Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Dzisiaj widziałem coś naprawdę zabawnego. Typowy przykład nadmiaru pracowników. Otóż, na stacji metra, w podziemu otworzyli sklep z pieczywem (już jeden tam zbankrutował). Sklep ma wymiar jakieś 3x2 metry, czyli 6 metrów kwadratowych. I teraz zgadnijcie, ile dziewczyn tam pracuje? Gdyby to było w Polsce to na pewno jedna osoba, bo po co więcej. A w Chinach? Sześć dziewczyn!!! Szok!!! One nawet nie były w tym sklepie tylko stały na zewnątrz w rzędzie i zapraszały klientów, przecież gdyby stały w środku to brakowałoby miejsca. Muszę koniecznie zrobić tam zdjęcie.
To jest ku*** jakiś żart, że w Polsce mają pracować robotnicy z Chin, bo brakuje siły roboczej. Tak wynika z informacji gospodarczych gazety.pl. Ministerstwo Pracy będzie szukało robotników budowlanych nawet w państwie środka. A może wypadałoby Polakom godnie zapłacić? Miliony Polaków tułają się po Europie, a nawet po całym świecie w poszukiwaniu lepszego życia. Czy my jesteśmy jakimś narodem wygnanym? Nie mamy państwa? Taka fala migracji to wstyd dla rządzących. A ja wcale się nie obrażę, jak Chiny dadzą mi obywatelstwo i będę się o to starał za kilka lat. Moją ojczyzną zawsze jest Polska, ale nie taka Polska, bardziej ta utopijna, z książek, poezji, hymnów, które dziś już nic nie znaczą. Jak komunistyczny wyzysk to plują na Chiny, ale jak przenieść to na polski grunt to już Chiny są dobre.
Przygotowałem dzisiaj listę warzyw i produktów spożywczych, których nie ma w Chinach, albo przynajmniej nie ma w sprzedaży detalicznej lub są w innych częściach Chin. Z warzyw nigdy nie udało mi się kupić: pietruszki, seleru, buraków, rzodkiewki, brukselki, szparagów... na pewno coś jeszcze, ale to takie najważniejsze. Nie brakuje za to zielonych warzyw liściastych i różnych odmian kapusty (chociaż nie znają w ogóle kapusty kiszonej). Z innych produktów brakuje mi tutaj żelatyny, serów (sera białego szczególnie), drożdży, dobrej wody mineralnej (Perrier mnie nie interesuje), ciemnego pieczywa, włoszczyzny, porządnej czekolady, dobrych wędlin też raczej nie ma, a kiełbasy chińskie są paskudne. Ogólnie to mamy zupełnie inne zapatrywanie na jedzenie i przydatność, czy zastosowanie niektórych produktów. Na szczęście moja żona sprawnie gotuje polskie dania, ja też, czasem też chińskie, albo styl mieszany. Uwielbia też polskie wędliny i kiełbasy, sery, słodycze, soki, jogurty i mineralną.
A Pan Marek Niedźwiecki palnął przed chwilą w Trójce taki tekst, że dostaje jakieś maile ze znaczkami, cytuję "Z Japoni, Chin, albo jeszcze coś gorszego". Fajny tekst, może biedny człowiek nawet sobie nie uświadomi, że wyraził się o kraju środka, jakby to było coś złego.
Jakiś czas temu zobaczyłem na granicy z Hong Kongiem Polaka. Po czym go poznałem? Raz, że mam taki dar, a dwa, że miał tak samo wytarty paszport jak ja. To jakiś żart jest w ogóle, jak są produkowane polskie paszporty (mój jest nowy, niby unijny, bo wiśniowy kolor, z 2004 roku chyba). Ale jaki skandal! Pozłacane godło i napis paszport na okładce po prostu wytarł się po kilku tygodniach. Jak tak może być? Już Mongolia ma lepsze paszporty, co za wstyd! Każdy kraj ma normalny paszport z widocznym godłem, narodowością. Włoski, chiński, amerykański, kanadyjski, japoński... cały świat ma normalne paszporty, tylko Polska ma takie wspaniałe, niewidzialne nadruki. Raz oficer nawet oglądał ten mój paszport z każdej strony, takiego bubla pewnie jeszcze nie widział nigdy. Ktoś za to powinien ponosić odpowiedzialność chyba?! Paszporty nie są za darmo do jasnej cholery!
