka, inną kulturę, język, zróżnicowaną architekturę, obyczaje, niektóre rozwijają się bardziej, inne w ogóle. Na Chiny nie ma reguły. Oczywiście najwięcej do powiedzenia o kraju środka mają ludzie, którzy tu nigdy nie byli.

Czwartek, 15 marzec 2007 godz. 13:35

Czytałem ostatnio w jakiejś anglojęzycznej chińskiej gazecie, że liczba prywatnych samochodów stale rośnie i wynosi około 40 milionów. To niewiele patrząc ogólnie na ludność kraju środka, ale z drugiej strony nie wliczono aut służbowych, firmowych, rządowych, a tych są pewnie setki milionów. Mimo wszystko przybywa pojazdów, a ja obserwuję, że zwiększa się liczba stłuczek i wypadków. Wychodząc z domu na 2 godziny widziałem dwie kolizje. Wczoraj jadąc na rowerze jakieś małe autko otarło się o nowe BMW. Przybywa aut i kierowców, a ich umiejętności jazdy są coraz gorsze. Albo coś z tym zrobią, jakoś uregulują przepisy i zaczną wymagać czegoś od tych pseudo-kierowców, albo się pozabijają na drogach.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone